Szukaj na tym blogu

poniedziałek, 13 sierpnia 2018



"Człowiek nie zna sam siebie. Gdy siebie poznaje, bywa zdziwiony"

Mnie miłośniczkę kryminałów szalenie ucieszyło odkrycie kolejnego cyklu kryminalnego w polskiej literaturze. Mamy niesztampowego komisarza prowadzącego śledztwo, o nieustabilizowanym życiu prywatnym, mamy nie do końca nieskazitelną panią prokurator i coś co zaważyło na całej mojej ocenie powieści czyli ciekawą sprawę kryminalną, wartką fabułę, inteligentne i czasami sarkastyczne dialogi, słowem, znalazłam tutaj to co tygrysy lubią najbardziej.  "Kruk" to  debiutancka powieść Piotra Górskiego, który od lat związany jest z Trójmiastem i właśnie w Gdańsku umieścił akcję swojej książki.
Na plaży w Jelitkowie dwoje przypadkowych biegaczy zauważa wyrzucony przez morze skórzany worek, z którego wystaje ludzka ręka. Zamordowanym okazuje się być historyk starożytny Sławomir Rakowiecki, specjalista w swojej dziedzinie, który fascynował się mordami rytualnymi, szczególnie Poena cullei czyli "karą worka". Była to stosowana w starożytnym Rzymie kara śmierci za ojcobójstwo, polegająca na wrzuceniu skazanego wraz z wężem, psem, kotem i kogutem do jednego worka, zaszyciu go i wrzuceniu do wody. Kto dokonał tego okrutnego rytuał i dlaczego to właśnie profesor historii starożytnej stał się jego ofiarą? Tę zagadkę będzie starał się rozwiązać komisarz Sławomir Kruk we współpracy z młodą panią prokurator Martą Krynicką. W miarę rozwoju akcji przekonujemy się, że nikt nie jest tym za kogo go uważa otocznie, łącznie z prokurator Krynicką, która nie wiadomo dlaczego utrudnia śledztwo, dążąc do jak najszybszego zamknięcia sprawy. Na wierzch wypływają kolejne fakty, a dochodzenie które z początku wydawało się rutynowym okazało się pełne zawiłości. Również samo zakończenie śledztwa okazało się naprawdę zaskakujące.
Gdybym nie miała świadomości tego, że "Kruk" to debiut kryminalny Piotra Górskiego, nigdy bym w to nie uwierzyła. Miałam przed sobą książkę napisaną naprawdę świetnie (wyczuwa się, że autor jest z wykształcenia polonistą :)), którą czytało się szybko i z wielkim zainteresowaniem. Nie jest to powieść, w której trup ściele się gęsto a policjanci na każdym kroku przekraczają swoje uprawnienia, ale  ciekawie przedstawiona zagadka kryminalna, której rozwiązania dokonuje inteligentny i bystry komisarz Sławomir Kruk, którego polubiłam już od pierwszych rozdziałów. Mimo iż, nie jest on postacią krystalicznie czystą, to jego bezkompromisowość, błyskotliwość, poczucie humoru i prawdziwy zawodowy instynkt od razu mnie uwiodły. 
Cieszę się, że autor nie poprzestał tylko na tym jednym kryminale, ale postanowił kontynuować cykl z komisarzem Krukiem w roli głównej. To bardzo udany debiut, który wszystkim fanom kryminałów, i nie tylko, serdecznie polecam, a ja od razu zabieram się za lekturę drugiego tomu cyklu pt. "Gorszy", który jest bezpośrednią kontynuacją "Kruka".


