Szukaj na tym blogu

sobota, 8 grudnia 2018



"Życie wdepcze cię w ziemię, jeśli mu na to pozwolisz. Ale musisz się nauczyć podnosić po każdym ciosie. Tak właśnie robią zwycięzcy"


Tytułowa Oblubienica Morza to starożytny port Jafa, leżący obecnie na terytorium Izraela, a należący  wcześniej do arabskich osadników. W 1947 roku został on, w czasie trwania wojny domowej, zajęty przez Żydów, a dwa lata później połączony z Tel Awiwem w jedną aglomerację. O niełatwych stosunkach izraelsko-palestyńskich, o dramacie wypędzonych rodzin, ale też i o miłości pomiędzy podziałami opowiada ta piękna historia, stworzona przez Michelle Cohen Corasanti, pisarce pochodzącej z konserwatywnej żydowskiej rodziny mieszkającej w USA oraz Jamala Kanj, inżyniera urodzonego w palestyńskim obozie dla uchodźców w Libanie.

Cztery różne osoby i cztery historie opowiedziane w różnej przestrzeni czasowej. Sara, Yousef, Ameer i Rebeka - Żydzi i Palestyńczycy, ich los nieustannie się ze sobą splata. Dwa narody, jedna historia o ojczyźnie. Miłość ponad nienawiścią i nienawiść ponad człowieczeństwem. Konflikt i ludzki dramat, ale także nadzieja oraz wiara w ludzi mimo podziałów.

ZSRR - kwiecień 1932 - Sara z powodu żydowskiego pochodzenia musi wraz ze swoim ojcem uciekać z kraju. Udają się do Palestyny, by tam rozpocząć nowe życie z dala od prześladowania i grożącej im śmierci. Pomocną dłoń wyciąga do nich palestyńska rodzina, z którą ojciec Sary prowadził w przeszłości interesy. Wszystko zaczyna się układać. Sara dostaje pracę, poznaje także syna gospodarza Yousefa, w którym zakochuje się z wzajemnością. Nie przeczuwa jednak, że wyznaniem miłości czystej i ponad podziałami sprowadzi na siebie i swoich najbliższych tragedię.
Lata 80. - Ameer to młody, zdolny palestyński chłopiec, mieszkający w obozie dla uchodźców w Libanie. Dzięki swojej ogromnej sile i talentowi udaje mu się wyrwać z piekła. Dramat, śmierć, i nienawiść na tle narodowościowym towarzyszyły Ameerowi od dziecka. Nim wreszcie dotarł do bezpiecznej przystani, jaką była uczelnia amerykańska, przeszedł prawdziwe piekło na ziemi.
Lata 90. - I wreszcie Rebeka, młoda Żydówka, urodzona w Stanach, która sprzeciwia się złemu traktowaniu Arabów przez jej rodaków i często też staje w ich obronie. W miarę jak poznaje historię konfliktu i ludzi, których powinna z racji swego pochodzenia nienawidzić, zrywa ze swoim despotycznym narzeczonym, wyzwalając tym postępowaniem  w nim gniew i chęć odwetu. 

"Oblubienica morza" porywa nas swoją historią praktycznie od pierwszej strony. Napisana przez Araba i Żydówkę powieść wzrusza i wzburza, rozdziera serce ale i daje nadzieje na lepsze jutro. Autorzy nie upiększają rzeczywistości, przedstawiają brutalność skonfliktowanego świata takim jakim jest naprawdę, nie stojąc po żadnej stronie konfliktu.  
Czytając te książkę czułam ogromną złość. Nie na ludzi, którzy bardzo często w swoich poglądach i zachowaniu przedstawiali myśli i czyny wpojone im od urodzenia, ale na politykę, która nakazywała nienawidzić jednego narodu przez drugi naród, i która temu konfliktowi biernie się przyglądała. Równość, tolerancja, akceptacja inności - to lekcje, które każdy musi przerobić. Jedni przyswoją je szybko, od razu wcielając w życie, innym zajmie to parę lat, nim zrozumieją, że konflikt nie prowadzi do pokoju, inni natomiast nie zrozumieją tych lekcji nigdy i będą nauczać według swoich własnych prawideł. 
Ta książka na długo pozostanie w mojej pamięci, mimo iż zakończenie na tle całości wydaje mi się odrobinę przesłodzone. Myślę, że mogę ja polecić wszystkim, którzy uwielbiają emocjonujące książki i dla których miłość, przyjaźń i zrozumienie pomiędzy podziałami to nie tylko puste frazesy.



