Szukaj na tym blogu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminał. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminał. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 listopada 2020

SZYBKI SZMAL - RYSZARD ĆWIRLEJ




"Szybki szmal" to już trzecie po "Jedynym wyjściu" i "Ostrej jeździe" spotkanie z policjantką Anetą Nowak, która po ukończeniu studiów w Szczytnie ostatecznie melduje się w swojej starej komendzie w Szamotułach. Od razu zostaje przydzielona do grupy dochodzeniowej pracującej nad sprawą zagadkowej śmierci starszego mężczyzny, który był w przeszłości wychowawcą w sierocińcu,  w którym w 1984 roku dochodzi do tragedii. Pewnej grudniowej nocy w domu dziecka we Wronkach wybucha pożar. Ginie ośmioro dzieci i dyrektor placówki. Zaginionym też jest jeden z wychowawców. Co tak naprawdę zdarzyło się tej mroźnej, grudniowej nocy i w jaki sposób te wydarzenia łączą się z tajemniczą śmiercią byłego wychowawcy. Tego wszystkiego muszą się dowiedzieć szamotulscy policjanci, a Aneta Nowak za wszelką cenę odkryć prawdę o wydarzeniach z przeszłości. Nie jest to jednak takie proste, tym bardziej, że do tych dwóch na pozór nie związanych ze sobą spraw dochodzi trzecia - transport ogromnego ładunku narkotyków, który ma trafić z Berlina prosto do magazynu niedaleko Szamotuł.

Troszkę się to śledztwo pokomplikowało. Mnogość wprowadzonych wątków tworzyło lekki chaos, wymagający solidnego skupienia się na wydarzeniach. Kilka miejsc akcji, dwie strefy czasowe, mnóstwo wprowadzonych postaci. Autor naprawdę zmusza czytelnika do solidnego przyłożenia się do lektury. Nic nie może zostać pominięte w tej układance. Wszystko pasuje do siebie idealnie. Musimy tylko być cierpliwi i wraz z bohaterami powoli łączyć ze sobą porozrzucane elementy. 

Ryszard Ćwirlej bez lukru pokazuje codzienną pracę policji. Zmiany, które nastąpiły na przestrzeni kilku lat, taplanie się w politycznym bagienku i robienie dobrej miny do złej gry, to niestety jest rzeczywistość służb. Autor tworząc skomplikowane śledztwo, umiejętnie przemyca własne spojrzenie na te sprawy oraz na inne wydarzenia rozgrywające się w kraju. Trzeba być czujnym, by zrozumieć wszystkie aluzje. Dokonuje także doskonałego porównania pracy milicjantów w 1984 roku i policjantów w 2020, którego ocenę pozostawia czytelnikom. 

Mimo, że "Szybki szmal" jest kolejną częścią cyklu, to można ją czytać bez znajomości poprzednich. Ja na pewno sięgnę po wcześniejsze neomilicyjne kryminały autora, bo jego charakterystyczny styl pisania bardzo przypadł mi do gustu.


 OCENA: 8/10


piątek, 19 czerwca 2020

ZŁE SPOJRZENIA - DARIA ORLICZ




"Złe spojrzenia" to już trzeci kryminał Darii Orlicz, który niedawno przeczytałam i kolejne spotkanie z wyjątkowymi śledczymi, których poznałam w poprzednich częściach kryminalnego cyklu "Stracone dusze". 

W Boże Narodzenie zostaje bestialsko zamordowany jedenastoletni ministrant, syn bogatego biznesmena. Podejrzanym od razu staje się młody wikary. To nie jest jedyne tajemnicze wydarzenie, które obserwujemy. Z pobliskiego poprawczaka ucieka młody mężczyzna. Towarzyszy mu kobieta, lekko upośledzona pomoc kuchenna. Tajemnicze wydają się także prezenty, które otrzymuje jedna z kobiet obserwowanych przez obcego mężczyznę. Społeczeństwo tego małego nadmorskiego miasteczka kolejny raz nie czuje się bezpieczne.

Daria Orlicz ma niesamowity dar wplatania w kryminalną zagadkę ważne i aktualne tematy. Mocno nakreślone tło społeczno-obyczajowe, czyni z powieści autorki obraz wyjątkowy. Małomiasteczkowa mentalność, brak szczerości, wzajemna nieufność i szybkość osądów doskonale odzwierciedla współczesne społeczeństwo.
Od początku jest ciekawie, mrocznie i jak zawsze wielowątkowo. Autorka nie skupia się tylko na samej kryminalnej zagadce, ale także na życiu osobistym naszych bohaterów. Nie mamy tutaj superglin ale zwykłych policjantów, obserwujemy ich życie i ich codzienne problemy. Wątki zbrodni sprawnie przeplatają się z wątkami obyczajowymi. Żyjemy emocjami zarówno śledczych jak i podejrzanych. Tym razem nie mamy do czynienia tylko z jednym przestępstwem, patologiczne i zakłamane społeczeństwo trawi nie tylko jedna choroba. Wszystko to opisane lekkim, przystępnym językiem, który sprawia, że mimo sporej dawki emocji, które zafundowała nam autorka, książkę czyta się z przyjemnością. 

OCENA: 7/10





czwartek, 28 listopada 2019

OSTATNIA WDOWA - KARIN SLAUGHTER



Karin Slaughter to niekwestionowana królowa thrillerów, którą ja, aż wstyd się przyznać, odkryłam całkiem niedawno. Miałam jednak to szczęście, że książki autorki, które dotychczas  przeczytałam, jak najbardziej wpasowały się w mój gust literacki :) Z entuzjazmem sięgnęłam więc po "Ostatnią wdowę", która jak się później okazało, jest dziewiątą częścią cyklu z agentem specjalnym Willem Trentem w roli głównej.

Michelle Spivey zostaje uprowadzona z parkingu na oczach swojej jedenastoletniej córki. Nikt nie wie kto, dokąd i dlaczego porwał kobietę, która dotąd prowadziła raczej spokojne życie w związku z kobietą. Czy zajście to mogło być powiązane z pracą jaką wykonywała kobieta? Michelle  bowiem była pracownikiem naukowym agencji rządowej, specjalistką od chorób zakaźnych oraz oficerem w jednostce szybkiego reagowania. 
Niedługo po tym wydarzeniu zostaje porwana inna kobieta, lekarka sądowa Sara Linton, prywatnie dziewczyna agenta Willa Trenta, który robi wszystko by ją uratować. Co łączy obie uprowadzone kobiety?

