Szukaj na tym blogu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 9/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 9/10. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 7 kwietnia 2025

                              WYZNANIA - KANAE MINATO






 
 
Smakowało wam dzisiaj mleko? - od tego zdania rozpoczyna swoje ostatnie spotkanie z uczniami nauczycielka Yūko Moriguchi - Wśród was jest morderca mojej czteroletniej córeczki. Wiem, kim jest. Moja zemsta właśnie się dokonuje.
 
Kanae Minato zainteresowała mnie swoją opowieścią już od tych pierwszych zdań, a im bardziej zanurzałam się w tę historię, tym bardziej byłam ciekawa jej zakończenia. Każdy kolejny rozdział dawał mi szerszą perspektywę i rzucał więcej światła na wydarzenia przed i po morderstwie. Moja interpretacja zdarzeń zmieniała się z rozdziału na rozdział i zdecydowanie różniła się od faktycznych zamiarów głównych aktorów tego spektaklu, którzy po kolei wkraczali na scenę.
 
„Wyznania” to jeden z największych bestselerów współczesnej literatury japońskiej, fenomenalny debiut autorski Kanae Minato. To ten rodzaj powieści, o której powinno się mówić jak najwięcej, bo zdecydowanie jest tego warta, nie zdradzając przy tym fabuły. Skupię się zatem na rzeczach, o których trzeba napisać. Tematem przewodnim jest śmierć czteroletniej dziewczynki i bezkarność w świetle japońskiego prawa przestępców poniżej 14 roku życia, nawet w przypadku popełnienia przez nich najcięższych zbrodni. Kto odpowiada za złamanie prawa przez nieletnich? Sami sprawcy, szkoła, czy też dom rodzinny, który kształtuje system wartości młodego człowieka praktycznie od jego urodzenia? A co z niewinnymi ofiarami, dramatem rodziców i odpowiedzialnością młodocianych przestępców za własne czyny? Z tych kilku, niełatwych zresztą składników, autorka przyrządziła doskonałą potrawę, którą połknęłam bez odkładania. Wielkie brawa należą się też tłumaczowi Patrykowi Skorupie, który sprawił, że ten japoński thriller psychologiczny, czytało się tak wspaniale.

środa, 5 maja 2021

PROJEKT HAIL MARY - ANDY WEIR

 


Samotny astronauta. Straceńcza misja. Zaskakujący sojusznik.


Dzisiaj swoją premierę ma książka Andiego Weira „Projekt Hail Mary”. Po rewelacyjnym „Marsjaninie”, który mimo specyficznej narracji okazał się jedną z moich ulubionych książek, z ogromnym zaufaniem sięgnęłam po „Projekt…”, oraz z ogromną pewnością tego, że ta książka mnie nie zawiedzie.

Kiedy Słońce zaczyna świecić coraz słabiej, ludzkość już wie, że bez planu ratunkowego, czeka Ziemię lodowa katastrofa. Plan zakłada wysłanie ekipy ratunkowej w kosmos, tak by dzięki nauce zapobiec temu co nieuchronne i odnaleźć przyczynę gaśnięcia Słońca. Ryland Grace, nauczyciel szkolny, z przerwaną karierą naukową jest samotnym astronautą, jedynym który przeżył tę samobójczą misję. Z daleka od domu, nie do końca świadomy tego co właściwie się wydarzyło i czego się od niego oczekuje. Czy ta wyprawa zakończy się sukcesem, czy będzie, tak jak od samego początku się wydawało, misją samobójczą.

Zacznę może od tego, że absolutnie się na tej powieści nie zawiodłam. Świetna narracja, zabawne dialogi, wyrazista osoba głównego bohatera i historia, od której nie mogłam się oderwać, to wszystko składa się na doskonałą opowieść, która dostarcza nie tylko wspaniałej rozrywki, ale i wiedzy naukowej z dziedziny biologii molekularnej i chemii. Niech to jednak was nie przeraża – wszystko podane jest w przystępny i bardzo interesujący sposób. Kosmiczne opowieści przeplatają się z wydarzeniami z przeszłości. Początkowe czytelnicze zagubienie, które nam towarzyszy, dzięki odkrywaniu przez autora kolejnych sekretów zmienia się w zachłanne przyswajanie tej opowieści, która z rozdziału na rozdział coraz bardziej wciąga. Tutaj nie ma przypadkowych zdarzeń, osób, czy miejsc. Kolejne elementy tej kosmicznej układanki wskakując na swoje miejsce tworzą doskonale przemyślaną i perfekcyjne zrealizowaną, pełną emocji historię.

Projekt Hail Mary to z pewnością jedna z najciekawszych premier tego miesiąca. Ja jestem nią  zachwycona.


OCENA: 9/10

wtorek, 4 maja 2021

PIĘTNO KATRINY - AGNIESZKA BEDNARSKA




"Piętno Katriny” to moja druga powieść Agnieszki Bednarskiej. Pierwszą była „Zanim się obudzę”, po lekturze której już wiedziałam, że po kolejną sięgnę w ciemno.

Huragan Katrina był jednym z trzydziestu najbardziej niszczycielskich huraganów, jakie kiedykolwiek nawiedziły Stany Zjednoczone. Zarządzono ewakuację mieszkańców z najbardziej zagrożonych terenów. Niszczycielska siła wiatru, przerwanie wałów i błędy rządzących doprowadziły do ogromnej tragedii. Zginęło 1836 osób, a 705 zostało uznanych za zaginione. Powódź zatapiała całe miasta. Ginęli ludzie i zwierzęta. Kataklizm przetaczał się przez południowe stany zostawiając za sobą śmierć i zniszczenie. A potem nastąpiła cisza…jednak koszmar ocalonych mieszkańców na tym się nie skończył.

Do jednej z takich po powodziowych miejscowości przyjeżdża Amy, dziewczyna z Polski. To tutaj postanawia zacząć nowy etap życia. Jednak rzeczywistość w miasteczku nie jest sielankowa. Nadal unosi się tu groza wydarzeń z przeszłości, traumatyczne przeżycia już chyba nigdy nie opuszczą mieszkańców, tym bardziej, że niektórzy z nich wciąż widzą bądź czują obecność swoich zmarłych krewnych. Ale nie tylko Amy pragnie zapomnieć o przeszłości. Do domu na farmie wprowadza się trzyosobowa rodzina, której losy splatają się z losami dziewczyny. Przeszłość nie daje o sobie zapomnieć, a tajemnicze zjawiska niepokojąco przybierają na sile.

Agnieszka Bednarska z niesamowitym wyczuciem wplotła zjawiska paranormalne w historię miasteczka i życie jego mieszkańców. Tragizm wydarzeń z przeszłości bohaterów splata się ze współczesnością Norco Valley. Wspaniale wykreowane postacie nadają tej historii autentyczności a nastrój mrocznej jak bagna Luizjany grozy towarzyszy nam nieustannie. „Piętno Katriny” to powieść częściowo oparta na faktach. Ta tragedia wydarzyła się naprawdę. Jednak wplecenie jej w akcję powieści i połączenie ze zjawiskami paranormalnymi było naprawdę ryzykownym posunięciem. Ostatecznie okazało się strzałem w dziesiątkę. Groza, mrok, tajemnice ….. wszystko to składa się na niesamowitą opowieść, od której nie mogłam się oderwać.