"Nigdy nie będziemy bezpieczni, czyniąc innym to, co uczyniono nam. Uda się to tylko wtedy, kiedy nauczymy się żyć razem"


OCENA: 8/10

piątek, 30 listopada 2018




"Takie rzeczy po prostu się zdarzają"


Bardzo często idąc ulicą, bądź przyglądając się komuś w tłumie zastanawiam się kim jest ta osoba i jaką historię napisał dla niej los. Czy jest szczęśliwa, czy marzenia i plany, które miała się spełniły, czy też wręcz przeciwnie, codziennie zmaga się z przeciwnościami losu, dzielnie walcząc o utrzymanie się na powierzchni. Kim tak naprawdę są ci wszyscy anonimowi ludzie nas mijający i jaki bagaż doświadczeń niosą ze sobą? O każdym z nich można napisać wiele, bo każde życie ma coś do opowiedzenia.

Jakub Małecki niby przypadkiem wybiera kilka osób z tłumu i opowiada ich historię. W prostych, a zarazem tak głębokich w swym znaczeniu zdaniach, buduje cały los człowieka. Otacza go melancholią, lękiem, ludzkim dramatem, ale też szczęściem, radością dnia codziennego i nadzieją. W tworzonych przez autora historiach jest coś magicznego i uspokajającego, pomimo dramatyzmu zdarzeń.  Autor ma niesamowity dar ujmowania w prostych zdaniach dziejących się wydarzeń. To nimi przyciąga nas do siebie i hipnotyzuje. Nie nadyma fabuły do granic możliwości, ale oferuje nam skondensowaną opowieść o życiu i decyzjach prostego człowieka.
Tym razem poznajemy Olgę i Klemensa. Osoby z pozoru skrajnie różne, które tak naprawdę łączy bardzo wiele. Oboje nie żyją pełnią życia. Olga, dlatego że ze swojego szczęścia zrezygnowała, Klemens, ponieważ z racji swej niepełnosprawności umysłowej zawsze będzie życiowo ograniczony i zdany na łaskę innych osób. Tych dwoje ludzi spotyka się w dramatycznych okolicznościach. Ich drogi pewnego dnia się krzyżują, ale tylko jedna z nich jest tak naprawdę tego świadoma. Decyzja Olgi, podjęta w ułamku sekundy wydaje się decyzją skrajnie nieodpowiedzialną. Doprowadza ona jednak to zrealizowania zamiaru, który z racji wydarzeń, żadną miarą zrealizowany już być nie mógł. Z czasem poznajemy też historię obydwu rodzin i osób z ich otoczenia, oraz pełen obraz sytuacji, która doprowadziła do tego niezwykłego spotkania.

Autor nie ocenia swoich bohaterów, nie krytykuje, ani nie pochwala podjętych przez nich decyzji. Jest tylko i wyłącznie narratorem opowiadającym o cudzym losie, maksymalnie skupionym na bohaterze. Nie narzuca czytelnikom interpretacji zdarzeń, ale przedstawia je tak aby każdy mógł wyczytać z nich to co w danym momencie czuje i dopisać takie zakończenie jakie najbardziej mu odpowiada.

"Nikt nie idzie" to opowieść o niedopowiedzeniach, rezygnacji ze szczęścia, stracie i życiu, które kończy się nagle, i na którego koniec tak naprawdę nikt nigdy nie jest przygotowany. To opowieść o trudnych wyborach, sile, odwadze i determinacji prostego człowieka, ale i o nadziei, miłości i wierze. To cudowna opowieść o życiu.

"Tą drogą
Nikt nie idzie
Tego dzisiejszego wieczoru"

OCENA: 9/10


sobota, 24 listopada 2018

KARIN SLAUGHTER - UKŁADANKA



"Jeśli wszyscy milczą nikt nie będzie wiedział"