Karin Slaughter wprowadza nas w akcję swojej powieści stopniowo. Pierwsze rozdziały są odrobinę monotonne, ale  przygotowują nas do przyszłych wydarzeń, które obserwujemy z kilku perspektyw, zarówno Willa jak i Sary, a także agentki Faith Mitchell, i które doskonale się uzupełniają, pozwalając mieć całkowity wgląd w opowiedzianą historię. Akcja rozgrywa się na przestrzeni kilku pełnych napięcia dni. Autorka nie rozpieszcza czytelnika, serwując mu wydarzenia pełne emocji. Dając jednak co jakiś czas szanse na złapanie oddechu. Nie ucieka przed kontrowersyjnymi tematami. Zabiera nas w świat pełen przemocy i okrucieństwa, podziałów rasowych, zagrożeń biologicznych i terroryzmu. Lubię w powieściach Karin Slaughter tą naprzemienność emocjonalną i to budowanie gruntu pod solidną akcję. W "Ostatniej wdowie" także nie zawsze czujemy się jak na karuzeli, czasami akcja zwalnia, a my wtedy możemy uspokoić emocje.

Ponieważ nie czytałam żadnej wcześniejszej części tej serii, po przeczytaniu "Ostatniej wdowy" postanowiłam, że w miarę czasowych możliwości będę nadrabiać te zaległości. Miałam trochę problemów z całościowym spojrzeniem na naszych bohaterów, na ich przeszłość i na historie, które ich ukształtowały, ale generalnie ta niewiedza nie przeszkadzała mi w lekturze. Ciekawa fabuła i dobrze wykreowane postaci sprawiły, że "Ostatnia wdowa" absolutnie mnie nie zawiodła, wręcz przeciwnie, tę książkę naprawdę dobrze się czytało.


OCENA: 7/10


Za możliwość przeczytania powieści dziękuję wydawnictwu 
HarperCollins

poniedziałek, 18 listopada 2019

MARSZ W MROK - MIŁOSZ FRYZEŁ




"Jego następna ofiara czekała. I kolejna. I ostatnia. Jeszcze tylko kilka dni, w trakcie których miał zrobić wszystko, do czego powołał go los, równie ślepy jak sprawiedliwość"


Biorąc do ręki książkę nieznanego mi autora zawsze towarzyszy mi niepewność połączona z ogromną ciekawością tego, co też znajdę na kartach powieści. Nie inaczej było i tym razem. Miłosz Fryzeł to młody polski pisarz, który przyznaje się do inspiracji twórczością takich pisarzy, jak Cormac McCarty, James Ellroy czy Dennis Lehane. "Marsz w mrok" to jego debiut literacki, niewiadoma była zatem podwójna. Nowe nazwisko na mapie polskiego kryminału i nowy kryminalny cykl. 

Przypadkowy przechodzień znajduje nad ranem zwłoki kobiety. Jedno precyzyjne cięcie szyi i żadnych dodatkowych śladów na ciele denatki. Śledztwo prowadzą podkomisarz Daniel Delner i sierżant sztabowa Julia Samarska. Dość szybko policja odnajduje dowody, które pozwalają aresztować sprawcę tego dziwnego morderstwa, śledczy liczą więc na szybkie rozwiązanie. Niestety sprawa okazuje się o wiele bardziej skomplikowana. Dziwne zachowanie aresztowanego oraz kolejne morderstwo uświadamiają policjantom, że sprawa tak naprawdę ma drugie dno, a dowody rzeczowe znalezione na miejscu zbrodni są tylko starannie dobranymi rekwizytami służącymi do zwabienia Delnera i Samarskiej w pułapkę gry, której  reżyserem jest morderca.

Miłosz Fryzeł stworzył naprawdę dobry kryminał, z silnymi i wyrazistymi bohaterami. Intryga kryminalna od samego początku zaciekawia czytelnika, wciąga go w swą głębię i nie pozwala się nudzić. Jest intrygująco, mrocznie i nieprzewidywalnie.  Prowadzone śledztwo przeplata się z życiem prywatnym naszych bohaterów, a konkretnie z ich problemami osobistymi. Podkomisarz Delner od lat prowadzi podwójne życie, tkwiąc w pozamałżeńskim romansie, a Julia Samarska powoli popada w paranoję, żyjąc praktycznie bez snu, całkowicie opanowana przez obsesje rozwiązania zagadki sprzed lat. Delner i Samarska nie są partnerami na śmierć i życie, nie skoczyliby za sobą w ogień, jednak to śledztwo sprawia, że dzień po dniu coraz bardziej zbliżają się do siebie, by w końcu ramię w ramię stoczyć ostateczną wspólną bitwę. 
Miłosz Fryzeł nie oszczędza ani swoich bohaterów, ani czytelnika. Nie mamy tutaj szczęśliwych, niespodziewanych zwrotów akcji. Wręcz przeciwnie, w miarę rozwoju sytuacji zagłębiamy się w coraz mroczniejsze regiony wyobraźni autora. Wspólnie maszerujemy w mrok. Delner i Samarska kroczą nawet podwójna ścieżką - jedną tą zawodową, w której skomplikowane śledztwo co rusz rzuca ich na niebezpieczne rafy, by bez skrupułów ich pokaleczyć i tą prywatną, która bynajmniej nie jest jasnym światełkiem w tunelu, ale balastem, który ostatecznie przygniecie ich do ziemi. 

"Marsz w mrok" to według mnie jeden z ciekawszych polskich debiutów kryminalnych. Do samego końca nie byłam w stanie rozwiązać tej zagadki. Kluczyłam, dochodząc do błędnych wniosków, nie potrafiłam też odgadnąć motywów zabójcy. Za to autorowi należą się ukłony, bo nie ma chyba nic gorszego niż przewidywalny kryminał, nieciekawa historia i miałcy bohaterowie. Tutaj niczego takiego nie było - Miłosz Fryzeł zdał ten egzamin, zdobywając u mnie dodatkowy punkt za zakończenie. 


"Istnieją tylko dwa typy ludzi. Jedni rodzą się w społeczeństwie i decydują się w nim żyć, a drudzy decydują się je zniszczyć"


OCENA: 8/10



Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Bukowy Las



wtorek, 22 października 2019

CUDZE GRZECHY - DARIA ORLICZ




"Czasem płacimy za cudze grzechy...."


Najnowsza powieść kryminalno-obyczajowa Darii Orlicz "Cudze grzechy", to część czwarta cyklu "Stracone dusze". Każdy tom opowiada o innym dramatycznym wydarzeniu, które ma miejsce w okolicy, jednak wszystkie części łączą osoby prowadzące śledztwa i ich życie osobiste. Dlatego Ci czytelnicy, którzy nie znali wcześniejszych książek z tego cyklu, mogą czuć się w tym obyczajowym kontekście odrobinę zagubieni. 

Z małego ośrodka wczasowego znika w środku nocy ciężarna kobieta. Początkowo policja podejrzewa, że dobrowolnie oddaliła się ona od ośrodka, jednak ślady znalezione na miejscu to wykluczyły, wskazując na porwanie. Rozwiązaniem zagadki tajemniczego zniknięcia zajmują się policjanci miejscowego wydziału, za wyjątkiem aspiranta Jeremiego Jaromirskiego, który prowadzi w Trójmieście swoje własne, prywatne śledztwo. Natomiast tajemnica zaginięcia przed laty pary młodych ludzi zostaje wpleciona w życie sierżant Hanki Piaseckiej. Historia ta, przedstawiona w retrospekcji, pozwala nam nie tylko połączyć przeszłe tragiczne wydarzenia z teraźniejszością, ale i odrobinę przybliżyć prywatne życie policjantki.

