Szukaj na tym blogu

piątek, 22 lutego 2019




"Kiedy ktoś, kto zaczyna seryjnie zabijać jest geniuszem, pozostaje ci jedynie się modlić, żeby po zwolnieniu blokady maszyny losującej nie została wybrana twoja liczba"

Kiedy w moje ręce trafiła książka nieznanej mi hiszpańskiej autorki, nie przypuszczałam, że mam przed sobą jedną z ciekawszych powieści jaką udało mi się w ostatnim czasie przeczytać. I nie tylko z uwagi na interesującą zagadkę kryminalną, ale także z powodu umiejscowienia fabuły w Vitorii, historycznym baskijskim mieście w prowincji Alava i oprowadzeniu mnie po nim - i to dosłownie, gdyż bardzo często w trakcie czytania korzystałam z google maps, przemierzając wraz z naszymi bohaterami historyczne zaułki miasta. 

W Starej Katedrze w Vitorii zostają znalezione zwłoki pary dwudziestolatków z pożądlonymi przez pszczoły gardłami. Ciała ułożone były w charakterystyczny sposób, do złudzenia przypominający zbrodnie sprzed dwudziestu lat, za które został skazany słynny ówczesny archeolog-celebryta Tasio Ortiz de Zarate. Śledztwo prowadzi para policjantów. Profiler Unai Lopez de Ayala i ekspertka w dziedzinie wiktymologii Estibaliz Ruiz de Gauna. Wiedzą oni tylko tyle, że mordowane są pary obojga płci, mające złożone, typowe dla Alavy nazwiska. Ciała zawsze znajdywano w historycznych miejscach regionu, a każda następna zamordowana para była starsza od poprzedniej równo o 5 lat. Policjanci doskonale zdają sobie sprawę z tego, że to dopiero początek makabrycznej serii, która tak naprawdę nie powinna mieć miejsca, gdyż winny poprzednich zbrodni nadal odsiaduje karę w więzieniu. Kim zatem jest morderca? Naśladowcą czy uczniem? A może dwadzieścia lat temu popełniono wielki błąd oskarżając i skazując niewinnego człowieka?

"Pewne jest, że dokonuje zamachu na nasze rytuały, nasze zwyczaje, nasze historyczne zabytki. Ten gość nienawidzi wszystkiego,  co ma związek z Vitorią"

Historia opowiedziana jest z perspektywy będącego w śpiączce profilera Unai, który został ostatnią ofiarą seryjnego mordercy. Krok po kroku prowadzeni jesteśmy przez zagmatwane śledztwo, aż do jego spektakularnego finału. Autorka stopniowo odkrywa przed nami całą historię łącząc tę współczesną z wydarzeniami z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, w której doskonale przedstawia różnice społeczne panujące w ówczesnej Hiszpanii, zarówno te w mieście jak i na prowincji. Mnogość historycznych szczegółów, wplecenie w fabułę obchodów lokalnych świąt i nawiązań do pogańskich wierzeń, a także świetnie zarysowane postacie głównych bohaterów i niebanalna intryga sprawiają, że książkę czyta się nie tylko szybko, ale i z ogromnym zainteresowaniem. Ja osobiście uwielbiam gdy akcja powieści osadzona jest w kontekście historycznym, wiec dla mnie to była dodatkowa przyjemność z lektury. Mimo ogromu wątków pojawiających się w trakcie, autorce doskonale udało się je wszystkie w odpowiednim czasie połączyć i stworzyć wiarygodną, ciekawą historię. 
"Cisza białego miasta" to prawie 600 stron świetnie napisanego kryminału z baskijską historią, tradycją i kulturą w tle. Jest to także pierwsza cześć Trylogii Białego Miasta, która w Hiszpanii okazała się czytelniczym fenomenem. Tym bardziej warto po nią sięgnąć, by osobiście się przekonać czy zasługuje ona na to wyróżnienie. Ja osobiście uważam, że jak najbardziej i z niecierpliwością będę wyczekiwała kolejnej części.