Andrea jest wycofaną i zagubioną życiowo młoda kobietą, pracującą w policyjnej dyspozytorni. Prowadzi nudne, jak dotychczas bezowocne życie i z czasem oswaja się z myślą, że tak już będzie wyglądać jej przyszłość. Będzie córką, która wróciła do rodzinnego domu aby opiekować się matką po onkologicznych przejściach i będzie kobietą na granicy depresji, bojącej się własnego cienia, niezrealizowanej zawodowo i społecznie, żyjącej w kokonie ułudy i beznadziejności. 
Laura jest miłą, spokojną i empatyczną logopedką pracującą z ludźmi po udarach i innych zaburzeniach neurologicznych, cierpliwą matką, która wciąż rozpościera parasol ochronny nad dorosłą już córką i filarem lokalnej społeczności.
Pewnego dnia matka i córka spotykają się na urodzinowym lunchu w restauracji mieszczącej się w ekskluzywnym centrum handlowym. Dzień jak co dzień. Zdawkowe pytania, rozmowa o niczym, próba odnalezienia wspólnej płaszczyzny porozumienia i nerwowe odliczanie minut do zakończenia tego spotkania. Kiedy nagle do lokalu wpada uzbrojony młody mężczyzna i zaczyna strzelać do ludzi, wszyscy wpadają w panikę, wszyscy z wyjątkiem Laury. W momencie zagrożenia życia swojej córki, kobieta przeistacza się w wojownika. Nie w naładowaną adrenaliną matkę, za wszelka cenę i na oślep broniącą swojego dziecka, ale w metodycznie postępującego żołnierza. Bez wahania zabija napastnika.
W jednej chwili całe dotychczasowe życie Andy i jej wszelkie wyobrażenie o własnej matce rozpadają się jak domek z kart.  Kim jest Laura? Kim była Laura w przeszłości? I kim są tajemniczy Oni, przez których dziewczyna jest zmuszona uciekać z miasta, nie zadając pytań i ściśle wypełniając instrukcje matki?
Z początku postać Andy mnie drażniła. Jej strach, naiwność, ciągnące się godzinami wewnętrzne dialogi, niekonsekwencja w działaniu, chaotyczne ruchy, beznadziejne decyzje. Z czasem jednak, kiedy zaczęłam w niej bardziej dostrzegać realna kobietę a nie sztucznie wykreowana bohaterkę, zrozumiałam, że jej postawa nie mogła być inna. To nie ona miała się zmienić dla życia, to życie miało ją ukształtować. Zastanawiałam się, jak ja zachowywałabym się na jej miejscu. Czy znalazłabym w sobie dość siły by niczym Terminator walczyć z całym światem, czy jednak z naiwnością dziecka miotałabym się w tym brutalnym świecie, cały czas mając nadzieję , że w końcu się obudzę i świat jaki dotychczas był moim światem będzie nim nadal, a najbliższe mi osoby pozostaną wciąż takie same..... Aby nie zdradzać za wiele i nie zepsuć radości z czytania "Układanki" powiem tylko, że moje osobiste odczucia względem charakteru bohaterki zmieniały się wraz z rozwojem akcji. 
Z czasem też poznajemy przeszłe życie Laury i całą sytuację, która to życie determinowała. W miarę czytania zaczynamy rozumieć jej zachowanie i decyzje, które podjęła.  Docieramy do punktu, w którym Laura porzuca dotychczasowe życie, a ona sama zmienia się niczym kameleon. Musi tak głęboko ukryć swoja tożsamość, jak głęboko Andy musi sięgnąć by dowiedzieć się kim naprawdę jest jej matka i kim jest ona sama. Z czasem wszystkie rozrzucone elementy układanki, zebrane razem przedstawiły nam czytelny obraz. Oczywiście nie brakowało i słabszych momentów fabuły, czasami klocki dopasowywano na siłę, ale generalnie całość  prezentowała się całkiem zgrabnie. Akcja książki wciągnęła mnie od samego początku, zarówno ta część współczesna jak i przeszłość. "Układanka" to książka nie tylko o poszukiwaniu ukrytej przeszłości, zemście, żalu i obsesyjnej miłości, ale także doskonała prezentacja studium manipulacji i psychicznej władzy nad drugim człowiekiem.

To moje pierwsze spotkanie z twórczością Karin Slaughter, ale po przeczytaniu Układanki już wiem, że nie będzie ostatnim. Jeżeli wszystkie jej książki są tak dobre jak Układanka, to autorka znalazła w mojej osobie wiernego czytelnika. 