Daria Orlicz zabiera nas w potrójną kryminalną podróż. Nie wszystkie sprawy jednak zostaną zakończone, nie wszystkie sznurki zebrane i nie wszystkie elementy układanki trafią na właściwe miejsce. "Cudze grzechy" okazały się bowiem w większości dopiero początkiem przedstawionych wydarzeń. Śledztwo dotyczące tajemniczego zniknięcia ciężarnej kobiety zostaje zawieszone. Mimo, iż zaginiona powraca, to kłamie co do motywów opuszczenia rodziny w środku nocy i miejsca swojego pobytu, więc sprawa do końca nie zostaje wyjaśniona. Podobnie jak trójmiejskie śledztwo aspiranta Jaromirskiego, które zakończyło się jednym dużym znakiem zapytania. Tajemnice i kłamstwa się mnożą, ale nie przybliżają nas ani o krok do rozwiązania tych zagadek.


Daria Orlicz opowiada swoje historie specyficznie. Bardziej skupia się na psychologicznych aspektach przestępstwa i jego motywach, niż na wartkiej akcji typowego kryminału. Robi to bez pośpiechu, umiejętnie podsycając zainteresowanie. I to mi się w poprzedniej powieści autorki bardzo podobało. Jednak tym razem po przeczytaniu "Cudzych grzechów" czułam lekki czytelniczy niedosyt. Brakowało mi solidnego zakończenia. Zamiast silnego zatrzaśnięcia otworzonych przez autorkę drzwi, otrzymałam tylko klucz, który owszem zagwarantował mi wejście do pomieszczenia, ale zamknięcia kryminalnej sprawy już nie. Tak było zarówno w przypadku tajemniczego porwania ciężarnej kobiety, jak i prywatnego śledztwa Jaromirskiego. Mam nadzieję, że już niebawem ukaże się kolejna część cyklu, w której wszystkie niedokończone wątki zostaną zamknięte, bo mimo lekkiego rozczarowania brakiem zakończenia, wszystkich tych opartych na kłamstwach historii jestem bardzo ciekawa.

OCENA: 7/10



Za możliwość przeczytania powieści dziękuje Wydawnictwu HarperCollins



poniedziałek, 2 września 2019

KREWNI - PIOTR GÓRSKI




"Ludzie, którzy patrzą, widzą. Zwłaszcza ci patrzący nocami"


Po książki Piotra Górskiego sięgam zawsze z ogromną przyjemnością. "Krewni" to moje trzecie spotkanie z twórczością tego autora i jednocześnie trzecia cześć serii z fenomenalnym komisarzem Sławomirem Krukiem w roli głównej. Kryminały Piotra Górskiego to dla mnie zawsze gwarancja wspaniałej lektury (wcześniejsze części Kruk  Gorszy)

W jednym z gdańskich domów znaleziono zwłoki młodej kobiety Barbary Malewskiej. Została ona uduszona a jej prawa dłoń odcięta, umyta i włożona pod policzek ofiary. Komisarz Sławomir Kruk w trakcie czynności śledczych odkrywa, że kobieta wpadła na ślad pewnej tajemnicy, a także powiązana była z niedawnymi tragicznymi wydarzeniami, przez które jej wuj trafił do więzienia za zabójstwo włamywacza. Okazało się także, że to co wydarzyło się w niedalekiej przeszłości nie było przypadkowe, a wszyscy uczestnicy tych wydarzeń byli wzajemnie ze sobą powiązani. Komisarz Kruk musi jak najszybciej rozwiązać tę skomplikowaną zagadkę, co nie jest sprawą łatwą, bowiem ani rodzina ofiary ani podejrzanych o wcześniejsze włamanie, nie chce współpracować z Policją. Sprawy się komplikują a ofiar przybywa. Komisarz Kruk musi się spieszyć, by rozwiązać tę zagadkę, nim to krewni ofiary dopadną mordercę.

Piotr Górski i tym razem nie zawiódł. Kryminalna intryga wciąga czytelnika już od samego początku. Stopniowo odsłaniane elementy tej skomplikowanej układanki nie pozwalają ani na sekundę dekoncentracji. Czujność i trafne połączenie wątków są w tym przypadku bardzo ważne, bowiem to wszystko co rozgrywa się na współczesnej scenie dotyczy także przeszłości i jest z nią bardzo mocno powiązane. Całość jednak, mimo że pozornie skomplikowana jest logiczna i spójna. Nie zawiódł także główny bohater  - Komisarz Sławomir Kruk. Dobry, ale nie kryształowy glina, który jak wszyscy kryminalni bohaterowie ma swoje osobiste problemy. Komisarz Kruk jest bezkompromisowym perfekcjonistą, wyczulonym na krzywdę ludzką, czujnym i inteligentnym policjantem. "Krewni" to dobrze napisany kryminał z doskonałymi dialogami. Nie znajdziemy tutaj rozwlekłych do granic możliwości wątków, ani nic nie wnoszących do śledztwa historii pobocznych. Wręcz przeciwnie, krótkie rozdziały, z których składa się powieść, zawierają tylko istotne dla całości elementy. Jednym słowem, klasa sama w sobie.

Piotr Górski powieścią "Krewni" obronił swoją pozycję. Nadal jest, w moim prywatnym rankingu, jednym z najlepszych polskich "kryminalistów". Wszystkie trzy napisane przez autora książki z tej serii gorąco polecam :)


"Te okropne rzeczy robią zwykli ludzie zwykłym ludziom"


OCENA: 8,5/10

Za możliwość przeczytania powieści dziękuję wydawnictwu HarperCollins


niedziela, 25 sierpnia 2019

WIDOWISKO - PRZEMYSŁAW BORKOWSKI






Od jakiegoś już czasu bardzo chętnie zaczytuję się w powieściach kryminalnych polskich autorów. Przyczyna jest prosta - są one naprawdę dobre. Kolejnym nazwiskiem, który dopisuję do mojej listy "sięgam po tę książkę w ciemno" jest nazwisko pisarza, felietonisty i aktora Przemysława Borkowskiego. "Widowisko" to, po "Zakładniku" i "Niedobrym pasterzu", trzecia cześć cyklu kryminalnego z psychologiem Zygmuntem Rozłuckim w roli głównej i mimo iż to od niej właśnie zaczęłam swoją przygodę z twórczością autora, to tego braku kolejności w czytaniu absolutnie nie żałuję. "Widowisko" to odrębna zagadka kryminalna, a jakiekolwiek nawiązania do poprzednich historii były na tyle subtelne, że nie zakłócały mi one lektury. 