"Tutaj kończy się twoje polowanie, tutaj zaczyna się moje"

OCENA: 9/10


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu MUZA




środa, 20 lutego 2019





"Jedna chwila może zmienić całe życie. Najgorsze jest to, że człowiek nigdy jej się nie spodziewa. Budzi się jak zwykle rano i nie wie, że to właśnie dziś"


Alicja Sinicka to polska autorka pochodząca z Oławy, która zadebiutowała w 2017 roku bardzo dobrze przyjętą przez czytelników powieścią "Oczy wilka". Tej książki co prawda nie czytałam, ale jej druga powieść "Winna", która niedawno miała swoją premierę nie tylko sprawiła, że z ogromną przyjemnością sięgnę również po pisarski debiut autorki, ale i z niecierpliwością będę wyczekiwać jej kolejnych powieści.

Wendy ma 25 lat i od prawie dekady czuje się winna. Winna wypadku samochodowego, w którym zginął jej młodszy brat, winna pogorszeniu się relacji rodzinnych po tym wydarzeniu, winna temu, że została zdradzona przez mężczyznę, którego nadal kocha i temu, że naiwnie wierzy, iż nowa miłość diametralnie odmieni jej los. Jest doktorantką na wydziale psychologi, córką wpływowego i bogatego restauratora i byłą dziewczyną Warrena, najbliższego współpracownika jej ojca. Po tym wszystkim co ja spotkało, Wendy nie wierzy już, że jest warta tego by ktoś ją pokochał, więc gdy pewnego dnia poznaje Jima, przystojnego żołnierza piechoty morskiej (akcja bowiem dzieje się w San Francisco), zupełnie nie wiąże z tą nową znajomością przyszłości. Mężczyzna jednak nie daje za wygraną. Powoli oczarowuje dziewczynę, chcąc sprawić by uwierzyła w to, że jest on jedynym mężczyzną którego ona tak naprawdę potrzebuje. I wszystko wskazuje na to, że ten plan udaje mu się zrealizować. Do czasu. 

Z początku myślałam, że będę miała do czynienia z typowym obyczajowym romansem zawierającym w sobie wątki sensacyjne. Tragiczna przeszłość, nowa miłość, uleczone rany i zakończenie wypisane wielkimi złotymi literami "I żyli długo i szczęśliwie". Nic z tego. Autorka wyskoczyła z mojego schematu myślenia już po pierwszych rozdziałach. Oczywiście nie brak tutaj ani miłości ani sensacji, jednak wszystko przedstawione zostało w taki sposób, że od początku do końca książki towarzyszyło mi uczucie wyczekiwania na to co miało się niedługo wydarzyć. Autorka z ogromnym wyczuciem podsycała moja czytelniczą ciekawość a pierwszoplanowa narracja doskonale jej w tym pomagała. Od samego początku do końca widzimy świat oczami Wendy. Dzieli się ona z nami swoimi uczuciami, emocjami i myślami. Jesteśmy świadkami jej rozterek, zagubienia, strachu czy emocjonalnego bólu. Po prostu przez chwile żyjemy jej życiem. 

"Winna" jest książką, która bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Intrygująca, tajemnicza i niebanalna, z ciekawie skonstruowanymi postaciami i z naprawdę dobrym zakończeniem. Nic w tej powieści nie jest takie jakim się wydaje na pierwszy rzut oka. I to jest ogromną jej zaletą.


"Granica poczucia winy leży we mnie, to ja ją wyznaczam. Nie można za każdym razem wpadać do rwącej rzeki wyrzutów sumienia"


OCENA: 8/10


Za możliwość przeczytania książki dziękuję
 Wydawnictwu Kobiecemu




niedziela, 17 lutego 2019



"Panuje powszechne, choć błędne przekonanie, że przeszłość minęła - prawda jest jednak taka, że ona nigdy się nie kończy"