"Życie zawsze nas dogoni. Piękne miejsce nie uczyni człowieka szczęśliwym, jeśli człowiek nie przyniesie tam szczęścia ze sobą"

OCENA: 8/10 

środa, 8 sierpnia 2018




"Nie była w stanie odsłuchiwać tej ścieżki dźwiękowej, niegdyś tak swobodnie osadzonej przez nią w życiu, które okazało się tylko długą, nijaką drogą; drogą, którą za sprawą kaprysu jakiegoś okrutnego, bezlitosnego bóstwa skazana była przemierzać sama"

Kiedy sięgnęłam po powieść "Największe przeboje" tak naprawdę nie wiedziałam czego mogę się po niej spodziewać, czy spodoba mi się to co przeczytam, czy wręcz przeciwnie, zupełnie nie przypadnie mi ona do gustu. Trzymałam w ręce sporej wielkości książkę o oryginalnej, przypominającej płytę winylową okładce, wewnątrz podzielonej na rozdziały, z których każdy poprzedzony został tekstem piosenki i czarno-białym rysunkiem płyty, na której została ona zamieszczona. Autorka stworzyła wiarygodną historię życia i kariery piosenkarki Cass Wheeler, niesprawiającej wrażenia fikcji literackiej, a przypominającą raczej sfabularyzowaną biografię znanej osoby, pełną głębokich relacji międzyludzkich. Aby uwiarygodnić swój zamysł Laura Barnett zaprosiła do współpracy brytyjską piosenkarkę Kathryn Williams, której czternasty muzyczny album, był właśnie zbiorem piosenek z tekstami zamieszczonymi w książce. Piosenki zarówno w powieści jak i w albumie, ułożone zostały w nieprzypadkowej kolejności, przedstawiały bowiem kolejne etapy życia bohaterki, były jej pamiętnikiem.

Sześćdziesięciopięcioletnia Cassandra Wheeler, niegdyś niezwykle popularna, dziś już troszkę zapomniana piosenkarka popowo-folkowa, postanawia wydać płytę składającą się z piosenek, które najwięcej dla niej znaczą, i które wytyczały ścieżkę jej życia. Każda z piosenek i tym samym każdy rozdział powieści jest jednocześnie chronologicznie ułożonym etapem życia Cass. Poznajemy jej dzieciństwo, początki kariery i lata popularności, jej marzenia i plany, sukcesy i porażki, czy wreszcie przyczynę zakończenia kariery muzycznej. Jesteśmy świadkami narodziny gwiazdy, przyglądamy się jej życiowym wyborom i decyzjom, które z perspektywy lat nie zawsze były decyzjami trafnymi Jej  oczami oglądamy alkoholowo-narkotykowe życie młodych ludzi świata muzyki i ich późniejszy czas stabilizacji życiowej, czas wielkich nadziei na przyszłość i jeszcze większych życiowych rozczarowań.  Cassandra spędzając ten jeden dzień w studiu nagraniowym, wybierając piosenki do planowanego albumu, tak naprawdę rozlicza się ze swoim minionym życiem. Próbuje zrozumieć siebie i sobie wybaczyć. 

Powieść kończy się w momencie, w którym się zaczęła, w dniu sześćdziesiątych piątych urodzin Cass, w dniu, w którym za sprawą tekstów piosenek, poznajemy ponad pięćdziesiąt lat życia artystki. Laura Barnett zabiera nas w niezwykłą pełną emocji i wzruszeń podróż. Bez fałszu i zakłamania przedstawia blaski i cienie artystycznego świata, w którym okresy radości tworzenia i sławy są przeplatane codziennością wymagającą poświęcenia i rezygnacji z marzeń. Czytając opis znajdujący się na okładce książki, składający się dosłownie z kilku, tak naprawdę niewiele mówiących o jej treści zdań, nawet nie przypuszczałam jak bardzo mnie ta powieść poruszy, i że właśnie retrospekcja życia byłej gwiazdy muzycznych scen zmusi mnie do refleksji nad przemijaniem życia i stratą tych których kochamy, nad podejmowanymi w życiu decyzjami, które nie zawsze były słuszne i poświęceniem siebie w imię wyższych ideałów.
"Największe przeboje" to piękna i wzruszająca książka, opowiadająca nie tylko o sławie, kwiatach i brokacie towarzyszącym muzykom, ale o trudnych emocjach, żalu i życiowych błędach. Polecam ją wszystkim tym, którzy nie boją się z takimi emocjami zmierzyć.