W czasie trwania parady ulicznej rozpoczynającej festiwal teatralny w Olsztynie dochodzi do zabójstwa. W tym starannie wyreżyserowanym przez mordercę spektaklu ginie pracownik miejskiego urzędu. Wszystko wskazuje na to, że tajemnicza zbrodnia połączona jest z olsztyńskim teatrem, bowiem rekwizyt wykorzystany w spektakularnej scenie śmierci urzędnika pochodził właśnie stamtąd. Psycholog Zygmunt Rozłucki po raz kolejny zostaje poproszony przez policję o pomoc w rozwiązaniu zagadki. Jego zadaniem jest zbliżenie się do pracowników teatru i przyjrzenie się relacjom panującym między nimi, które są delikatnie mówiąc niezbyt przyjacielskie, czasami wręcz wrogie. Śledztwo zdaje się podążać w dobrą stronę, podejrzany na pewno jest powiązany z teatrem, tym bardziej, że kolejną ofiarą tajemniczego mordercy jest aktor również w nim pracujący. 

Moje pierwsze spotkanie z twórczością autora uważam za całkiem udane. Podobał mi się pomysł osadzenia wydarzeń w środowisku teatralnym, sama atmosfera teatru i oglądanie go od kulis. Zachwyciły mnie także, jeżeli można to w ten sposób ująć, same spektakularne zbrodnie, swoiste przedstawienia teatralne, doskonale połączone z wydarzeniami rozgrywającego się festiwalu, mające w oczach ich obserwatorów tworzyć jeden z elementów tego widowiska. Polubiłam też głównego bohatera, psychologa ze skłonnością do nałogów, który w moim odczuciu sam potrzebuje pomocy psychologicznej, bowiem nie do końca jeszcze uporał się z traumatycznymi wydarzeniami z przeszłości. Jest jednak wyrazistą postacią, dającą się lubić, oryginalną i pomysłową, i pomimo emocjonalnej huśtawki towarzyszącej mu na co dzień, dobrze sobie radzi z tropieniem przestępcy.

"Widowisko" okazało się ciekawym kryminałem, z poprawnie skonstruowaną fabułą, wciągającym czytelnika w rozwiązanie zagadki zbrodni już od samego początku. Akcję odrobinę spowalniają wewnętrzne miłosne rozterki głównego bohatera, który tuż po przyjeździe i rozpoczęciu śledztwa zakochuje się w aktorce teatralnej Agnieszce, jednak gdy już wrócimy z powrotem na ścieżkę śledztwa akcja ponownie nabiera tempa. Zakończenie jak najbardziej na plus i pomimo tego, iż już od jakiegoś czasu domyślałam się kto stoi za tymi wszystkimi zbrodniami, to sam finalny spektakl bardzo mi się podobał. 

Czy polecam tę książkę? Polecam jak najbardziej. Sama także z przyjemnością sięgnę po wcześniejsze części tego cyklu. 


OCENA: 7,5/10



Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję 
Wydawnictwu Czwarta Strona 




środa, 17 lipca 2019

KREW Z MOJEJ KRWI - MAURIZIO DE GIOVANNI






"Zrozumiał, że śmierć naturalna to odpowiednie rozliczenie się z życiem. Ale gwałtowna śmierć tak nie postępuje, ona nie ma tyle czasu. Musi ruszać natychmiast. W takim przypadku wymyśla się cały spektakl, podsuwając pod oczy jego duszy wyobrażenia ostatniego spazmu cierpienia. A on jest jedynym widzem w tym zdegenerowanym teatrze ludzkiego nieszczęścia"


I kolejny kryminał retro, który przeczytałam w ostatnim czasie. Tym razem przenosi mnie on do Neapolu 1931 roku, gdzie w niepokojącym mroku nocnego miasta czai się zło. 
Prawie rok temu, za sprawą pierwszej książki Maurizio de Giovanniego "Łzy pajaca" (recenzja tutaj) poznałam niezwykłego komisarza neapolitańskiej policji. Luigi Alfredo Ricciardi, bo o nim mowa, swoją niezwykłość zawdzięcza darowi, który on sam uważa za przekleństwo. Ricciardi widzi duchy osób zmarłych tragicznie, ich ostatnie chwile i słowa, które wypowiadali tuż przed śmiercią. "Krew z mojej krwi" jest drugą częścią cyklu o neapolitańskim komisarzu-arystokracie, który tym razem, wraz ze swoim najbliższym współpracownikiem brygadierem Maionem, będzie starał się rozwikłać zagadkę zamordowania staruszki Carmeli Calise, która nie tylko była bardzo popularną wśród mieszkańców Neapolu wróżką, ale jak się później okazało także sprytną lichwiarką. Na miejscu zbrodni, tam gdzie wszyscy widzą tylko zmasakrowane ciało staruszki, Ricciardi widzi jej ducha powtarzającego zdanie "Wszechmogący to nie handlarz, w soboty nie płaci". Zagadkowe słowa, okazały się neapolitańskim przysłowiem i oznaczają, że za każdy nasz czyn prędzej czy później przyjdzie nam zapłacić. Czy to oznacza, że śmierć Calise jest zapłatą za czyny popełnione przez nią w przeszłości? Jeśli tak, to kto wymierzył sprawiedliwość? Na miejscu zbrodni komisarz Ricciardi znajduje pudełko z wekslami i notes, w którym staruszka zapisywała daty i nazwiska osób ją odwiedzających. Czas więc rozpocząć śledztwo, podejrzanych bowiem jest sporo. 

Wątek śledztwa to główny trzon powieści. Powolne dochodzenie do prawdy i  śmiałe zagłębianie się w historie życia ludzi z listy sprawia, że z coraz większą ciekawością przyglądamy się prowadzonemu śledztwu. Z początku lekko zagmatwane wątki, z czasem prostują się, by w końcu trafić na swoje miejsce w tej układance. Podobnie jak w części pierwszej życie zawodowe naszych bohaterów przeplata się z ich życiem osobistym. Zaglądamy do, tak niedawno jeszcze pełnego miłości domu brygadiera Maioniego, w którym teraz, po tragedii jaka dotknęła jego rodzinę trzy lata temu, brak jest rodzinnego ciepła. Przyglądamy się także zmaganiom komisarza Ricciardiego z porywami jego nieszczęśliwie zakochanego serca. 

Sięgając po "Krew z mojej krwi" ponownie zostałam zahipnotyzowana przez niezwykłą, zielonooką postać głównego bohatera. Postać tragiczną, która skrywa w sobie wiele tajemnic, nie mogących nigdy ujrzeć światła dziennego. Jego życie, tak pełne bólu i smutku, wciąż stojące na granicy dwóch światów, fascynowało mnie nie mniej, niż prowadzone przez niego śledztwo. Komisarz Ricciardi nadaje opowiedzianej przez autora historii wyjątkowe tło, a może to neapolitańskie zbrodnie są tłem do stworzenia tak wyjątkowej osoby, nie wiem już sama. Ciekawa zagadka kryminalna, klimatyczne opisy miasta, niezwykli ludzie i ich historie, to wszystko składa się wspaniałą przygodę, która jeszcze długo pozostanie w mojej pamięci. Myślę, że tych, którzy znają i lubią twórczość Maurizio de Giovanniego nie muszę zbytnio namawiać do sięgnięcia po jego najnowszą książkę. Tym, którzy jeszcze nie mieli okazji poznać komisarza Ricciardiego - serdecznie polecam.