"Obrączka diabła" to kolejna skandynawska propozycja kryminalna, tym razem autorstwa norweskiego pisarza Vidara Sundstola. Ponieważ uwielbiam skandynawskie książkowe klimaty (i nie tylko książkowe), to z ogromną chęcią sięgnęłam i po pozycję, która swym tytułem sugeruje, iż tym razem będziemy mieć do czynienia z mroczną tajemnicą sięgającą głęboko w przeszłość i opierającą się na pradawnych wierzeniach i zwyczajach. 
W 1985 roku, w noc letniego przesilenia, w dolinie Telemarku ginie bez wieści młody badacz folkloru Peter Schram, piszący wówczas rozprawę doktorska na temat kościoła słupowego w Eidsborgu.  Jego ciała nigdy nie odnaleziono, a śledztwo umknęło w martwym punkcie. Trzydzieści lat później, młoda studentka Cecilie Wiborg, również zajmująca się tą tematyką, ginie w okresie przesilenia letniego w tej samej co Peter okolicy. Jej ciała także nie odnaleziono, a okoliczni mieszkańcy oraz policja, ani nie wiążą ze sobą tych dwóch spraw, ani nie wydają się zbyt zaciekawieni ich wyjaśnieniem. Jedynymi osobami, które zainteresowały te dwa tajemnicze zaginięcia są Max Fjellanger, były policjant pochodzący z tej okolicy, a mieszkający od 30 lat w USA, który przyjechał do Telemarku na pogrzeb swojego dawnego przyjaciela i Tirill Vesterli miejscowa bibliotekarka, miłośniczka kryminałów i wszelkich zagadek. Ponieważ Max nie wierzy w samobójstwo swojego przyjaciela, ani w przypadkowe zaginięcie sprzed lat, razem z Tirill postanawiają przeprowadzić śledztwo na własna rękę, nie wiedząc, że podejmując tę decyzję wkraczają w niebezpieczny świat mistycyzmu norweskiego Telemarku.
"Obrączka diabła" to oryginalny, mroczny kryminał, napisany typowym, powolnym skandynawskim tempem, pełen szczegółowych opisów dawnych wierzeń i folkloru norweskiego. Domowe bóstwa, czczone w tajemnicy po dziś dzień, kult starej wiary wciąż niewyparty ze świadomości niektórych mieszkańców przez nową religię, mistycyzm i jego współczesna tajemnica, to wszystko sprawia, że książce tej odrobinę bliżej jest do dawnej powieści grozy, niż do współczesnego kryminału. I ja sama tak zaczęłam ją w pewnym momencie odbierać. Na dalszy plan przesunął się bowiem wątek rozwikłania sprawy zaginięcia dwójki badaczy i domniemanego samobójstwa przyjaciela Maxa, gdyż pierwsze miejsce zajęła tajemnica kościoła w Eidsborgu, rytualnej figury Nikulsa i ducha zakapturzonego mnicha. Rozwikłanie tej zagadki wydawało mi się o wiele ciekawsze, niż odnalezienie odpowiedzi na pytanie dlaczego zginęli Peter i Cecilie. 
Myślę, że w tej powieści zabrakło równowagi. Autor za bardzo skupił się na wątku religijnym (chociaż uważam go za naprawdę wyjątkowy smaczek w tej powieści), a za mało uwagi poświęcił sprawie zagadki kryminalnej. Przez to ma się wrażenie, że fabuła jest mało wiarygodna. Od kryminału wymagam logiczności i konsekwencji działania, a w moim odczuciu odrobinę tego zabrakło. Prowadzone śledztwo rozwiązuje się niby przypadkiem, towarzysząc tylko odkrywaniu tajemnicy kultu Nikulsa. 
Temat podjęty przez autora jest naprawdę bardzo ciekawy. Mimo pewnych niedoskonałości, z prawdziwą przyjemnością zanurzyłam się w ten mroczny, mistyczny, skandynawski świat. Wielu ciekawych rzeczy dowiedziałam się na temat wierzeń i folkloru norweskiego, i tę naukę bardzo sobie cenię. Jeśli jednak nie interesuje was taka tematyka w powieści, to moim zdaniem sam wątek kryminalny może nie wystarczyć by uznać tę książkę za bardzo dobry kryminał. 
Ja osobiście chętnie sięgnę po inne powieści tego autora, bowiem mroczna Skandynawia nie od dziś mnie fascynuje.