OCENA: 9/10

środa, 29 kwietnia 2020

TEGO CI NIE POWIEDZIAŁAM - KELLY RIMMER




"Czas ma to do siebie, że rozmywa kształty naszych wspomnień, jednak niektóre z nich są zbyt wyraziste 
i nie bledną z biegiem lat"

Nieczęsto sięgam po literaturę wojenną. Mimo, iż historie w niej zawarte są w większości fikcją literacką, to jednak tło ich wydarzeń jest jak najbardziej prawdopodobne. Tym razem zaciekawiło mnie to, że o wojennej rzeczywistości w okupowanej Polsce pisze australijska autorka powieści obyczajowych dla kobiet. Skąd pomysł, jak tego dokonała nie zakłamując historii naszego kraju i dlaczego właśnie tam postanowiła umieścić losy swoich bohaterów?
Okazało się, że cała rodzina autorki wywodzi się od zaledwie dwojga ludzi, pary polskich katolików, dziadka i babci od strony matki, których wojna zmusiła do opuszczenia ojczyzny i poszukaniu nowego domu. Tym nowym domem okazała się Australia. Kelly Rimmer bazując na wojennych wspomnieniach swoich dziadków, a także na głębokiej analizie wspomnień innych Polaków żyjących pod okupacją niemiecką i kilkutygodniowych poszukiwaniach i badaniach losów rodziny na miejscu w ojczyźnie swoich przodków, stworzyła piękna i wzruszającą powieść o głębokiej miłości i poświęceniu.
W roku 1942, w syberyjskim obozie młoda kobieta składa przysięgę małżeńską. W Europie szaleje wojna, w obozie szerzą się choroby i głód. Jednak ci młodzi ludzie wiedzą, że muszą podjąć taką a nie inną decyzję, nie wiedzą jednak, że ta decyzja zaważy na całym ich życiu, a kłamstwo leżące u jej podstaw zostanie ujawnione dopiero w następnym stuleciu. 
Ponad siedemdziesiąt lat później mieszkająca w Stanach Zjednoczonych dziewięćdziesięciopięcioletnia Hanna trafia do szpitala po udarze. Z trudem komunikuje się ze światem ale jest świadoma, że są to jej ostatnie chwile życia. Przez te wszystkie lata skrywała przed światem bolesną prawdę. W ostatnim życzeniu prosi swoją wnuczkę Alice, by ta pojechała do Polski i odnalazła miejsca i ludzi z jej przeszłości, i  odkryła co stało się z miłością jej życia Tomaszem Śląskim.

Dwie dzielne kobiety, dwie historie ich niełatwego życia. Babcia i wnuczka. Kłamstwo, tajemnice, miłość i poświęcenie. Autorka naprzemiennie opowiada nam wojenną historię życia Aliny (Hanny) i zmagania z niełatwą codziennością jej wnuczki Alice. Obie silne, uparcie dążące do celu, trochę niepokorne, ale lojalne, o wielkim sercu. Kiedy Alice odkrywa wielką tajemnicę przeszłości babci, odkrywa także całą historię własnego pochodzenia i znaczenie takich słów jak odwaga, lojalność, honor i poświęcenie. 
"Tego ci nie powiedziałam" to przepiękna opowieść, która wciągnęła mnie w swój wir od pierwszych rozdziałów. Z zapartym tchem czytałam historię wielkiej miłości Aliny i Tomasza. Dramatyzm czasów w jakich przyszło im żyć, bestialstwo wojny, walka o przetrwanie, głód, obezwładniający strach i groźba utraty życia, to codzienna rzeczywistość ich rodzin. Decyzje jakie przyszło im podjąć zaważyły na losie nie tylko ich samych. Na naszych oczach rozegra się niejeden życiowy dramat, niejedno życie zostanie brutalnie przerwane, ale też i niejedno ocalone. 

Jestem pod ogromnym wrażeniem pracy jaką wykonała autorka. Polska okresu okupacji hitlerowskiej to nie jest łatwy do opisania temat, a Kelly Rimmer zrobiła to naprawdę doskonale i z ogromnym wyczuciem. Niczego nie upiększa, niczego nie pomija, niczego nie ukrywa. I mimo tego, iż mam świadomość, że ta powieść nie jest dokumentem historycznym, ale fikcją literacką, to tło wydarzeń i przedstawiona w niej wojenna rzeczywistość dostatecznie ukazuje światu bestialstwo i okrucieństwo wojny. 
"Tego ci nie powiedziałam" to książka, która po jej zakończeniu nadal pozostaje w naszych myślach. To wzruszająca historia, którą długo będzie się pamiętało. To opowieść, którą należy przeczytać.

OCENA: 9/10

Za możliwość przeczytania powieści dziękuję Wydawnictwu Znak Horyzont


środa, 2 października 2019

WŁOSKI NAUCZYCIEL - TOM RACHMAN




"Może sztuka jest azylem dla tych, którzy nie potrafią się wiązać z innymi ludźmi?"



Czym jest sztuka? Kim jest artysta i jaki wpływ na otoczenie oraz ludzi mu najbliższych mają jego dzieła a także on sam? Po "Włoskiego nauczyciela" sięgnęłam z prawdziwą przyjemnością. Nie tylko z uwagi na przepiękna okładkę, ale też dlatego, że historia ta inspirowana życiem Picassa, opowiada o wielkiej sztuce i małym życiu w jej cieniu, a ja uwielbiam tak pięknie skomponowane, barwne opowieści. Byłam tylko bardzo ciekawa, czy Tom Rachman mając tak doskonały przepis na powieść będzie potrafił stworzyć danie, które mnie zachwyci. 

Historia życia Charlesa Bavinskiego (Pincha) opowiedziana jest niespiesznie. Autor niczym wytrawny malarz słowem maluje wspaniałe trzy portrety. Pierwszym jest historia życia Pincha, który był jednym z synów narcystycznego malarza Beara Bavinskiego. Drugi to portret samego artysty, dla którego liczyło się tylko to by swoje obrazy umieścić w najważniejszych muzeach świata. Trzecim dziełem autora jest skomplikowany portret rodzinny. Ciągła walka syna o uwagę genialnego Beara Bavinskiego, rzucające cień na całe jego dorosłe życie niespełnienie artystyczne matki i brak głębszych emocjonalnych relacji z ojcem, skutkują nieumiejętnością nawiązania przez większość dorosłego życia Pincha poprawnych relacji z ludźmi. Ten ostatni obraz jest najtragiczniejszy. Charles dorastał w cieniu ojca i uważał go za absolutnego geniusza. Całe życie zabiegał o jego uznanie, o jego uwagę i wreszcie o jego miłość. Ale Bavinski nie potrafił kochać nikogo, ani żon, których miał kilka, ani żadnego z siedemnaściorga swoich dzieci. Dla niego liczył się tylko jego własny geniusz i tylko jeden artystyczny cel. Manipulując kreował rzeczywistość według własnych reguł, był mistrzem niedomówień i kłamstwa. Dla Charlesa ojciec był wyrocznią i dlatego dzień, w którym usłyszał od wielkiego malarza, że nigdy nie będzie artystą stał się początkiem jego egzystencjalnego końca. Końca, który jednak okazał się ponadczasowym początkiem.