"Cisza: tylko skrzypienie zawiasów, okno, przez które wpadało powietrze. Błysk ostrza noża, którego nikt nie zauważył. Ani słowa skargi"



OCENA: 8,5/10



Za możliwość przeczytania książki dziękuję 
Oficynie Noir sur Blanc


sobota, 13 lipca 2019

MORDERSTWO PO PÓŁNOCY - JESSICA FELLOWES





Wychowana na książkach Agathy Christie wielkim sentymentem darzę kryminały retro. Uwielbiam ich klimat,  tło społeczne nakreślane przez autorów i historyczne smaczki z epoki. Lubię te powolne dochodzenie do rozwiązania zagadki przestępstwa, bez pościgów, krwawych strzelanek i szaleńczych zwrotów akcji, a że kryminałów retro na naszym rynku księgarskim jest coraz więcej, to z prawdziwą przyjemnością co jakiś czas po nie sięgam.
Jessica Fellowes to pisarka i dziennikarka, znana z książek towarzyszących powstaniu serialu filmowego "Downton Abbey". Serial ten oglądałam namiętnie, więc tym bardziej zaciekawiła mnie ta powieść kryminalna zainspirowana losami arystokratycznej rodziny Mitford.

Anglia lata 20. XX wieku. Podczas przyjęcia odbywającego się w domu Mitfordów dochodzi do morderstwa. Ofiarą jest dwudziestoletni arystokrata Adrian Curtis. Policja od razu wskazuje i aresztuje mordercę. Jest nią pokojówka Curtisów Dulcie Long, która nie tylko odnajduje ciało zamordowanego i ma przy sobie skradzioną z domu Mitfordów biżuterię, ale także jest członkinią kobiecego gangu złodziejek, której przywódczynią jest Alice Diamond. Sprawa wydaje się prosta. Dulcie aresztowano, szybko osądzono i tego samego dnia skazano za morderstwo, mimo iż ona sama przyznała się tylko do kradzieży klejnotów, zaprzeczając by miała cokolwiek wspólnego ze śmiercią Adriana Curtisa. Wątpliwości co do winy aresztowanej pokojówki ma także służąca Mitfordów Louisa Cannon, która z początku na własną rękę, a następnie z pomocą znajomego sierżanta policji Guya Sullivana, próbuje rozwiązać zagadkę morderstwa, tym samym znajdując prawdziwego winnego tej zbrodni.

Autorka zaprasza nas do Anglii z początku wieku, gdzie świat znudzonych młodych arystokratów przeplata się z niebezpiecznym światem złodziei, paserów i morderców. Bywamy w zatłoczonych, dusznych klubach, chadzamy niebezpiecznymi londyńskimi ulicami i spotykamy osoby, które żyły naprawdę. Jessica Fellowes wplotła bowiem w swoją kryminalną historię autentyczne postacie i wydarzenia, zarówno z arystokratycznego, jak i przestępczego świata. 
"Morderstwo po północy" do dobry kryminał, który czytałam z prawdziwą przyjemnością. Napisany współcześnie całkowicie oddawał ducha minionej epoki. Czytając go bez problemu przenosiłam się w czasie. Bardzo ważnym aspektem w tego typu książkach jest to, by nakreśleni bohaterowie nie odbiegali od społecznych standardów czasów, w których żyli. I to doskonale się autorce udało. Nie miałam wrażenia, że są tylko przebranymi postaciami przeniesionymi w czasie, ale stanowią integralną cześć opisywanych wydarzeń. Zarówno arystokratyczne życie, jak i te półświatka, były autentyczne. Samo śledztwo i sposób rozwiązania zagadki morderstwa nawiązywał to starych tradycji kryminałów z epoki. 
Jednym słowem, jeśli lubicie klasyczne kryminały retro, to "Morderstwo po północy" będzie doskonałą okazją by chociaż na kilka godzin przenieść się w klimatyczne czasy Anglii lat dwudziestych i przy okazji rozwiązać zagadkę morderstwa młodego arystokraty.

OCENA: 7/10



Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu HarperCollins


poniedziałek, 20 maja 2019

DRAPIEŻCY - DARIA ORLICZ





"Piekło jest puste, a wszystkie diabły są tutaj"


Małe nadmorskie miasteczko, zbrodnia, która prawie do  samego końca nie została odkryta i wszechobecne otulające  okolice zło. Niepokojąco czające się w gęstej mgle, zalegające w duszach, sercach i umysłach ludzi. Śmierć, strata, kłamstwo, upadek moralności, to szczelnie ukrywana przed światem rzeczywistość mieszkańców miasteczka. Tutaj maski noszą wszyscy. Dobry policjant, który odebrał sobie życie, wcześniej zarażając żonę śmiertelną chorobą, stateczny ojciec i kochający mąż, regularnie korzystający z usług prostytutek czy zbuntowany nastolatek, dla którego zabicie drugiej osoby to dobra zabawa. Tutaj nie ma wygranych ani przegranych. Słabi wypadają z gry, a zwycięzcy przechodzą do następnej rundy. Ta historia nie ma jednego bohatera, jest to bowiem opowieść o społeczeństwie, społeczeństwie jakich wiele. Opowieść przerażająca, bo prawdopodobna.

Na obrzeżach miasta, w domu pod lasem, mieszkała młoda kobieta ze znamieniem na twarzy. Stroniła od ludzi, mieszkała sama, pracowała dorywczo. Była świetnym celem. Pewnej nocy do jej domu wtargnęło trzech młodych mężczyzn. To co początkowo miało być tylko żartem, zakończyło się tragicznie. Zgwałcona i porzucona umierała w samotności. W tej zbrodni nie było żadnego sensu. Kto i dlaczego zabił dziewczynę? I kto zapalił na schodach jej domu znicz w kształcie serca, mimo że morderstwo nie zostało jeszcze odkryte?

"Drapieżcy" to trzecia cześć serii "Stracone dusze". Jest to też moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki. Żałuję bardzo, że najpierw nie przeczytałam dwóch poprzednich części, gdyż wiele wątków jest w niej kontynuowanych. 
Początkowo myślałam, że motyw zabójstwa dziewczyny, będzie w książce motywem przewodnim. Niestety tak się nie stało. Jest on tylko początkiem i zakończeniem tej historii. Jest nawiasem, który obejmuje inne historie opowiadające o moralnych dylematach, złych wyborach, mroku otulającym duszę i wyrzutach sumienia niepozwalających dalej żyć.