OCENA: 7/10



Za możliwość przeczytania powieści dziękuję wydawnictwu
Media Rodzina




poniedziałek, 11 lutego 2019

LEE CHILD - CZAS PRZESZŁY



"Licz na najlepsze, ale nastaw się na najgorsze"



Pojawia się znikąd, bez bagażu, konkretnego celu podróży i planu na kolejne dni. Wystarczy impuls, ciekawość, chęć zmiany, by wybrał tę a nie inną drogę, by zatrzymał się w tym, a nie innym przypadkowym miejscu. Jack Reacher, samozwańczy obrońca uciśnionych, samotny wędrowiec niczym bohater ze starych legend, pojawiający się nagle by bronić prawa i porządku, i odchodzący donikąd po skończonej misji. Zawsze w drodze. Zawsze w gotowości.
To już dwudzieste trzecie spotkanie z Jackem Reacher'em. Ja niestety nie należę do tych osób, które mogą się pochwalić przeczytanymi wszystkimi tomami serii. Swoich spotkań z bohaterem powieści Lee Child'a naliczyłam zaledwie kilka, ale za każdym razem były to całkiem udane spotkania.
Tym razem Reacher trafia do Laconii, niewielkiej miejscowości w stanie New Hampshire, z której prawdopodobnie pochodzi jego zmarły trzydzieści lat wcześniej ojciec. Odszukanie rodzinnych korzeni wydawać by się mogło sprawą dziecinnie prostą. Okazuje się jednak, że dotarcie do prawdy o rodzie Recherów jest bardziej skomplikowane niż Jack mógł początkowo sądzić. Tym bardziej, że na horyzoncie już zbierają się ciemne chmury zwiastujące kłopoty.
Mniej więcej w tym samym czasie, dwoje Kanadyjczyków w rozklekotanym wozie i z ambitnymi planami na przyszłość, dociera do motelu niedaleko Laconii. Jak się później okazuje, są tutaj jedynymi gośćmi. Gośćmi, którzy z czasem stają się więźniami i biorą udział w makabrycznej grze o życie, której scenariusz napisali właściciele motelu. 
W "Czasie przeszłym" autor prowadzi akcję dwutorowo. Z jednej strony, senne miasteczko i raczej nudnawe poszukiwanie przez Reachera rodzinnych korzeni, które ostatecznie okazuję się całkiem interesujące, z drugiej tajemnica motelowego pokoju i coraz bardziej dramatyczna sytuacja dwójki Kanadyjczyków Patty i Shorty'ego. To oczywiste, ze ścieżki tych trojga prędzej czy później się skrzyżują, nim jednak to się stanie każdy z nich będzie musiał stawić czoła makabrycznej prawdzie i zmierzyć się z tą sytuacją na własna rękę. 

Mimo swoich 58 lat Jack Reacher, były major Żandarmerii Wojskowej Armii Stanów Zjednoczonych nadal jest w formie, a sprawności, zarówno fizycznej jak i intelektualnej, może mu pozazdrościć niejeden mężczyzna w średnim wieku. Z łatwością radzi sobie z wszelkimi przeciwnościami i rozbija wszystkie zapory stojące mu na drodze. Osobisty kodeks moralny bohatera i ogromne poczucie sprawiedliwości sprawiają jednak, że  mimo brutalności jego postępowania, jesteśmy w stanie wybaczyć mu naprawdę wiele. Jack wszak nie zostawia jeńców. 
Mimo iż akcja powieści początkowo rozwija się bardzo powoli, to z czasem nabiera ona tempa. Ciekawa historia, tajemnicze miejsce w samym centrum lasu i walka, której stawką jest życie ludzkie sprawiały, że książkę czytało mi się naprawdę dobrze. Lubie styl pisarski autora i jego konkretne, krótkie zdania. Pomysł na fabułę być może nie jest nowatorski, jednak charakterystyczne i dobrze wykreowane postacie nadają całości nowego kształtu. 
Książkę polecam nie tylko wielbicielom Jacka Reachera, ale wszystkim tym, którzy chcą spędzić czas w naprawdę ciekawym towarzystwie :)

OCENA: 8/10



Za możliwość przeczytania książki dziękuję 
Wydawnictwu Albatros

czwartek, 31 stycznia 2019



"Z pewnością każdy kraj ma swoją mafię, ale tutaj mafia ma cały kraj"