"Włoski nauczyciel" nie jest powieścią dla każdego. Nie znajdziemy tutaj szybkich zwrotów akcji. Jest to niespieszna opowieść o zwykłym człowieku, którego życie zdeterminowała sztuka i geniusz jego ojca. Autor zaprasza nas do ekscentrycznego świata artystów, pachnącego farbami, terpentyną i tytoniem. Pięknym językiem opowiada o sztuce, świecie bohemy, wielkim geniuszu, rodzinnych tajemnicach, artystycznych wzlotach i upadkach. Mnie ta historia poruszyła i zachwyciła. 

OCENA: 9/10


Za możliwość przeczytania powieści dziękuję 
Wydawnictwu Znak


poniedziałek, 29 lipca 2019

CHŁOPAK, KTÓREGO NIE BYŁO - ELŻBIETA RODZEŃ




"Jeśli naprawdę kogoś kochasz, przeznaczenie zawsze znajdzie drogę"

Co to była za niesamowita historia! Zazwyczaj, nie od takiego zdania zaczynam pisać recenzję, ale tym razem tak właśnie zacznę. Garść miłości, szczypta fantazji i tajemnica - to wszystko złożyło się na opowieść, która mnie zafascynowała od pierwszego rozdziału.

Martyna jest młodą kobietą, która ze wszystkich sił próbuje zasłużyć na uznanie swojej rodziny. Ciężko pracuje w rodzinnym pensjonacie, jednak wciąż postrzegana jest przez rodziców i własną siostrę jako człowiek drugiej kategorii. Wszystko dlatego, że jako dziewięcioletnia dziewczynka pewnego dnia spotkała jedenastoletniego Kubę. W tym spotkaniu nie byłoby niczego dziwnego, gdyby nie fakt, że tylko ona go widziała i tylko ona mogła z nim rozmawiać. Spontaniczność reakcji małej Martyny na fakt spotkania Kuby i uparte trwanie w przekonaniu, że nie jest on tylko wytworem jej wyobraźni, sprowadziły na dziewczynkę kłopoty. Psycholodzy, psychiatrzy, szpital, leki ..... od tego czasu to była jej rzeczywistość. Życie Martyny płynęło rytmem wyznaczonym przez rodziców i lekarzy. Z czasem dziewczyna nauczyła się mówić i robić to czego oczekuje od niej otoczenie, nie przyznawała się, że wciąż widzi swojego "zmyślonego przyjaciela". Po prostu żyła, a on zawsze był obok niej. Do czasu. Nastał bowiem dzień, w którym Kuba zniknął na zawsze, a wtedy świat Martyny runął. 
Kilka lat później dziewczyna poznaje Jamesa, bogatego biznesmena zainteresowanego kupnem pensjonatu jej rodziców. Mężczyzna do złudzenia przypomina Kubę, chłopaka, który był dla Martyny wszystkim, a którego kilka lat temu tak nagle utraciła. Kim naprawdę jest James i czy  Martyna kiedykolwiek dowie się dokąd odszedł Kuba? I czy nowy rozdział w życiu Martyny pozwoli jej rozpocząć samodzielne życie i odnaleźć w końcu prawdziwą miłość?

"Chłopak, którego nie było" to piękna opowieść o miłości, porozumieniu dusz i przeznaczeniu. Autorka w niebanalny sposób opowiedziała nam historię Martyny, Kuby i Jamesa. Od samego początku postać Kuby opleciona jest aurą tajemnicy i mimo że jest to niezgodne z logiką, istnienia chłopaka nie mogłam w żaden sposób negować. Nierealna postać, która pojawiła się w życiu naszej bohaterki i przez kilkanaście lat z nią była, stała się integralną częścią tej opowieści. Bez Kuby nie byłoby Martyny, bez Martyny nie byłoby Jamesa. Karty przeszłości powoli zostają odkrywane, elementy oplecione tajemnicą trafiają we właściwe miejsce, szare wycinki przeszłości z czasem nabierają barw, a nierealność wydarzeń logicznie splata się z rzeczywistością.
Powieść Elżbiety Rodzeń, to nie tylko romantyczna historia o miłości. Na kartach książki nie brak i tragicznych wątków. Każdy z bohaterów jest w pewnym stopniu naznaczony tragedią. Martyna, która od dziecka żyje z łatką osoby chorej psychicznie, Kuba który mimo wszystko jest tragicznie świadomy swojej nierealnej sytuacji i James, którego życie także nie rozpieszczało, a którego historia okazała się klamrą łączącą ich wszystkich. Ładunek emocjonalny tej historii jest ogromny.
Od pierwszych rozdziałów tej powieści wiedziałam, że mam przed sobą historię, która pozostanie w mojej pamięci na długo. Autorka opowiedziała ją naprawdę pięknie, tak umiejętnie wplatając wątki paranormalne w rzeczywistość, że czułam jakby to co spotkało naszych bohaterów wydarzyło się naprawdę. Z wypiekami na twarzy odkrywałam kolejne elementy tej niezwykłej układanki, a kiedy w końcu ją ułożyłam żałowałam, że to już koniec tej fascynującej przygody.



"Kocham bardziej to, kim się stałeś. Wszyscy w jakiś sposób to zmieniamy, życie nas kształtuje. Ty zrobiłeś coś pięknego z całego tego bólu, który nie szczędził ci los"



OCENA: 9/10 



 Za możliwość przeczytania powieści dziękuję 
Wydawnictwu Znak



poniedziałek, 15 lipca 2019

SEKRETY JULII - ANNA PŁOWIEC






Z ogromną przyjemnością zauważyłam, że ostatnio moje czytelnicze oko coraz częściej zatrzymuje się na książkach napisanych przez polskich autorów. Coraz więcej bowiem jest dobrych i bardzo dobrych księgarskich propozycji rodzimej literatury. Już dawno przekonałam się, że Polska genialnym kryminałem stoi, teraz przekonuję się, że i wśród powieści obyczajowych znajdują się prawdziwe perełki.