Daria Orlicz nie pisze klasycznych kryminałów. Oczywiście mamy zbrodnie, mamy śledztwo i mamy ostatecznie zakończenie sprawy. Brak tutaj jednak policyjnej akcji, czy nagłych jej zwrotów. Dużo natomiast brutalnych scen i patologicznych osobowości. Czytając powieść ma się wrażenie, że to równoległa historia każdego z bohaterów, których jednym wspólnym mianownikiem jest to mroczne miasteczko i atmosfera wyzwalająca w ludziach najgorsze instynkty. "Drapieżcy" to nie jest książka dla wszystkich. Na pewno nie dla wielbicieli klasycznych kryminałów, chociaż kto wie może i oni odnajdą się w tym wielowątkowym mrocznym świecie. Na mnie wywarła ona całkiem pozytywne wrażenie i jeżeli wcześniejsze części serii napisane są w podobnym klimacie, to bardzo chętnie po nie sięgnę.

OCENA: 7/10



Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu HarperCollins



czwartek, 16 maja 2019

DOBOROWA ÓSEMKA ANNY C. - SOPHIE HENAFF






Rozwiązywanie zagadek kryminalnych na wesoło? Dlaczego  by nie. Czasami czuję potrzebę odłożenia krwawego, mocnego kryminału by wraz ze zwariowanymi bohaterami ścigać przestępców z uśmiecham na ustach. Tym bardziej, że jestem fanką francuskich komedii.

Inspektor Anna Capestan znajduje się właśnie na życiowym zakręcie. Wystrzeliła ona o jedna kulę za dużo i teraz czyn ten zaważyć ma na całej jej karierze. Pani inspektor jest genialną policjantką (tak przynajmniej o sobie myśli), doskonale jak dotąd radzącą sobie w pracy (królowa wpadek - czy to coś oznacza?). Mimo tego za swój zawodowy błąd, decyzją komisji dyscyplinarnej została zawieszona. Nie byłoby w tym nic dziwnego - nie ona pierwsza i nie ostatnia - gdyby nie fakt, iż nagle jej sprawa została zamknięta, a inspektor Capestan formalnie przywrócona do służby. Do tego jeszcze powierzono jej nowe stanowisko - ma kierować oddziałem specjalnym, w skład którego wejdą najmniej konwencjonalni policjanci. Co to oznacza w praktyce? Otóż Panie i Panowie witamy w oddziale wszelkiej maści wyrzutków, odpadów policyjnych, ludzi których nie można wyrzucić z pracy. Mamy tutaj miedzy innymi alkoholika, hazardzistkę, wyjątkowego pechowca, zwariowaną pisarkę oraz jej psa Pilou.
Nieudacznicy - nieudacznikami, ale praca w policji polega na rozwiązywaniu spraw kryminalnych, więc i naszym dzielnym policjantom z oddziału specjalnego przyznano kilka nierozwiązanych spraw wierząc, że skupią się oni na nich maksymalnie i nie będą sprawiać żadnych dodatkowych kłopotów. Sęk w tym, że kilka z tych spraw niebezpiecznie zaczyna łączyć się w jedną, a prowadzone śledztwa coraz bardziej zbliżają ich do rozwiązania tej, jak się z czasem okazało, niebezpieczniej zagadki.

Komedia kryminalna to mix jak najbardziej poważnych zbrodni i mniej poważnego ich rozwiązywania. W tym przypadku też jest lekko i zabawnie, ale bez nadmiernie krwawych scen. Tej książki nie czytamy z wypiekami na twarzy, nerwowo gryząc palce. Mamy tu jednak do czynienia z ciekawą sprawą kryminalną, rozwiązywaną niekonwencjonalnymi sposobami. Czasami jest zabawnie, czasami poważnie. Dla mnie to była miła, lekka, ale i wciągająca lektura.
"Doborowa ósemka Anny C." to rozrywka na jeden, góra dwa wieczory. Czyta się ją naprawdę szybko. Jeśli lubicie jedynych w swoim rodzaju bohaterów, lekkie, zabawne dialogi i niebanalne połączenie żartu z powagą śledztwa, to  ta książka na pewno Wam się spodoba. 

OCENA: 7/10



Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Amber

niedziela, 5 maja 2019

NAGRANIE - MAŁGORZATA FALKOWSKA




"Oby każdy był tak hojny w dary dla pana jak my. 
Wesołych świąt!"

Małgorzata Falkowska była dotąd znana czytelnikom ze swojej romantycznej strony. Ta poczytna pisarka romansów i literatury obyczajowej, postanowiła zmierzyć się z zupełnie nowym dla siebie gatunkiem. "Nagranie" bowiem to jej kryminalny debiut. 

W ciągu sześciu miesięcy w Toruniu zaginęło bez śladu pięciu młodych mężczyzn. Oprócz płci i młodego wieku nic tak naprawdę ich nie łączyło. Po jakimś czasie każda z ich rodzin otrzymała tajemniczą przesyłkę, która zawierała płytę dvd i kartkę świąteczną z oryginalnymi życzeniami. Na pierwszym nagraniu, każdy z mężczyzn ma na głowie papierową torbę, przedstawia się i przyznaje do tego, że zgrzeszył. Na kolejnym, niestety już nie żyje.
Śledztwo w sprawie tajemniczych zaginięć prowadzi komisarz Maciej Gorczyński wraz z zaprzyjaźnioną jasnowidzką Sylwią Trojanowską. Sprawa jest wyjątkowo skomplikowana. Mężczyźni pochodzili z różnych grup społecznych, byli w różnym wieku, nie obracali się w tym samym towarzystwie. Jedynym śladem jakim dysponują policjanci są słowa założyciela Fundacji LifeTrans, profesora Collegium Medicum, które zostały nadrukowane na pocztówkach dołączonych do przesyłek. Czas ucieka, a kolejni mężczyźni wciąż giną......

Małgorzata Falkowska stworzyła bardzo ciekawą intrygę. Pomysł z tajemniczymi zaginięciami młodych mężczyzn, a potem z nie mniej tajemniczymi przesyłkami, był naprawdę bardzo oryginalny. Także na pochwałę zasługuje konstrukcja powieści - krótkie, konkretne rozdziały z oznaczonym czasem i miejscem wydarzenia, i narracja prowadzona z dwóch punktów widzenia. Raz widzimy sytuację z perspektywy komisarza Gorczyńskiego, raz z perspektywy Sylwii Trojanowskiej. I gdyby tylko autorka skupiła się na rozwiązaniu zagadki kryminalnej, na zawiłej intrydze i oryginalnie prowadzonym śledztwie, to byłaby to powieść naprawdę ciekawa. Niestety koncept wplecenia  romansu komisarza i pani jasnowidz, w momencie tak kontrowersyjnej sytuacji rodzinnej bohatera, sprawił, że całkowicie straciłam do niego i do niej sympatię. Bohaterowie kryminałów to nie są postacie kryształowe, ale za to ich lubiłam, za te niedoskonałości, upadki, walkę z nałogami, w tym jednak przypadku jestem po prostu zniesmaczona. Także zachowanie policjanta, który sprawia wrażenie, że bardziej interesuje go ta znajomość niż prowadzone śledztwo, wydaje mi się mało profesjonalne, bo własnie tego zawodowego profesjonalizmu brakowało mi w powieści najbardziej.
"Nagranie" to nie jest zły kryminał, jest on chyba po prostu nie w moim stylu. Lubię wyrazistych, zarówno bohaterów, jak i sprawców zbrodni. Nie stronię także od romansów w tego typu powieściach, ale takich które motywują a nie powodują całkowite rozleniwienie w dochodzeniu i moja czytelniczą irytację. Jednak wszystkim, którzy lubią łączyć te dwa gatunki i lubią twórczość Małgorzaty Falkowskiej książka na pewno się spodoba i myślę, że z przyjemnością po nią sięgną.

