Szukaj na tym blogu

niedziela, 8 grudnia 2019

ŚWIAT PO POWODZI - KASSANDRA MONTAG



Wizja naszej przyszłości, nierzadko zafundowana ludzkości na jej własne życzenie, jest zawsze wizją przerażająca. Jednak takie postapokaliptyczne scenariusze są jak najbardziej realne. Zanieczyszczenie środowiska, zmiany klimatyczne, które niosą ze sobą groźbę ocieplenia klimatu i w konsekwencji topnienie lodowców, nieuniknione, powolne podnoszenie się wód oceanicznych zakończone potopem, w wyniku którego giną prawie wszyscy mieszkańcy naszej planety to częsta wizja postapokaliptyczenej rzeczywistości. Kassandra Montag w swoim debiucie literackim właśnie taki świat nam zaprezentowała. Dramatyczną walkę o przetrwanie w brutalnej rzeczywistości. Systematyczne podnoszenie się przez lata wód, ostatecznie doprowadza do zalania prawie całej powierzchni Ziemi. Tylko jej najwyższe obszary pozostały niezalane i  są schronieniem dla ocalałych ludzi. Jednak nie wszyscy oni przebywają w takich właśnie miejscach. Twarda i niezależna Myra mieszka wraz z córeczką Pearl na niewielkiej łodzi. Schodzi na ląd tylko po to by wymienić się z innymi zapasami i informacjami. Dziewczynka nie jest jedynym dzieckiem kobiety. Siedem lat wcześniej gdy Myra była w ciąży z Pearl, a woda podchodziła coraz bliżej do ich domu, jej mąż Jacob zabrał ich pierworodną córkę Row i wywiózł motorówką w nieznanym kierunku. 
Pewnego dnia Myra odkrywa, że jej starsza córka żyje i jest przetrzymywana przez brutalny gang mieszkający na dalekiej północy. Wyrusza więc w niebezpieczną podróż, by odszukać i odzyskać Row, ale czy ta podjęta decyzja jest warta narażania na niebezpieczeństwo młodszej córeczki?  

Kassandra Montag w swej powieści nie tylko przedstawia apokaliptyczną wizję po powodziowej rzeczywistości, rozkłada też na czynniki pierwsze samo człowieczeństwo. Kiedy zaczęłam czytać "Świat po powodzi" nie przypuszczałam, że autorka zafunduje mi taki emocjonalny kołowrotek. Jesteśmy świadkami walki ludzkości o przetrwanie i ukazaniem się w całej okazałości mrocznej siły ludzkiej natury. Świat w którym przyszło żyć ocalałym jest światem okrutnym, niebezpiecznym i bezwzględnym. Światem, w którym przetrwają tylko najsilniejsi. Jednak nie jest to tylko opowieść o postapokaliptycznym społeczeństwie. Jest to przede wszystkim historia matki i wielkiej matczynej miłości. To opowieść o ludzkich dramatach i trudnych wyborach, a także o nadziei na lepsze jutro i wierze w drugiego człowieka. 

Historia opowiedziana przez Kassandrę Montag jest historią sprawnie i realistycznie napisaną. Zaciekawia, porusza emocje i skłania do refleksji. Jest jedną z tych powieści, która po przeczytaniu jeszcze dłuższą chwilę w nas pozostaje. Jeśli tak wygląda debiut literacki, to ja z wielką przyjemnością będę czekała na kolejne książki autorki.

OCENA: 8/10


Za możliwość przeczytania powieści dziękuję Wydawnictwu HarperCollins


  

czwartek, 28 listopada 2019

OSTATNIA WDOWA - KARIN SLAUGHTER



Karin Slaughter to niekwestionowana królowa thrillerów, którą ja, aż wstyd się przyznać, odkryłam całkiem niedawno. Miałam jednak to szczęście, że książki autorki, które dotychczas  przeczytałam, jak najbardziej wpasowały się w mój gust literacki :) Z entuzjazmem sięgnęłam więc po "Ostatnią wdowę", która jak się później okazało, jest dziewiątą częścią cyklu z agentem specjalnym Willem Trentem w roli głównej.

Michelle Spivey zostaje uprowadzona z parkingu na oczach swojej jedenastoletniej córki. Nikt nie wie kto, dokąd i dlaczego porwał kobietę, która dotąd prowadziła raczej spokojne życie w związku z kobietą. Czy zajście to mogło być powiązane z pracą jaką wykonywała kobieta? Michelle  bowiem była pracownikiem naukowym agencji rządowej, specjalistką od chorób zakaźnych oraz oficerem w jednostce szybkiego reagowania. 
Niedługo po tym wydarzeniu zostaje porwana inna kobieta, lekarka sądowa Sara Linton, prywatnie dziewczyna agenta Willa Trenta, który robi wszystko by ją uratować. Co łączy obie uprowadzone kobiety?