OCENA: 8/10



Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu HarperCollins



niedziela, 18 listopada 2018

NIR HEZRONI - TRZY KOPERTY





Czytaniu powieści szpiegowskich zawsze towarzyszą mi skrajne uczucia. Z jednej strony, z nieodpartą fascynacją chłonę przekazywaną przez autorów wiedzę z zakresu metod i sposobu działania agentów organizacji, z drugiej jednak nachodzą mnie smutne refleksje, które każą mi się zastanowić nad faktem marności zwykłego człowieka w obliczu tych potężnych i bezdusznych służb. 
Nir Hezroni nim zaczął pisać swoją debiutancką powieść był przez kilka lat agentem wywiadu wojskowego. Możemy mieć więc nadzieję, że to co przeniósł na karty książki chociaż w niewielkim stopniu, ale jednak pokrywa się z rzeczywistością pracy w służbach wywiadowczych, i że "Trzy koperty" nie są tylko i wyłącznie stuprocentowa fikcją literacką.

Aby dostać się do pracy w Mosadzie, należy przejść mordercze treningi i zaliczyć niezliczoną ilość testów psychologicznych. W szeregach agencji nie ma czego szukać zwykły szary obywatel. Tutaj pracują geniusze, nierzadko werbowani już w czasie studiów. Inteligentni, wysportowani, wielozadaniowi. Jak zatem udało się przedostać do tak pilnie strzeżonej organizacji mężczyźnie z poważnymi zaburzeniami psychicznymi, a tym bardziej uczestniczyć w tajnych misjach, których celem była likwidacja ludzi z listy, ludzi zagrażających pokojowi na świecie?

Wiele lat po śmierci Agenta 10483 w ręce wysoko postawionych pracowników Mosadu trafia jego pamiętnik, ewidentny dokument pogłębiającego się szaleństwa, w którym dokładnie opisuje wszystkie zdarzenia mające wpływ na jego przyszłą karierę zawodową, a także szczegółowe opisy misji i sposób ich realizacji. Agent 10483 nie zbacza ani na milimetr z raz obranego kursu. Jest przeświadczony, że zlecenia które otrzymał, muszą być zrealizowane do końca, nawet za cenę życia setek czy tysięcy niewinnych osób, bo tylko tak może on udowodnić swoją przydatność organizacji jako izraelski agent lojalnie wykonujący rozkazy. Każdą osobę stojącą mu na drodze traktuje jako wroga. Z każdym dniem jego szaleństwo się pogłębia, jego czyny przerażają wszystkich, a on sam staje się celem, który należy zlikwidować.

Nir Hezroni w swoim debiucie zafundował nam prawdziwy rollercoaster. Tempo akcji zachwyca, tu nie ma chwili wytchnienia. Trzeba naprawdę mocno trzymać się wagonika, żeby z niego nie wypaść. To przygoda dla prawdziwych twardzieli, a ja lubię takie właśnie przygody. I kiedy już przyzwyczaiłam się do tej szaleńczej jazdy i płynnie dopasowałam się do ostrych zakrętów, stromych podjazdów i szaleńczych pikowań w dół, autor nagle bez uprzedzenia zaciągnął hamulec ręczny, a ja z ogromnym zdziwienie na twarzy i z niedowierzaniem, że dałam się aż tak zaskoczyć, wyleciałam z pędzącego wagonika. Nikt nie przygotował mnie bowiem na wydarzenia z ostatnich rozdziałów książki, które pokazują zupełnie inne spojrzenie na zaistniałą sytuację. Do tego stopnia dałam się zwieść autorowi, że zaczynam wątpić we wszystkich i wszystko co do tej pory przeczytałam. 
"Trzy koperty" okazały się naprawdę świetną powieścią. Myślę, że nawet Ci którzy nie przepadają za literaturą szpiegowską sięgną po te książkę z zainteresowaniem. Nie ma w niej bowiem zawiłych relacji politycznych, ani niezrozumiałych, skomplikowanych akcji. Jest dynamika, jest zaskoczenie i jest naprawdę fantastyczny pomysł na powieść. Otwarte zakończenie sugeruje ciąg dalszy i tak rzeczywiście jest. Na rynku bowiem ukazała się kontynuacja powieści pt. "Ostatnie instrukcje".

Gotowi na szaleńczą jazdę?

OCENA: 8/10


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina

wtorek, 30 października 2018



"Gra w prawdę została rozpoczęta"



"Polowanie na skarb" to 16 tom włoskiej serii kryminalnej z komisarzem Montalbano w roli głównej. Dużo słyszałam dobrego o książkach Andrei Camilleriego, jednak sama wcześniej nigdy żadnej z nich nie czytałam, cieszę się zetem z faktu, iż chociaż w niewielkim stopniu ale mogłam nadrobić to czytelnicze zaniedbanie. Lepiej późno niż wcale i to dosłownie, bo książka na tyle mi się spodobała, że z chęcią sięgnę po wcześniejsze jej części.