OCENA: 6/10



Za możliwość przeczytania książki dziękuję 
Wydawnictwu Kobiecemu


czwartek, 18 kwietnia 2019

OBCA - LINA BENGTSDOTTER





"Wykształcenie i nagrody nic nie znaczą, jeśli człowiek nie rozumie czegoś tak prostego jak to, że są rzeczy niewybaczalne"

Mroczny klimat małego szwedzkiego miasteczka, tajemnica, która przez dwadzieścia siedem lat nie została rozwiązana i policjantka z osobistymi problemami - to jak magnes przyciągnęło mnie do kryminału Liny Bengtsdotter "Obca". Wiedziałam, że jest to druga cześć serii o inspektor Charlie Lager i że ponownie nasza bohaterka zmuszona jest powrócić do rodzinnego miasteczka by zmierzyć się z zagadką sprzed prawie trzech dekad.

Dwadzieścia siedem lat wcześniej Paul, przyjaciel nastoletniej Franceski popełnia samobójstwo. Ona sama zdruzgotana, na granicy depresji, początkowo próbuje odebrać sobie życie. Próbuje - bo tak naprawdę jest to tylko krzyk rozpaczy, brutalne zwrócenie na siebie uwagi. Bardziej niż jej własna śmierć interesuje dziewczynę rozwiązanie tej zagadki, jest bowiem pewna, że Paul nie popełnił samobójstwa, ale został zamordowany. Domyśla się nawet przez kogo. Niestety zagadka tajemniczej śmierci jej przyjaciela do dziś nie została rozwiązana, Franceska bowiem kilka dni później zaginęła.
Na tę tajemnicę sprzed lat inspektor Charlie Lager trafia zupełnie przypadkowo. Kiedy rok wcześniej była służbowo w rodzinnym miasteczku, nikt tej historii zaginięcia nie wspominał, choć tak naprawdę dorośli już teraz mieszkańcy musieli być jej świadkami. Zaginiona dziewczyna była bowiem córką miejscowego bogacza, niezbyt szanowanego ale wszystkim znanego. Zmuszona przez swojego przełożonego, Charlie wykorzystuje zaległy urlop i jedzie do rodzinnego Gullspang, by wraz ze swoim bliskim znajomym przyjrzeć się sprawie. Nie wie, że wraz z rozwikłaniem zagadki zaginięcia Franceski, czarne dziury jej własnej rodzinnej przeszłości powoli znikną. Charlie rozwiązując bowiem jedną zagadkę, rozwiązuję jednocześnie tę dotyczącą sekretów jej własnej rodziny.
Lina Bengtsdotter zabrała nas w ciekawą podróż w przeszłość, do miasteczka, które spowite mrokiem i mgłą niewiele tak naprawdę przez te lata się zmieniło. Ludzie nadal żyją bez perspektywy jakichkolwiek zmian i są nieufni wobec obcych. Mimo że Charlie nie jest w tym miasteczku tak do końca obca, to jednak trudno jej jest nawiązać z tą społecznością bliski kontakt. Bazując na rozmowach z mieszkańcami i na własnej pamięci z czasów dzieciństwa, krok po kroku zbliża się do rozwiązania sprawy zaginięcia Franceski Mild. Od samego początku ma świadomość faktu, że to właśnie tutaj, w tym hermetycznym społeczeństwie należy szukać odpowiedzi. Bardzo pomocny w rozwiązaniu tej zagadki z przeszłości okazuje się także pamiętnik nastolatki, którego treść autorka wplata we współczesną akcję. Mamy więc tutaj trzy typy narracji. Tę współczesną czyli śledztwo Charlie, życie Franceski po śmierci Paula oraz coś co dziewczyna nazywała dziurami w czasie, czyli  wspomnienia sprzed śmierci przyjaciela.
"Obca" jest drugą częścią serii kryminalnej i nie ukrywam, że to połączenie z częścią pierwszą jest bardzo odczuwalne. Autorka często nawiązuje do wcześniejszych wydarzeń, co odrobinę mi umniejszało przyjemność czytania, bowiem nie znałam pierwszej części "Annabelle". Jeśli jednak lubicie atmosferę skandynawskich kryminałów i nie macie nic przeciwko temu by bez znajomości wcześniejszych wydarzeń od razu przenieść się do mrocznego szwedzkiego miasteczka w poszukiwaniu zaginionej nastolatki i wraz z inspektor Lager rozwiązać zagadkę tajemniczego samobójstwa Paula, to ten kryminał jest dla was. A ja w międzyczasie rozejrzę się za częścią pierwszą serii, bo mimo wszystko zaciekawiła mnie historia Annabell.


OCENA: 7/10



Za możliwość przeczytania powieści dziękuję wydawnictwu Burda Książki


piątek, 22 marca 2019

MARTWE DZIEWCZYNY - GRAEME CAMERON






"Ja nazywam go po prostu TAMTYM MĘŻCZYZNĄ. TAMTYM MĘŻCZYZNĄ, który mnie skrzywdził. TAMTYM MĘŻCZYZNĄ, który pozbawił mnie wspomnień, nadziei i przyszłości. TAMTYM MĘŻCZYZNĄ, który prawie mnie zabił gołymi rękami"



Kryminał to jeden z moich ulubionych gatunków, więc zawsze sięgam po niego z ogromną ciekawością. Zastanawiam się jakim człowiekiem będzie główny bohater i jaką tym razem zagadkę kryminalną przyjdzie mi wspólnie z autorem rozwiązać. Ogromnym sentymentem darzę również tych autorów, z którymi spotykam się po raz pierwszy. Zazwyczaj po przeczytaniu jednej książki wiem czy zostanę z nim na dłużej, czy jednak więcej nie sięgnę po żaden jego tytuł. Czasami jednak, mimo wcześniejszej czytelniczej porażki, postanawiam nie skreślać od razu jego twórcy, tylko dać mu kolejną szansę. "Martwe dziewczyny" to kryminał, który bardzo mnie zaciekawił. Nazwisko autora nic mi nie mówiło, a ja uwielbiam być czytelniczym odkrywcą. Także okładkowy opis zachęcał do sięgnięcia po tę książkę, więc sięgnęłam.
Podczas policyjnej obławy na seryjnego mordercę giną policjanci, a detektyw Alisha Green zostaje poważnie ranna. Jednak już po dwóch miesiącach wraca do służby z zamiarem schwytania psychopaty. Sprawy jednak się nieznacznie komplikują, nikt tak naprawdę nie zna mordercy, a ci co widzieli jego twarz kolejno giną. Dodatkowo śledztwo utrudnia fakt, że Alisha nie odzyskała w pełni sił i ma spore kłopoty z pamięcią. Nie do końca ma świadomość tego co jest faktem, a co wytworem jej wyobraźni. Rozpoczyna się walka na śmierć i życie, mimo iż z góry widać, że szanse są nierówne. Morderca zabija nadal i wciąż zaciera ślady.