Dla Alicji ostatnie miesiące były piekłem. W wypadku samochodowym ginie jej mąż Wiktor, a niedługo potem, po kilkumiesięcznej chorobie umiera jej matka Julia. Przytłoczona tragedią, robi wszystko by utrzymać się na emocjonalnej powierzchni, tym bardziej, że trauma śmierci najbliższych dotknęła też jej dziesięcioletnią córkę Kasię. Odkąd pamiętała dom, w którym się wychowała tak naprawdę należał do kobiet. Mężczyzn albo nie było (Alicja nigdy nie dowiedziała się kto był jej ojcem), albo odeszli za szybko (jak jej maż i dziadek, którego nigdy nie poznała, bo umarł jeszcze przed jej narodzinami). Pewnego dnia, Alicja wraz z przyjaciółką Danką odkrywają w szufladzie komody należącej do zmarłej mamy listy i zdjęcia z czasów jej młodości. Listy te powoli układają się w przepiękną historię o miłości, a odkrycie tajemnicy matki sprawi, że życie Alicji już nigdy nie będzie takie samo.
Sięgając po powieść Anny Płowiec "Sekrety Julii" nie przypuszczałam, że książka, która zapowiadała się całkiem niewinnie sprawi, iż po jej przeczytaniu długo nie będę mogła dojść do siebie. Emocje, które zafundowała mi autorka były ogromne. Umiejscowiła ona historię miłości dwojga młodych ludzi w czasach, gdy nikt nie mógł decydować o swoim losie. Były to czasy kiedy ludzie nie byli aktorami na własnej scenie życia, ale pionkami w rozgrywkach politycznych władzy. Dla dziewiętnastoletniej Julii pierwsza miłość była wszystkim i wszystko z perspektywy miłości wydawało się proste. Bo co może być prostszego w życiu niż kochać i być kochanym. Niestety przełom lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych należał do ówczesnej władzy, która całkowicie kontrolowała życie swoich obywateli i to ona decydowała o tym kto zostaje, a kto musi odejść. 

Kiedy zaczęłam czytać "Sekrety Julii" byłam przekonana, że mam przed sobą romans. Wszystko bowiem na to wskazywało. Stare listy, w których nasza bohaterka odkrywa nieznane fakty z życia swojej matki i ciekawa tajemnica rodzinna opowiadająca o wielkiej miłości. W miarę zagłębiania się w tę historię poczułam jednak, że mam przed sobą doskonałą powieść obyczajową, z dobrze zarysowanymi postaciami, ciekawie wplecionymi w historyczne tło czasów rządów Gomułki. "Sekrety Julii" to piękna opowieść nie tylko o pierwszej miłości dwojga młodych ludzi, ale przede wszystkim o niełatwych czasach, w których przyszło żyć naszym bohaterom, o wielkim poświęceniu i trudnych decyzjach, które nie pozostawiały wyboru.

OCENA: 9/10



Za możliwość przeczytania książki dziękuję 
Wydawnictwu Znak



wtorek, 2 lipca 2019

LAS ZNA TWOJE IMIĘ - ALAITZ LECEAGA






"Można zmusić kogoś, żeby mieszkał w jakimś miejscu, ale nie można go zmusić, by czuł się w nim jak u siebie w domu"



Alaitz Leceaga to hiszpańska pisarka urodzona w Bilbao. Dotychczas publikowała opowiadania na portalach internetowych. "Las zna twoje imię" jest jej debiutem literackim, który w samej Hiszpanii sprzedał się w ponad 100.000 egzemplarzach. Przyznam, że to imponujący wynik. Dlatego z prawdziwym zainteresowaniem sięgnęłam po tę przepięknie wydaną przez Wydawnictwo Albatros książkę, aby osobiście się przekonać, czy i ja dołączę do entuzjastów tej wyjątkowej, mrocznej sagi rodzinnej, która przenosi nas nad baskijskie wybrzeże do roku 1928.

Estrella i Alma - dwie siostry bliźniaczki. Identyczne z zewnątrz, tak różne wewnętrznie. Alma w oczach innych jest lepszą i łagodniejszą z bliźniaczek. Dziewczynka posiada dar pozwalający widzieć zmarłych. Wybuchowa i nieprzewidywalna Estrella potrafi natomiast podporządkować sobie żywioły. Panuje nad ogniem, wodą, powietrzem i ziemią, a także nad wszelką roślinnością. Dzień, w którym babcia dziewczynek, piękna Soleded popełnia samobójstwo skacząc z klifu jest dniem, który na zawsze naznaczy losy Almy i Estrelli. Duch babci przekazuje im bowiem straszną przepowiednię - jedna z nich nie dożyje piętnastych urodzin.
Niestety przepowiednia się sprawdziła. Losy jednej z bliźniaczek zostały przypieczętowane. Druga natomiast musi nauczyć się życia w świecie, który został jej narzucony i podejmować decyzje, które nie zawsze są moralnie akceptowane, by przetrwać w tym pełnym męskiej dominacji świecie, będąc w oczach mężczyzn tylko nic niewartą kobietą. 

"Las zna twoje imię" to opowieść o kobietach, ich sile i mądrości, niełatwym losie w czasach gdy o życiu i przyszłości nie decydowały one same, ale ich ojcowie, mężowie, bracia czy przypadkowi mężczyźni. To opowieść niezwykła, łącząca w sobie realizm i tragizm historii z magiczną mocą naszej bohaterki, która uczy się jak żyć w tym okrutnym świecie opanowanym przez męskie ego, by wreszcie móc decydować o samej sobie i własnej przyszłości.

Debiut hiszpańskiej autorki to książka magiczna, ale nie tylko z powodu niesamowitego daru naszej bohaterki, ale i z uwagi na cudowny klimat, który tak pięknie "wyczarowała" Alaitz Leceaga. Mnie ta historia urzekła, wciągnęła tak, że zatraciłam się zupełnie w tym wspaniale wykreowanym świecie. Niczym narkoman na głodzie pochłaniałam zachłannie kolejne rozdziały książki, jednocześnie stojąc przed olbrzymim wewnętrznym dylematem. Z jednej strony nie mogłam doczekać się zakończenia tej historii, z drugiej pragnęłam jeszcze długo pobyć w tym niezwykłym świecie.

Są w naszym życiu książki, które pozostają z nami jeszcze długo po ich przeczytaniu i odłożeniu na półkę. Siedzą w naszej głowie, okupują nasze myśli i wdzierają się w nasze sny. Tak było z "Tajemną historią" Donny Tartt, z barcelońską serią Carlosa Ruiza Zafona czy prozą Jakuba Małeckiego. Teraz do tego grona wyjątkowo bliskich memu sercu książek dołączyła i ta niesamowita opowieść.


"Ale on jest mężczyzną, a mężczyźni mogą robić, co im się podoba - Oni mogą decydować, podczas gdy nam pozostaje tylko się z tym godzić. Może nie jest to sprawiedliwe, ale tak funkcjonuje świat"

OCENA: 9/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję 
Wydawnictwu Albatros



piątek, 7 czerwca 2019

PLAC KONSTYTUCJI - DOMINIKA BUCZAK





"Inne miasta znała tylko ze zdjęć w gazetach, ale czuła, że żadne z nich nie dorównuje Warszawie, bo każde z tamtych powstało z pieniędzy. A Warszawa powstała z woli i nadziei, z siły i wiary w przyszłość"


Jestem czytelniczką bez gatunkowych ograniczeń. Chętnie i często sięgam zarówno po kryminały, thrillery, fantastykę czy powieści grozy, jak i gorące romanse, literaturę faktu czy powieść obyczajową. Ten ostatni gatunek szczególnie sobie w ostatnim czasie upodobałam, bo ku mojej ogromnej radości ciekawych obyczajówek coraz więcej pojawia się na naszym rynku. 