"Za chwilę otworzy usta, żeby coś powiedzieć; nie jako Cassandra, piosenkarka z oczami umalowanymi kredką, ubrana w aksamity i jedwabie, lecz jako ona sama. Cass Wheeler. Była muzyk. Była matka. Była córka. Była żona"



OCENA: 9/10


Za możliwość przeczytania powieści dziękuję 



środa, 1 sierpnia 2018



"Nie przyznawali się do tego, oboje jednak wierzyli nierozsądnie, że tajemnice malarza pozwolą im dotrzeć do jakiejś głęboko ukrytej prawdy - szukając obrazów Lorenza, szukali bowiem również siebie"


Za każdym razem gdy mam przed sobą książkę Guillaume Muso zastanawiam się dokąd tym razem zabierze mnie autor i w jakiej szalonej przygodzie będzie dane mi uczestniczyć. Nigdy jednak nie wątpiłam, że będzie to przygoda fascynująca. No cóż, tak też było i w tym przypadku.

Dwoje ludzi - Madeline, policjantka po przejściach, próbująca na nowo ułożyć sobie życie i zdystansować się do własnych osobistych przeżyć i Gaspard, samotnik chcący odciąć się od zgiełku i tłumu, który raz do roku przyjeżdża do Paryża aby w ciszy i spokoju napisać kolejna sztukę teatralną, dziwnym zrządzeniem losu, a może tylko zwykłym ludzkim błędem,  jest zmuszonych do wspólnego dzielenia wynajętego apartamentu, który był domem i zarazem pracownią Seana Lorenza. Początkowo wrogo do siebie nastawieni, a z czasem coraz bardziej zafascynowani tematem tragicznej historii życia malarza i jego rodziny, postanawiają połączyć siły i wspólnie rozwiązać zagadkę trzech zaginionych ostatnich obrazów artysty oraz sprawę porwania i zabójstwa jego synka. 
Wspólnie z bohaterami krok po kroku odkrywamy całą tajemnicę życia Seana Lorenza. Zanurzamy się w cudowną atmosferę Paryża, poznajemy tajniki pracy malarza i otaczającego go ówczesnego artystycznego świata. Śledzimy narodziny geniuszu i jego późniejszy rozwój, by wreszcie dotrzeć do momentu, gdy za sprawą tego jednego tragicznego dnia wszystko rozpada się jak domek z kart.

Musso tym razem stworzył powieść niezwykłą, jakże inną od tych jego powieści, które czytałam do tej pory. Tutaj na pierwszy plan wysuwa się sztuka, pasja i talent, wszytko to czym oddycha artystyczny świat. Mimo iż nasi bohaterowie są osobami samotnymi, bynajmniej nie spodziewajcie się rozwijającego się na kartach powieści romansu, bowiem głównymi tematami książki jest życie i twórczość Seana Lorenza, a także zagadka kryminalna, którą próbują rozwiązać Madeline i Gaspard. Akcja nie porywa nas od razu w szaleńczy wir, ale łagodnie, stopniowo wprowadza napięcie, które będzie nam już towarzyszyć do ostatniej strony powieści, a która swym zakończeniem totalnie wywraca wszystko do góry nogami. 

Czytając "Apartament w Paryżu" byłam zafascynowana opowieściami o malarstwie i jego tajnikach. Zostałam porwana w świat sztuki i doskonale się w tym świecie czułam. Ta książka zdecydowanie różni się od pozostałych, ale właśnie ten fakt, iż autor pisząc powieść tak odmienną odnalazł się w tej konwencji, nie pierwszy raz utwierdza mnie w przekonaniu, iż Guillaume Musso zasługuje na miano najpoczytniejszego pisarza francuskiego. Zarówno "Apartament w Paryżu" jak i pozostałe dzieła autora wszystkim fanom dobrej lektury zdecydowanie polecam.