Karin Slaughter wprowadza nas w akcję swojej powieści stopniowo. Pierwsze rozdziały są odrobinę monotonne, ale  przygotowują nas do przyszłych wydarzeń, które obserwujemy z kilku perspektyw, zarówno Willa jak i Sary, a także agentki Faith Mitchell, i które doskonale się uzupełniają, pozwalając mieć całkowity wgląd w opowiedzianą historię. Akcja rozgrywa się na przestrzeni kilku pełnych napięcia dni. Autorka nie rozpieszcza czytelnika, serwując mu wydarzenia pełne emocji. Dając jednak co jakiś czas szanse na złapanie oddechu. Nie ucieka przed kontrowersyjnymi tematami. Zabiera nas w świat pełen przemocy i okrucieństwa, podziałów rasowych, zagrożeń biologicznych i terroryzmu. Lubię w powieściach Karin Slaughter tą naprzemienność emocjonalną i to budowanie gruntu pod solidną akcję. W "Ostatniej wdowie" także nie zawsze czujemy się jak na karuzeli, czasami akcja zwalnia, a my wtedy możemy uspokoić emocje.

Ponieważ nie czytałam żadnej wcześniejszej części tej serii, po przeczytaniu "Ostatniej wdowy" postanowiłam, że w miarę czasowych możliwości będę nadrabiać te zaległości. Miałam trochę problemów z całościowym spojrzeniem na naszych bohaterów, na ich przeszłość i na historie, które ich ukształtowały, ale generalnie ta niewiedza nie przeszkadzała mi w lekturze. Ciekawa fabuła i dobrze wykreowane postaci sprawiły, że "Ostatnia wdowa" absolutnie mnie nie zawiodła, wręcz przeciwnie, tę książkę naprawdę dobrze się czytało.


OCENA: 7/10


Za możliwość przeczytania powieści dziękuję wydawnictwu 
HarperCollins

poniedziałek, 18 listopada 2019

MARSZ W MROK - MIŁOSZ FRYZEŁ




"Jego następna ofiara czekała. I kolejna. I ostatnia. Jeszcze tylko kilka dni, w trakcie których miał zrobić wszystko, do czego powołał go los, równie ślepy jak sprawiedliwość"


Biorąc do ręki książkę nieznanego mi autora zawsze towarzyszy mi niepewność połączona z ogromną ciekawością tego, co też znajdę na kartach powieści. Nie inaczej było i tym razem. Miłosz Fryzeł to młody polski pisarz, który przyznaje się do inspiracji twórczością takich pisarzy, jak Cormac McCarty, James Ellroy czy Dennis Lehane. "Marsz w mrok" to jego debiut literacki, niewiadoma była zatem podwójna. Nowe nazwisko na mapie polskiego kryminału i nowy kryminalny cykl. 

Przypadkowy przechodzień znajduje nad ranem zwłoki kobiety. Jedno precyzyjne cięcie szyi i żadnych dodatkowych śladów na ciele denatki. Śledztwo prowadzą podkomisarz Daniel Delner i sierżant sztabowa Julia Samarska. Dość szybko policja odnajduje dowody, które pozwalają aresztować sprawcę tego dziwnego morderstwa, śledczy liczą więc na szybkie rozwiązanie. Niestety sprawa okazuje się o wiele bardziej skomplikowana. Dziwne zachowanie aresztowanego oraz kolejne morderstwo uświadamiają policjantom, że sprawa tak naprawdę ma drugie dno, a dowody rzeczowe znalezione na miejscu zbrodni są tylko starannie dobranymi rekwizytami służącymi do zwabienia Delnera i Samarskiej w pułapkę gry, której  reżyserem jest morderca.