Tłem wydarzeń rozgrywających się przez dziesięciolecia w "Placu Konstytucji" jest tytułowy warszawski plac i historia rodziny mieszkającej w jednym z domów powstałych na jego skraju. To miejsce jedyne w swoim rodzaju, pełne historii, świadek-symbol nowoczesnego świata, powstałego w "trudzie i znoju" na gruzach powojennej Warszawy. Plac Konstytucji na naszych oczach powstaje, żyje i przeobraża się przez pokolenia, transformuje tak, jak nasze społeczeństwo. Dla każdego pokolenia oznaczał on coś innego. Początkowo był dumą narodu, sztandarową inwestycją Warszawy, potem powiewem luksusu i dostatniego życia jego mieszkańców, by na końcu stać się areną walk polskiego społeczeństwa.

Lipiec 1952 roku - młodziutka Mania, świeżo upieczona warszawianka, studentka Politechniki i członkini ZMP z dumą współuczestniczy w budowie MDM (Marszałkowskiej Dzielnicy Mieszkaniowej). Jest dumna z wartości, które reprezentuje władza, podziwia przodowników pracy, popiera nowy ład i porządek oraz budowę lepszej, równej dla wszystkich Polski. To właśnie symbolem wszystkiego co dla Marii najważniejsze jest nowo wybudowany Plac Konstytucji, także symbolem nowoczesnego myślenia. Mania chce być bowiem nowoczesną kobietą, niezależną od mężczyzn, sama kształtując swój własny los. W lipcu 1952 dziewczyna nie wie jeszcze jak różne od dzisiejszych marzeń będą decyzje, które zmuszona będzie podjąć. Niedługo potem zachodzi w ciążę z nieznajomym, będącym jednodniową doprawioną alkoholem przygodą i wychodzi za mąż za kolegę ze studiów Jerzego Pabisiaka, którego ani nie kocha ani też nawet chyba nie lubi. Jest jednak coś co on za sprzeniewierzenie się własnym wartościom daje jej w zamian - mieszkanie w bloku przy Placu Konstytucji i dostatnie życie żony pracownika ministerstwa -  a Maria w imię lepszego jutra tę propozycję przyjmuje.
Dominika Buczak opowiadając o życiu Marii Pabisiak i jej rodziny przedstawia nam najważniejsze wydarzenia powojennej Warszawy, przełomowe momenty polityczne w kraju i zmiany w świadomości Polaków. Losy jej syna Adama śledzimy w czasach studenckich buntów końca lat 60. i późniejszych politycznych przemian, a przeżycia wnuka Roberta, typowego kibola-narodowca, a także sąsiadów rodziny Magdy i Michała, przypadają na czasy "posmoleńskiego" podziału kraju i otwarcia części społeczeństwa polskiego na równość i tolerancję. 
W losach tej rodziny jest wiele zamkniętych jeszcze stron, zakurzonych tajemnic, które dopiero dekady później wyłonią się na światło dzienne. To także historia o niezrealizowanych planach, zmiennych decyzjach i życiowych rozczarowaniach.  Niedomówienia, przemilczenia i kłamstwa w imię dobra rodziny, stopniowo zaczynają zbierać swoje żniwa. Nie wszystkie tajemnice zostaną nam ujawnione już teraz, część z nich autorka odkryje przed nami dopiero w kontynuacji sagi. "Plac Konstytucji" jest bowiem jej początkiem, bo jak możemy przeczytać pod ostatnim zdaniem - cześć dalsza nastąpi. 

Dominika Buczak, z ogromną dbałością o historyczne detale, stworzyła opowieść, która naprawdę zaciekawia. Piękny styl autorki i fantastycznie wykreowanie postaci, zarówno pierwszo- jak i drugoplanowe, sprawiają, że od lektury nie sposób się oderwać. Mnie wciągnęła ona bez reszty, ja dosłownie żyłam tą opowieścią. W życie fikcyjnych Pabisiaków wplecione zostały historyczne postaci, które nadają powieści realizmu, wręcz utwierdzając nas w przekonaniu, że ta historia musiała wydarzyć się naprawdę. "Plac Konstytucji" to powieść dla tych wszystkich, którzy lubią wielopokoleniowe sagi wplecione w historyczne wydarzenia, klimatyczne, pięknie opowiedziane i zapadające głęboko w pamięć.


OCENA: 9/10



Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Wielka Litera



poniedziałek, 13 maja 2019

ESCAPE ROOM - MEGAN GOLDIN





"Ten świat dzieli się na zwycięzców i przegranych - więc wybierz, do których chcesz się zaliczać. I nie myśl za wiele o tych, których po drodze wdepczesz w ziemię. Nie masz wobec nich żadnego długu. Sukces nie jest dla wrażliwych"

Po takie książki sięgam w ciemno. Uwielbiam tajemnice, napięcie towarzyszące rozwiązywaniu zagadki, sekrety, które w trakcie czytania wypływają na powierzchnię, a przede wszystkim uwielbiam odkrywać motyw sprawcy całego tego nieprzypadkowego przedsięwzięcia.

Do windy znajdującej się w nowo wybudowanym, lecz jeszcze nie oddanym do użytku biurowcu, wsiadają cztery osoby, czterech współpracowników prestiżowej firmy zajmującej się finansami, w której to pieniądz jest racją jej istnienia. Świat miliardowych interesów, luksusu i ludzi pozbawionych skrupułów. Dla kariery zrobi się tutaj wszystko, dla pieniędzy jeszcze więcej. Zwabieni podstępem do windy, pełniącej funkcję miniaturowego escape roomu Vincent, Jules, Sylvie i Sam, nawet nie przypuszczają, że własnie teraz przyjdzie im zapłacić za popełnione grzechy, ale nim to się stanie wszystkie ich brzydkie tajemnice wyjdą na jaw. Winda rusza, gra się zaczyna, stad nie ma ucieczki. Pierwszą wiadomością jest napis - "Witajcie w pokoju zagadek. Wasz cel jest prosty: wyjdźcie stąd żywi". Kolejne podpowiedzi pojawią się z czasem, ale czy pomogą w wydostaniu się, czy raczej wprowadzą jeszcze większy zamęt? Kto wpadł na ten makabryczny pomysł i dlaczego zamknął tę czwórkę w tej klaustrofobicznej klatce bez światła, internetu i możliwości ucieczki?

Wydarzenia ukazane w powieści opowiedziane są z dwóch różnych perspektyw - przeszłości i teraźniejszości. Wydarzenia dziejące się tu i teraz to wydarzenia z windy, przeszłość, to życie Sary Hall, byłej, nieżyjącej już pracownicy firmy, w której pracuje zamknięta w windzie czwórka. Od samego początku możemy się więc domyśleć, że jest ona w jakiś sposób powiązana z tą sytuacją, nie wiemy jednak w jaki i komu to zawdzięcza. W miarę rozwoju akcji sytuacja w windzie jest coraz tragiczniejsza. Brak współpracy, zazdrość, obwinianie się nawzajem i w końcu jawna wzajemna wrogość, dodatkowo podsycana  przez organizatora "korporacyjnej rozrywki", powoli zbliża nas do wielkiej katastrofy. Natomiast retrospekcja życia Sary, stopniowo odsłania nam kulisy tej makabrycznej zabawy. 