"Sztuka jest jak pożar. Powstaje z tego co spaliła"


OCENA: 8,5/10


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu
 


niedziela, 29 lipca 2018





"Nasz problem nie polega na tym, że za mało się uczymy. Przeciwnie. Naszym problemem jest zapominanie"

Ile bylibyście w stanie poświęcić własnej tożsamości, aby wymazać z pamięci zdarzenie, które nie pozwala wam dalej egzystować? Czy za cenę braku tragicznych wspomnień, pozwolilibyście zastąpić swoje całe życie, sztucznie wykreowaną przez naukowców przeszłością? Czy ten spokój ducha jest wart utraty wszystkiego co do tej pory przeżyliście i życie w permanentnej iluzji? 
Na te i inne pytania musi odpowiedzieć sobie Marc Lucas, prawnik i streetworker, który w wypadku samochodowym stracił żonę i nienarodzonego syna. Codziennie obwinia się o ich śmierć, a o winie niezmiennie przypomina mu odprysk metalu, który utkwił w jego karku. Nie można go usunąć operacyjnie, bo jest umieszczony tuż przy rdzeniu kręgowym, a każde przesunięcie go grozi paraliżem. Tak naprawdę Marc nie miałby nic przeciwko, gdyby ten odprysk go w końcu zabił. Żyje na granicy szaleństwa i prędzej czy później to szaleństwo go pochłonie. 
Pewnego dnia do idącego chodnikiem prawnika podjeżdża samochód. Marc wsiada do czarnego maybacha, a znajdujący się w nim starszy mężczyzna, który przedstawił się jako profesor Patrick Bleibtreu, roztacza przed zrozpaczonym człowiekiem wizję przyszłości bez pamięci o tragicznych wydarzeniach. Początkowo zaskoczony propozycją Marc zgadza się w końcu na wysłuchanie oferty profesora i uczestniczenie we wstępnych badaniach. Robi to jednak bardziej z ciekawości niż z rzeczywistej potrzeby zapomnienia.
Po kilkugodzinnej wizycie w klinice wraca do domu, który jeszcze rano był jego domem i widzi na drzwiach tabliczkę z zupełnie innym niż jego nazwiskiem. Drzwi otwiera mu ciężarna kobieta, która wygląda jak jego nieżyjącą żoną, a która zupełnie sobie go nie przypomina. Od tej pory już nic nie będzie normalne w życiu Marca. Od tego czasu już zawsze będzie się zastanawiał co jest fikcją a co rzeczywistością, co prawdą a co kłamstwem, i kim są ci wszyscy dziwni ludzie, którzy go otaczają? 

Po książkę sięgnęłam z uwagi na nazwisko autora, który jest  mistrzem thrillerów psychologicznych, numerem jeden w Niemczech. Jest to moje pierwsze spotkanie z jego twórczością, nie miałam więc porównania do innych jego powieści, ani nie wiedziałam czego tak naprawdę mogę się po nich spodziewać. I prawdę mówiąc, miałam wobec tej książki mieszane uczucia. Z jednej strony podobała mi się  fabuła, a także samo zakończenie, które ostatecznie okazało się całkiem logiczne, z drugiej miałam w trakcie czytania momenty, kiedy odrzucałam powieść na bok ze słowami - co za bzdura! Za każdym razem wracałam jednak do przerwanej lektury, gdyż ciekawość tego jak rozwinie się akcja była silniejsza od mojego czytelniczego focha. Ostatecznie czytanie zakończyłam słowami - nie było tak źle panie Fitzek, ale ....i tak do końca nie jestem tą powieścią w pełni usatysfakcjonowania. Brakowało mi bowiem tego jednego bardzo ważnego dla mnie elementu, tego płynnego przejścia między niesamowitością przeżyć bohatera a wyjaśnieniem całej tajemnicy, między złudzeniami a realnością. Czułam się jakbym dotarła do końca pokoju i nagle z rozmachem otworzyła drzwi do innego świata bez żadnego wstępu czy przygotowania. W jednej sekundzie byłam tam, w drugiej już jestem gdzie indziej. Zastanawiałam się, czy będąc na miejscu Marca tak szybko i bez wątpliwości uwierzyłabym w to co zostało mi wyjaśnione? Chyba jednak nie do końca.
Mimo tych wątpliwości powieść czytało mi się całkiem dobrze, więc nie będzie to na pewno moja ostatnia książka Sebastiana Fitzka i w niedalekiej przyszłości sięgnę po kolejne, a będę miała z czego wybierać, bowiem autor napisał już ich kilkanaście. 