W chwili gdy w moje ręce trafiła ta przepięknie wydana przez Oficynę Literacką Noir sur Blanc książka wiedziałam, że trzymam przed sobą powieść niezwykłą. Nie tylko z uwagi na to, że o przyjaźni i miłości ponad podziałami napisał mężczyzna, ale przede wszystkim dlatego, że Rafik Schami jest z pochodzenia Syryjczykiem, a jego spojrzenie na tolerancję religijną, miłość do kobiety i szacunek do drugiego człowieka jest zdumiewające. 
Historia Sofii i Karima zaczyna się w latach czterdziestych ubiegłego wieku. On jest muzułmaninem, ona chrześcijanką. Głęboko wpojone zasady religijne nie pozwalają młodym zakochanym być razem. Państwo i religia z góry ustalają drogę, po której muszą kroczyć, wymagając przy tym bezwarunkowego posłuszeństwa. Każde odstępstwo karane jest śmiercią. Morderstwa honorowe wciąż są praktykowane, a nienawiść religijna podsycana. I właśnie morderstwo honorowe, o które niesłusznie zostanie oskarżony Karim, połączy jego i Sofię już na zawsze. Ona ratuje mu życie, a on obiecuje ten dług spłacić. Okazja ku temu nadarza się dopiero po 60 latach.
Powieść Rafika Schami opowiada historię dwóch rodzin - Karima i Sofii. Te przeplatające się ze sobą historie, nie są ułożone chronologicznie. Czasy współczesne splatają się z retrospekcją, a życie naszych bohaterów z historią Salmana, jednego syna Sofii, który by ratować życie musiał uciekać z Syrii mając zaledwie 25 lat. Dziś już jako dojrzały mężczyzna, bogaty biznesmen od lat mieszkający we Włoszech, postanawia zaryzykować i ponownie zobaczyć kraj swojego urodzenia. Krok ten okazał się niestety wielką pomyłką, bo mimo czterech dekad, tak naprawdę w kraju jego przodków niewiele się zmieniło.
Autor przedstawiając nam historię naszych bohaterów, opowiada o prawdziwym życiu ludzi mieszkających w Syrii, o podziałach społecznych i religijnych, codziennym strachu, dyktaturze przywódców, słabości ludzkiej i zdradzie, ale też i o ogromnej odwadze, miłości ponad podziałami i szacunku do drugiego człowieka. Ogromną siłą i mądrością obdarzył też autor w "Sofii..." kobiety. Sofia i Aida (wielka, dojrzała miłość Karima), to odważne i bardzo silne kobiety, wręcz za silne jak na życie w arabskim społeczeństwie. To kobiety (szczególnie Aida) mające w sobie cechy kobiet wyzwolonego Zachodu, działające na granicy arabskiego moralnego prawa, dla których miłość jest ważniejsza niż religia i polityka.
Powieść Rafika Schama jest swoistym manifestem buntu przeciwko syryjskiej władzy i dyktaturze. To sprzeciw pisarza, który od lat mieszka poza Syrią, wobec podziałów i krwawych konfliktów toczących ten kraj od dziesięcioleci. To także uzewnętrznienie ogromnej tęsknoty za krajem, tęsknoty za miejscami dzieciństwa, która to nie ma nic wspólnego z ludźmi i systemami politycznymi. To zarówno wielkie rozczarowanie krajem, jak i nieśmiała wiara w bezkonfliktową egzystencje ludzi różnych religii żyjących w jednym państwie. 


"Wszystkie te miejsca, za którymi ludzie tęskną, nie spełniłyby ich oczekiwań, gdyby do nich wrócili ... nie znalazłem tu żadnych wartości, ani wyjątkowych relacji panujących w rodzinie arabskiej, ani gościnności Arabów, ani też szczególnie przyjaznego stosunku Syryjczyków do siebie nawzajem"

"Sofia albo początek wszystkich historii" to piękna książka, która pozostanie we mnie na długo. Z ogromną ciekawością sięgnę również po inne powieści tego autora. Czy będą równie wciągające co ta? Mam ogromną nadzieję, że tak.

OCENA: 8,5/10



Za możliwość przeczytania książki dziękuję 
Oficynie Literackiej Noir sur Blanc