Ten perfekcyjnie skonstruowany i trzymający w napięciu thriller korporacyjny wciągnął mnie od samego początku. Nie mogłam się wręcz od niego oderwać. Zafascynowały mnie patologiczne osobowości bohaterów i sama kłamliwa atmosfera korporacyjnego świata i dużych pieniędzy. Być może gdyby autorka umieściła akcję powieści w innym środowisku i nieco ja złagodziła, otrzymalibyśmy przeciętny thriller psychologiczny, że sztucznie podkręcanym napięciem, a tak otrzymujemy historię, którą ani na chwilę mnie nie znudziła i która sprawiała, że z każdą przeczytaną stroną chciałam wiedzieć więcej i niecierpliwie wyczekiwałam finału.
Lee Child napisał o tej powieści, że jest fantastyczna i że jest jedną z jego ulubionych w tym roku. Nie wiem na ile możemy tej deklaracji wierzyć. Ja jestem jednak całkowicie przekonana, że "Escape room" zdecydowanie zasługuje na polecenie, jest to bowiem thriller, którego długo nie zapomnę.


"Zabawne, jak łatwo przychodzi nam niedostrzeganie rzeczy, których nie chcemy widzieć"

OCENA: 9/10  




Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Bukowy Las



sobota, 11 maja 2019

WSPÓŁLOKATORZY - BETH O'LEARY





"Trzeba przyznać, że desperacja czyni nas znacznie bardziej tolerancyjnymi"

Ten cytat to pierwsze zdanie powieści. Tiffy i Leon byli naprawdę zdesperowani. Bo jak inaczej wytłumaczyć fakt zamieszczenia przez Leona ogłoszenia o wynajęciu własnego łóżka wciąż z niego korzystając? Jak bardzo trzeba być zdesperowanym by odpowiedzieć na takie ogłoszenie? Tiffy i Leon byli. Leon potrzebował pieniędzy, a Tiffy nie miała ich w nadmiarze. Właśnie rozstała się z chłopakiem, a co za tym idzie straciła dach nad głową. Pracując w niszowym wydawnictwie specjalizującym się w książkach o rękodziele i majsterkowaniu zarabia niewiele. Leon natomiast jest pielęgniarzem na oddziale paliatywnym szpitala, pracującym na nocną zmianę. Również nie zarabia dużo, za to natychmiast potrzebuje dodatkowej gotówki. W przypadku tych dwojga dzielenie pokoju to idealny układ. Kiedy Tiffy będzie w pracy mieszkanie będzie należeć do Leona, we wszystkie noce i w weekendy będzie je miała do swojej dyspozycji. Współlokatorzy się nie znają, nigdy się nie widzieli i nigdy nawet ze sobą nie rozmawiali, pewnego jednak dnia zaczynają zostawiać dla siebie wiadomości pisane na karteczkach przyklejanych w różnych miejscach domu, wzajemnie dla siebie gotować i radzić się w sprawach sercowych. Ich wzajemna relacja nabiera zupełnie innego wymiaru. Stają się sobie coraz bliżsi, chociaż z początku żadne z nich nie chce się do tego przyznać.
Cała historia ukazana jest z dwóch stron. Raz przyglądamy się jej z perspektywy Tiffany, raz z Leona. Stopniowo poznajemy nie tylko naszych głównych bohaterów, ale też ich rodziny, przyjaciół i osobiste problemy. Pomimo lekkiej narracji powieści, życie naszej dwójki nie jest pozbawione kłopotów, z którymi, wspierając się wzajemnie, starają się uporać.

Beth O'Leary stworzyła wyjątkowy romans. Jest zabawnie, jest inteligentnie i jest naprawdę oryginalnie. Historia opowiedziana przez autorkę wciąga nas od samego początku. Nawet nie zauważyłam kiedy ją przeczytałam, a bawiłam się przy tym wyśmienicie. Polubiłam naszych bohaterów i ich wzajemną relację. Śmiałam się, wpadałam w złość (szczególnie wtedy gdy na horyzoncie pojawiał się były chłopak Tiffy) i niecierpliwie czekałam na zakończenie tej historii miłosnej, bo że będzie szczęśliwe to nie miałam żadnych wątpliwości. Wszak jest to romans, a romanse zazwyczaj kończą się radosnym happy endem. 

Powieść "Współlokatorzy" jest debiutem literackim autorki. Tym bardziej zasługuje ona na moje słowa uznania. Jestem przekonana, że gdy tylko sięgniecie po tę książkę, trudno Wam będzie się za mną nie zgodzić. Jeśli chcecie przeżyć niesamowitą miłosną przygodę, a jednocześnie odczarować gatunek komedii romantycznej, to koniecznie musicie przeczytać tę książkę, która swoja premierę będzie miała już niedługo, bo 15 maja :)

OCENA: 9/10



Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros


wtorek, 16 kwietnia 2019

CO O MNIE WIESZ? - MEGAN MIRANDA





"Lepiej być jak czysta kartka. Wtedy można być kimkolwiek. Albo nikim"

Leah Stevens jest dziennikarką, a właściwie jeszcze do niedawna nią była. Pisząc swój ostatni artykuł nie przypuszczała, że tragedia, która w związku z jego ukazaniem się rozegra, z dnia na dzień pozbawi ją chłopaka, pracy i dotychczasowego życia. Za namową współlokatorki Emmy Grey postanawia zacząć wszystko od nowa. Razem przeprowadzają się do małego miasteczka w stanie Pensylwania, gdzie Leah podejmuje pracę w szkole. Pewnego dnia niedaleko ich domu zostaje napadnięta kobieta, Bethany Jarvitz. Jej stan jest krytyczny. Nie ma żadnej rodziny i żadnych przyjaciół, za to bogatą kryminalną przeszłość i jest z wyglądu bardzo do Leah podobna. Kobieta jest przerażona sytuacją, tym bardziej, że już od dłuższego czasu odbiera głuche telefony i ma wrażenie, że jest obserwowana. Dodatkowo Emma od paru dni nie wraca do domu. Gdy Leah zgłasza jej zaginięcie uświadamia sobie, że tak naprawdę nic nie wie o swojej współlokatorce i nie ma żadnych konkretnych dowodów na to by Emma kiedykolwiek istniała. Czy Leah to wszystko sobie tylko wymyśliła, czy też może popada w obłęd? Czy jest sprawczynią niepokojących wydarzeń czy też niewinną ofiarą? Komu zatem może zaufać i czy znajdzie się choć jedna osoba, która uwierzy, że Emma naprawdę tutaj mieszkała?