"Czuję się jak człowiek, który połknął magnes, ale ten magnes nie przyciąga metalu, lecz obłęd. I bardzo się boję, ze jego działanie z sekundy na sekundę będzie coraz silniejsze"


OCENA: 7/10



wtorek, 24 lipca 2018



"Po wichurze, w której zawieją dwadzieścia cztery wiatry, nic się nie ostanie"


Za każdym razem zaczynając powieść Musso zastanawiam się, czym tym razem zaskoczy mnie autor. Czy przewracając ostatnia stronę popadnę w zadumę, w kółko analizując to co własnie przeczytałam, czy wręcz przeciwnie odłożę ją szybko na bok, z zamiarem nie sięgnięcia już po nią nigdy więcej. Uwielbiam ten dreszcz niepewności, który towarzyszy mi zawsze gdy trzymam przed sobą nową, jeszcze nie czytaną przeze mnie książkę, a jej strona tytułowa jest jak klucz do tajemniczego świata wyobraźni pisarza. Nie inaczej było i tym razem. Byłam wręcz pewna, że "Ta chwila" okaże się niesamowitą przygodą.
Arthur ma 25 lat i wspaniałą karierę zawodową przed sobą. Zresztą gdy ma się 25 lat to tak naprawdę niewiele jest za, a wszystko przed. I z takim właśnie przeświadczeniem, że wszystko ma swój czas i życie będzie zawsze płynąć leniwie do przodu Arthur Costello spędzał urodziny. Nie wiedział jak bardzo się w tym swoim rozumowaniu pomylił. W tym dniu otrzymał od swojego ojca prezent - latarnie morską zwaną Latarnią Dwudziestu Czterech Wiatrów. Był to prezent niezwykły, bo obwarowany zakazami. Po pierwsze latarnia musiała pozostać w rodzinie, nie można jej było nikomu sprzedać ani odstąpić, po drugie nigdy, pod żadnym pozorem nowy właściciel nie powinien otwierać drzwi prowadzących do pomieszczenia znajdującego się pod latarnią. Nietrudno się domyślić, że Arthur od razu złamał ten drugi zakaz i stanął oko w oko ze swoim przeznaczeniem, rozpoczynając walkę z wielkim przeciwnikiem - czasem.
Kiedy Lisa, marząca o karierze aktorskiej dziewczyna, spotka na swojej drodze Arthura, nie zdaje sobie sprawy, że to spotkanie zaważy na całym jej życiu, a miłość która z czasem narodzi się między nimi będzie głęboka, magiczna i niewytłumaczalna, Arthur bowiem pojawia się w jej życiu tylko raz do roku, nie mogąc pozostać dłużej niż 24 godziny. 


"Jak żyć z człowiekiem, który istnieje tylko przez jeden dzień w roku?"

"Ta chwila" jest powieścią, która odsłania wszystkie swoje tajemnice dopiero gdy skończymy ją czytać. Nikt nie mógł mnie przygotować na emocje, które targały mną po jej przeczytaniu, nic też takich emocji nie zapowiadało. Nagle wszystko ułożyło się w zgrabną całość, a niesamowitość nierealnych zdarzeń nabrała ludzkiego kształtu. Już nie raz przekonałam się, że człowiek w starciu z niewyobrażalną tragedią jaka go w życiu spotkała, potrafi dzięki wyobraźni i umiejętności kształtowania alternatywnej rzeczywistości przeczekać najgorsze chwile życia, spróbować wstać z kolan i żyć dalej oraz, że nie wszystko dane jest nam raz na zawsze. 
Ta książka mnie absolutnie nie zawiodła. Musso i tym razem stanął na wysokości zadania i stworzył powieść, koło której nie można przejść obojętnie. W ciągu tych kilku godzin czytania na przemian kibicujemy bohaterom, złościmy się śledząc ich wybory życiowe i współczujemy obserwując zmagania Arthura i Lisy z upływającym czasem. A wszystko to zwieńczone nieprzewidywalnym zakończeniem.

Polecam ją nie tylko fanom twórczości Musso. 



"Nie zapomnij, że mamy dwa życia. Drugie zaczyna się, gdy uświadomisz sobie, że żyje się tylko raz"

OCENA: 8/10