Po przeczytaniu książki miałam ogromny kłopot z jej oceną. Już na samym początku byłam zdziwiona faktem powrotu do pracy głównej bohaterki po zaledwie dwóch miesiącach od wydarzeń, które prawie pozbawiły ją życia. Poważne zaburzenia pamięci, problemy z utrzymaniem równowagi czy drętwienie nóg to tylko niektóre problemy, z którymi borykała się Ali. Nastawiona jednak na cel schwytania mordercy, robi wszystko co może, by wyglądać w oczach kolegów i przełożonych na w pełni zdrową. Początkowo bardzo spodobała mi się intryga stworzona przez autora. Zaginione dziewczyny, morderca bez nazwiska i twarzy, błędne tropy i, jakby na to nie spojrzeć, nietuzinkowy problem zdrowotny głównej bohaterki. Z czasem jednak zaczynałam się w tym wszystkim gubić. Książka stała się chaotyczna, autor przeskakiwał z tematu na temat i z osoby na osobę. Muszę przyznać, że pierwszy raz miałam takie problemy z połączeniem wszystkiego. Brakowało mi elementu, który złączyłby wszystkie wątki w jedną całość. Również zakończenie pozostawiło we mnie wielki niedosyt. Spodziewałam się fajerwerków, a otrzymałam sztuczny ogień. Miałam także wrażenie, że autor pisał te powieść w pośpiechu, że jak najszybciej chciał ją zakończyć. Brakowało mi bardziej rozbudowanej warstwy obyczajowej, głębi postaci mordercy oraz jego ofiar. Spłycenie, a nawet nie poruszanie tych tematów sprawiło, że tak naprawdę niewiele obchodził mnie los ofiar, a osoba mordercy w ogóle mnie nie zainteresowała. Wielka szkoda, bo pomysł był naprawdę znakomity - zabrakło tylko precyzji wykonania. 
Opisując swoje wrażenia z przeczytanej książki zawsze staram się podchodzić do tego obiektywnie. Nie oceniam osobowości bohaterów, nie analizuję, czy ich lubię czy nie. Nigdy nie jest to moim kryterium. Styl pisania i inteligentne poczucie humoru - zawsze doceniam, ale najważniejsze dla mnie są logiczność i konsekwencja zdarzeń, a tego niestety tutaj zabrakło. 

OCENA: 6/10


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu HarperCollins


 

czwartek, 7 marca 2019

GŁOSY - URSULA POZNANSKI





"Tam, gdzie głosy, tam też są ludzie"


"Głosy" to już drugi kryminał austriackiej pisarki Ursuli Poznanski, który przeczytałam w ostatnim czasie. Wydany przez Media Rodzina, w serii Gorzka Czekolada, zapowiadał się naprawdę intrygująco. Zresztą co tu dużo ukrywać, polubiłam styl autorki i jej pomysły na fabułę w niekonwencjonalnym otoczeniu, więc z prawdziwą przyjemnością sięgnęłam po kolejną jej książkę.
Tym razem akcja powieści dzieje się w salzburskim szpitalu psychiatrycznym, w którym leczone są najcięższe przypadki stresu pourazowego. W jednym z pomieszczeń szpitala zostają znalezione zwłoki młodego psychiatry. Wszystko wskazuje na to, że został on zamordowany. Dziwnym natomiast faktem jest dodatkowe "upiększenie" zwłok plastikowymi, kolorowymi nożami używanymi przez pacjentów, na których znaleziono odciski palców kobiety, od lat odgrodzonej od świata zewnętrznego murem milczenia i apatii. 
Ponownie jak w przypadku "Polowania" - pierwszego thrillera Poznanski z salzburskiej serii, do akcji wkraczają komisarze policji Beatrice Kaspary i Florin Wenninger. Nie przypuszczają jednak, że już niedługo śledztwo coraz bardziej się skomplikuje, a na oddziale szpitala będą ginąć kolejne osoby. Jak rozwikłać tę skomplikowaną zagadkę, za świadków mając jedynie chorych oddziału psychiatrycznego, którzy w ramach terapii uczestniczą w niekonwencjonalnych zajęciach medytacji z misami tybetańskimi, horoskopami i tarotem? I dlaczego Beatrice Kaspary wydaje się, że to właśnie znajomość znaczeń kart tarota będzie najbardziej pomocna w rozwiązaniu tej skomplikowanej zagadki? 
Ursula Poznanski rozwija akcję powieści niespiesznie, nie oznacza to bynajmniej, że jest nudno. Wręcz przeciwnie. Mimo braku zastraszającego, pozbawiającego oddechu pędu mamy intrygującą zagadkę, która rozwija się w swoim własnym tempie, co rusz nas czymś zaskakując.  Od samego początku, razem z naszymi bohaterami, próbujemy oddzielić prawdę od fikcji, wyciszyć głosy w umysłach pacjentów lub wręcz przeciwnie pobudzić je do działania, a także wydobyć z zamkniętego dla świata umysłu człowieka cokolwiek co pomoże w prowadzonym śledztwie. Wybierając na miejsce akcji zamknięty szpital psychiatryczny, otaczając się pacjentami oraz lekarzami, którzy za wszelką cenę próbują ukryć nieprawidłowości nękające oddział, autorka stworzyła naprawdę niebanalny kryminał. W "Głosach" coraz bardziej zagłębiamy się w życie osobiste i uczuciowe naszych bohaterów. Są już oni nie tylko policjantami na służbie, ale także ludźmi niepozbawionymi uczuć, prozaicznych życiowych trosk czy osobistych tragedii. Zgrabnie autorka połączyła te dwa różne światy. Ciekawie też prowadzone jest śledztwo, które chociaż początkowo wydaje się z racji otoczenia nie do rozwiązania, to jednak doprowadzone logicznie do końca. 
"Głosy" to wciągający kryminał, który polecam wszystkim fanom gatunku. Ja osobiście czekam na kolejne części salzburskiej serii i mam nadzieję na szybkie ponowne spotkanie z bohaterami.


"Straszny musi być stan człowieka, który nie może ufać swoim zmysłom"


OCENA: 8/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Media Rodzina