Sięgając po powieść Megan Mirandy nie do końca wiedziałam czego mogę się po niej spodziewać. Oszem opis okładkowy był bardzo zachęcający, ale przecież wszyscy doskonale wiemy jak to z opisami bywa. Sama ciekawa fabuła nie gwarantuje sukcesu, a ponieważ uwielbiam thrillery psychologiczne postanowiłam zaryzykować i dałam się bez reszty wciągnąć w intrygę stworzoną przez autorkę. Zagłębiając się stopniowo w historię, tylko jedno słowo cały czas siedziało mi w głowie. To ono oddawało całą atmosferę powieści i jednocześnie doskonale pasowało do postaci głównej bohaterki Leah. To słowo to "niepokojący". Ten niepokój towarzyszył mi już od pierwszych stron i nie opuścił do samego końca książki. Autorka z wielką wprawą stopniowo budowała napięcie, wprowadzając elementy nieufności i niedopowiedzeń. Myśli kłębiące się w głowie Leah, będące jednocześnie narracją, jej analizy sytuacji i jej wspomnienia, dodatkowo potęgowały uczucie lęku. Realność sytuacji i namacalna atmosfera zagrożenia sprawiały, że dawno żadna książka nie zrobiła na mnie takiego niepokojącego wrażenia. Dodatkowo autorka umiejętnie balansowała chronologią. Teraźniejszość przeplatana była wspomnieniami, które również były czytelnikowi dawkowane. Zdarzało się bowiem, że Leah nie do końca potrafiła odróżnić realne wspomnienia od urojeń. Zdarzało się także i tak, że i te wspomnienia z czasem się zatracały, dając nam niekompletny obraz rzeczywistości, były jak pęknięte lustro. Megan Miranda stworzyła powieść, która przyprawiała mnie o dreszcze. Bynajmniej nie za sprawą brutalnych i krwawych scen, bo tych praktycznie nie było, ale tej fantastycznie wykreowanej atmosfery lęku, która sprawiła, że nie odłożyłam książki, nim nie doczytałam jej do końca.

Fani thrillerów psychologicznych na pewno nie będą zawiedzeni, bo "Co o mnie wiesz?" to naprawdę powieść godna polecenia.


"To prawda, że czasami niebezpieczeństwo czai się 
w kimś, kogo niby dobrze znamy"


OCENA: 9/10


Za możliwość przeczytania książki dziękuję
Wydawnictwu Znak


piątek, 22 lutego 2019

CISZA BIAŁEGO MIASTA - EVA GARCIA SAENZ DE URTURI




"Kiedy ktoś, kto zaczyna seryjnie zabijać jest geniuszem, pozostaje ci jedynie się modlić, żeby po zwolnieniu blokady maszyny losującej nie została wybrana twoja liczba"

Kiedy w moje ręce trafiła książka nieznanej mi hiszpańskiej autorki, nie przypuszczałam, że mam przed sobą jedną z ciekawszych powieści jaką udało mi się w ostatnim czasie przeczytać. I nie tylko z uwagi na interesującą zagadkę kryminalną, ale także z powodu umiejscowienia fabuły w Vitorii, historycznym baskijskim mieście w prowincji Alava i oprowadzeniu mnie po nim - i to dosłownie, gdyż bardzo często w trakcie czytania korzystałam z google maps, przemierzając wraz z naszymi bohaterami historyczne zaułki miasta. 

W Starej Katedrze w Vitorii zostają znalezione zwłoki pary dwudziestolatków z pożądlonymi przez pszczoły gardłami. Ciała ułożone były w charakterystyczny sposób, do złudzenia przypominający zbrodnie sprzed dwudziestu lat, za które został skazany słynny ówczesny archeolog-celebryta Tasio Ortiz de Zarate. Śledztwo prowadzi para policjantów. Profiler Unai Lopez de Ayala i ekspertka w dziedzinie wiktymologii Estibaliz Ruiz de Gauna. Wiedzą oni tylko tyle, że mordowane są pary obojga płci, mające złożone, typowe dla Alavy nazwiska. Ciała zawsze znajdywano w historycznych miejscach regionu, a każda następna zamordowana para była starsza od poprzedniej równo o 5 lat. Policjanci doskonale zdają sobie sprawę z tego, że to dopiero początek makabrycznej serii, która tak naprawdę nie powinna mieć miejsca, gdyż winny poprzednich zbrodni nadal odsiaduje karę w więzieniu. Kim zatem jest morderca? Naśladowcą czy uczniem? A może dwadzieścia lat temu popełniono wielki błąd oskarżając i skazując niewinnego człowieka?

"Pewne jest, że dokonuje zamachu na nasze rytuały, nasze zwyczaje, nasze historyczne zabytki. Ten gość nienawidzi wszystkiego,  co ma związek z Vitorią"

Historia opowiedziana jest z perspektywy będącego w śpiączce profilera Unai, który został ostatnią ofiarą seryjnego mordercy. Krok po kroku prowadzeni jesteśmy przez zagmatwane śledztwo, aż do jego spektakularnego finału. Autorka stopniowo odkrywa przed nami całą historię łącząc tę współczesną z wydarzeniami z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, w której doskonale przedstawia różnice społeczne panujące w ówczesnej Hiszpanii, zarówno te w mieście jak i na prowincji. Mnogość historycznych szczegółów, wplecenie w fabułę obchodów lokalnych świąt i nawiązań do pogańskich wierzeń, a także świetnie zarysowane postacie głównych bohaterów i niebanalna intryga sprawiają, że książkę czyta się nie tylko szybko, ale i z ogromnym zainteresowaniem. Ja osobiście uwielbiam gdy akcja powieści osadzona jest w kontekście historycznym, wiec dla mnie to była dodatkowa przyjemność z lektury. Mimo ogromu wątków pojawiających się w trakcie, autorce doskonale udało się je wszystkie w odpowiednim czasie połączyć i stworzyć wiarygodną, ciekawą historię. 
"Cisza białego miasta" to prawie 600 stron świetnie napisanego kryminału z baskijską historią, tradycją i kulturą w tle. Jest to także pierwsza cześć Trylogii Białego Miasta, która w Hiszpanii okazała się czytelniczym fenomenem. Tym bardziej warto po nią sięgnąć, by osobiście się przekonać czy zasługuje ona na to wyróżnienie. Ja osobiście uważam, że jak najbardziej i z niecierpliwością będę wyczekiwała kolejnej części.


"Tutaj kończy się twoje polowanie, tutaj zaczyna się moje"

OCENA: 9/10


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu MUZA




czwartek, 3 stycznia 2019

ZŁAMANE DUSZE - SIMONE ST. JAMES




"Odpowiedzi szuka się wśród ludzi"


W momencie, w którym zobaczyłam opis na okładce "Złamanych dusz" wiedziałam, że muszę przeczytać tę książkę. Mroczna tajemnica przeszłości, nawiedzony dom rodem z gotyckich powieści i zniknięcie jednej z wychowanek szkoły z internatem dla sprawiających kłopoty wychowawcze dziewcząt, to iście smakowity koktajl. Przygotowany jednak z wyczuciem i z zachowaniem odpowiednich proporcji może się okazać naprawdę rewelacyjnym drinkiem. Zgrabny wybieg marketingowy czy wielka, przepyszna porcja dobrze napisanej powieści? Posmakujmy.