W sycylijskim miasteczku Vigata, mieścinie tak małej, że nie ma jej nawet na mapie, miało miejsce dziwne wydarzenie. Wiekowe i bardzo pobożne rodzeństwo Palmisano pewnego dnia niespodziewanie przepuszcza podwójny atak na mieszkańców miasteczka. W pierwszej kolejności wywieszają oni transparenty z religijnymi groźbami skierowanymi do zamieszkałych miasteczko grzeszników, w drugiej, aby unieszkodliwić siły nacierającego wroga w postaci policji i straży miejskiej, używają broni palnej. Dzielni struże prawa pod wodzą komisarza Montalbano, ryzykując własnym zdrowiem i życiem, obezwładniają dziarskich staruszków zastanawiając się jednocześnie co tam u licha właśnie się wydarzyło. Akcja zakończona, czas wrócić do pracy, a właściwie do nudnych dni w komisariacie, nic bowiem ekscytującego, od czasu szturmu na rezydencję rodzeństwa Palmisano w Vigacie się nie wydarzyło. Jednak pewnego dna  komisarz Montalbano otrzymuje tajemniczy list. Na kopercie wyraźnie napisano drukowanymi literami Dla Salva Montalbana i umieszczono dopisek - Polowanie na skarb. W środku znajdował się wierszyk - zagadka. Początkowo nikt tej wiadomości nie brał na poważnie, z czasem jednak okazało się, że to co wydawało się ponurym żartem, wcale nim nie było, a wręcz przeciwnie, było to zaproszenie do polowania, którego trofeum był krwawy skarb.

Bardzo żałuję, że nim sięgnęłam po "Polowanie na skarb" nie miałam okazji przeczytać choćby kilku wcześniejszych części serii. Pobieżnie zatem znam zależności osobiste i służbowe naszych bohaterów. Nie przeszkadza to w żadnej mierze w rozwiązywaniu wraz z komisarzem zagadki kryminalnej, jednak brak podstawowej wiedzy dotyczącej na przykład życia osobistego Salva Montalbana i jego relacji z kobietami powodował, że trochę byłam zagubiona i zdezorientowana przyglądając się jego osobistym decyzjom. Trudno mi też porównać tę część z wcześniejszymi tomami, będę zatem pisała tylko i wyłącznie o odczuciach towarzyszących mi podczas czytania "Polowania na skarb". 

Biorąc do ręki powieść zawsze najpierw przyglądam się okładce, analizuję ją dokładnie i próbuję odczytać jakieś wskazówki co do zawartej wewnątrz treści. Nie zawsze mi się to oczywiście udaje, tak też było i w tym przypadku. Nie wiedząc dlaczego spodziewałam się sennego kryminału z sympatycznym, aczkolwiek z lekka nudnawym bohaterem (może sprawiły to te surowe, infantylne szkice). Otrzymałam jednak zupełnie coś odmiennego. Montalbano to smakosz kulinarny, któremu nieobce są siarczyste przekleństwa, ryzykowne akcje i szybkie, brawurowe decyzje. Wypija on także morze alkoholu i prowadzi ciekawe dialogi z samym sobą. Mimo iż w tym przypadku, przynajmniej na początku, nie można mówić o szaleńczej akcji powieści, to jednak ta niespieszna formuła ani na moment nie powodowała u mnie senności, zresztą z czasem i sama akcja nabiera tempa, robi się bardziej krwawo i nieprzyjemnie. Ogromną zaletą powieści jest także spora dawka humoru wpleciona w fabułę, która czasami wręcz łagodzi nagromadzone napięcie i oczywiście oryginalni pracownicy komisariatu w Vigacie, którzy nie raz sprawili, że wybuchałam gromkim śmiechem (tu ukłon w stronę uroczego Catarella). 

"Polowanie na skarb" mnie nie rozczarowało. Bardzo podoba mi się styl autora, polubiłam bohaterów i dobrze się czułam w ich towarzystwie. Także zagadka kryminalna mnie zaciekawiła, chociaż udało mi się ją rozwiązać przed czasem. Z przyjemnością sięgnę więc po wcześniejsze książki Andrei Camilleri, by jeszcze bardziej zagłębić się w zbrodniczy sycylijski świat komisarza Montalbano.


OCENA: 7/10


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Noir sur Blanc