Vermont 1950 rok, to tutaj w murach Idlewild Hall, szkole z internatem, uczą się i mieszkają dziewczęta, które należy ukryć przed światem. Są to często nieślubne dzieci, dzieci z pierwszego małżeństwa, córki służących, czy po prostu dziewczęta zbyt mądre i zbyt harde jak na owe czasy. W Clayton Hall, w internacie przyległym do szkoły, w pokoju 3C mieszkają cztery przyjaciółki: Katie, CeCe, Roberta i Sonia. Każda z dziewcząt skrywa rodzinne tajemnice, każda z nich jest tutaj z innego powodu, ale łączy je jedno. Opowieść szeptana na korytarzach szkoły, historia przekazywana na marginesach podręczników przez kolejne pokolenia uczących się tutaj dziewcząt. Widywana i słyszana przez niejedną mieszkankę internatu postać ducha nawiedzającego mury tej szkoły. Łączy je Mary Hand. Strach jest podsycany przez kolejne opowieści i tajemnicze wydarzenia, aż do dnia, w którym znika bez śladu jedna z przyjaciółek.

Vermont 2014 rok, dziennikarkę Fionę Sheridan dwadzieścia lat temu spotkała rodzinna tragedia, jej starsza siostra Deb została zamordowana, a ciało podrzucono nieopodal ruin Idlewild Hall. Mimo iż o morderstwo został oskarżony i skazany za nie ówczesny chłopak Deb, to Fionę nadal dręczy przeświadczenie, że ta tajemnicza sprawa ma jednak drugie dno. Postanawia odnaleźć odpowiedzi na dręczące ją pytania, a szukać ich zamierza na terenie dawnej szkoły z internatem dla dziewcząt, nie wiedząc, iż właśnie ta decyzja pozwoli do końca rozwiązać nie tylko tajemnicę śmierci siostry, ale też i też poznać wydarzenia z przeszłości.

Akcja powieści biegnie dwutorowo. Na zmianę poznajemy wydarzenia z 2014 roku i te z 1950. Gęsta atmosfera  grozy obecnej w murach szkoły przeplata się z prowadzonym śledztwem w jej ruinach. Napięcie jest wyczuwalne już od pierwszych stron powieści i trzyma czytelnika, aż do ostatniej jej strony. Opowiadane przez autorkę historie są diametralnie różne, jednak doskonale się uzupełniają. Historia przyjaciółek jest mroczna, tajemnicza i tragiczna. Brak w niej dynamizmu, panuje emocjonalny chłód, nie brak w niej natomiast wszechobecnego napięcia, tej cienkiej powłoki strachu, którą przesiąknięte jest całe Idlewild Hall i gehennę wyczekiwania na niewiadome. 
Natomiast śledztwo Fiony to sprawnie poprowadzony kryminał z zaskakującym zakończeniem. Silna i zdeterminowana kobieta walczy o sprawiedliwość dla kobiet, które od mężczyzn sprawiedliwości nie doczekały. To kobiety w tej powieści są siłą napędową. Każdy przełom w śledztwie Fiona zawdzięcza kobietom. To one tak naprawdę są szkieletem tej historii. Kobieca przyjaźń, zemsta, poszukiwanie sprawiedliwości i wyrównywanie rachunków. 

Simone St. James stworzyła piękną historię. Połączenie dwóch światów, tego realnego i paranormalnego sprawiło, że całość powieści nabrała wyjątkowego kształtu. Czytając "Złamane dusze" najbardziej bałam się tego, że autorka nie poradzi sobie z pomysłem, który przelewała na papier. Wplecenie historii Mary Hand w realne wydarzenia mogło skończyć się spektakularną porażką. Stało się jednak inaczej, a zadecydowało o tym zakończenie. 

Mając za sobą lekturę tylko jednej powieści Simone St. James nie mogę powiedzieć, że jest ona jedną z moich ulubionych autorek, ale po "Złamanych duszach" wiem, że sięgnę po każdą następną jej książkę w ciemno.

OCENA: 9/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję 
Wydawnictwu NieZwykłemu


piątek, 30 listopada 2018

NIKT NIE IDZIE - JAKUB MAŁECKI





"Takie rzeczy po prostu się zdarzają"


Bardzo często idąc ulicą, bądź przyglądając się komuś w tłumie zastanawiam się kim jest ta osoba i jaką historię napisał dla niej los. Czy jest szczęśliwa, czy marzenia i plany, które miała się spełniły, czy też wręcz przeciwnie, codziennie zmaga się z przeciwnościami losu, dzielnie walcząc o utrzymanie się na powierzchni. Kim tak naprawdę są ci wszyscy anonimowi ludzie nas mijający i jaki bagaż doświadczeń niosą ze sobą? O każdym z nich można napisać wiele, bo każde życie ma coś do opowiedzenia.

Jakub Małecki niby przypadkiem wybiera kilka osób z tłumu i opowiada ich historię. W prostych, a zarazem tak głębokich w swym znaczeniu zdaniach, buduje cały los człowieka. Otacza go melancholią, lękiem, ludzkim dramatem, ale też szczęściem, radością dnia codziennego i nadzieją. W tworzonych przez autora historiach jest coś magicznego i uspokajającego, pomimo dramatyzmu zdarzeń.  Autor ma niesamowity dar ujmowania w prostych zdaniach dziejących się wydarzeń. To nimi przyciąga nas do siebie i hipnotyzuje. Nie nadyma fabuły do granic możliwości, ale oferuje nam skondensowaną opowieść o życiu i decyzjach prostego człowieka.
Tym razem poznajemy Olgę i Klemensa. Osoby z pozoru skrajnie różne, które tak naprawdę łączy bardzo wiele. Oboje nie żyją pełnią życia. Olga, dlatego że ze swojego szczęścia zrezygnowała, Klemens, ponieważ z racji swej niepełnosprawności umysłowej zawsze będzie życiowo ograniczony i zdany na łaskę innych osób. Tych dwoje ludzi spotyka się w dramatycznych okolicznościach. Ich drogi pewnego dnia się krzyżują, ale tylko jedna z nich jest tak naprawdę tego świadoma. Decyzja Olgi, podjęta w ułamku sekundy wydaje się decyzją skrajnie nieodpowiedzialną. Doprowadza ona jednak to zrealizowania zamiaru, który z racji wydarzeń, żadną miarą zrealizowany już być nie mógł. Z czasem poznajemy też historię obydwu rodzin i osób z ich otoczenia, oraz pełen obraz sytuacji, która doprowadziła do tego niezwykłego spotkania.

Autor nie ocenia swoich bohaterów, nie krytykuje, ani nie pochwala podjętych przez nich decyzji. Jest tylko i wyłącznie narratorem opowiadającym o cudzym losie, maksymalnie skupionym na bohaterze. Nie narzuca czytelnikom interpretacji zdarzeń, ale przedstawia je tak aby każdy mógł wyczytać z nich to co w danym momencie czuje i dopisać takie zakończenie jakie najbardziej mu odpowiada.

"Nikt nie idzie" to opowieść o niedopowiedzeniach, rezygnacji ze szczęścia, stracie i życiu, które kończy się nagle, i na którego koniec tak naprawdę nikt nigdy nie jest przygotowany. To opowieść o trudnych wyborach, sile, odwadze i determinacji prostego człowieka, ale i o nadziei, miłości i wierze. To cudowna opowieść o życiu.

"Tą drogą
Nikt nie idzie
Tego dzisiejszego wieczoru"

OCENA: 9/10