Miłosz Fryzeł stworzył naprawdę dobry kryminał, z silnymi i wyrazistymi bohaterami. Intryga kryminalna od samego początku zaciekawia czytelnika, wciąga go w swą głębię i nie pozwala się nudzić. Jest intrygująco, mrocznie i nieprzewidywalnie.  Prowadzone śledztwo przeplata się z życiem prywatnym naszych bohaterów, a konkretnie z ich problemami osobistymi. Podkomisarz Delner od lat prowadzi podwójne życie, tkwiąc w pozamałżeńskim romansie, a Julia Samarska powoli popada w paranoję, żyjąc praktycznie bez snu, całkowicie opanowana przez obsesje rozwiązania zagadki sprzed lat. Delner i Samarska nie są partnerami na śmierć i życie, nie skoczyliby za sobą w ogień, jednak to śledztwo sprawia, że dzień po dniu coraz bardziej zbliżają się do siebie, by w końcu ramię w ramię stoczyć ostateczną wspólną bitwę. 
Miłosz Fryzeł nie oszczędza ani swoich bohaterów, ani czytelnika. Nie mamy tutaj szczęśliwych, niespodziewanych zwrotów akcji. Wręcz przeciwnie, w miarę rozwoju sytuacji zagłębiamy się w coraz mroczniejsze regiony wyobraźni autora. Wspólnie maszerujemy w mrok. Delner i Samarska kroczą nawet podwójna ścieżką - jedną tą zawodową, w której skomplikowane śledztwo co rusz rzuca ich na niebezpieczne rafy, by bez skrupułów ich pokaleczyć i tą prywatną, która bynajmniej nie jest jasnym światełkiem w tunelu, ale balastem, który ostatecznie przygniecie ich do ziemi. 

"Marsz w mrok" to według mnie jeden z ciekawszych polskich debiutów kryminalnych. Do samego końca nie byłam w stanie rozwiązać tej zagadki. Kluczyłam, dochodząc do błędnych wniosków, nie potrafiłam też odgadnąć motywów zabójcy. Za to autorowi należą się ukłony, bo nie ma chyba nic gorszego niż przewidywalny kryminał, nieciekawa historia i miałcy bohaterowie. Tutaj niczego takiego nie było - Miłosz Fryzeł zdał ten egzamin, zdobywając u mnie dodatkowy punkt za zakończenie. 


"Istnieją tylko dwa typy ludzi. Jedni rodzą się w społeczeństwie i decydują się w nim żyć, a drudzy decydują się je zniszczyć"


OCENA: 8/10



Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Bukowy Las



wtorek, 12 listopada 2019

RYTUAŁY WODY - EVA GARCIA SAENZ DE URTURI




"Najsprytniejszą sztuczką diabła było przekonanie ludzi o tym, że nie istnieje"


"Rytuały wody" to druga po "Ciszy białego miasta" cześć vitoriańskiej trylogii. To kolejna odsłona pełna mrocznych tajemnic przeszłości, tym razem celtyckiej kultury i tradycji umiejscowionej w kraju Basków. "Cisza białego miasta" była moim wspaniałym literackim odkryciem, rewelacyjnym kryminałem, który czytałam z wypiekami na twarzy. Z ogromną więc ciekawością sięgnęłam po druga odsłonę tej baskijskiej przygody.

W górach dwóch mężczyzn odnajduje zwłoki kobiety w ciąży. Ofiara została przywiązana do gałęzi tak, by całe jej ciało zwisało głową w dół, a sama głowa była zanurzona w kotle z wodą. Okazuje się, że jej śmierć miała związek ze starym celtyckim rytuałem, według którego ofiary palono, wieszano i topiono oraz, że miejsce które zostało wybrane nie jest bynajmniej przypadkowe. Według celtyckiej tradycji Potrójna śmierć była karą za obrażenie bogów - skoro jednak ofiara była w ciąży to znaczy, że obraziła Trzy Matrony i że nie zasłużyła na to by być matką. Zamordowana kobieta nie była anonimowa ofiarą. To znana autorka komiksów i pierwsza dziewczyna profilera Unai Lopeza de Alaya, zwanego przez wszystkich Krakenem, którą poznał ponad dwadzieścia lat temu na obozie archeologicznym. Wydarzenia z przeszłości, które zamiast zostać zapomniane, nagle wynurzyły się na światło dzienne, a osoby, które powinny zniknąć z życia Krakena dawno temu, znów powracają. Czy śmierć Annabel Lee jest tylko pojedynczym przypadkiem kultowego mordu, czy początkiem serii, której ofiarą jest nie tylko dorosły człowiek, ale też i nienarodzone dziecko?

"Rytuały wody" to bezpośrednia kontynuacja "Ciszy..." Akcja zaczyna się kilka miesięcy po zakończeniu pierwszej części. I tym razem akcje śledzimy z perspektywy profilera Unai, który po postrzale w głowę cierpi na afazję Broki. Nie wrócił jeszcze do całkowitej sprawności, ale z uwagi na znajomość z ofiarą został warunkowo włączony do śledztwa. Akcja powieści dzieje się w dwóch płaszczyznach czasowych. Pierwsza z nich to toczące się śledztwo i kolejne wydarzenia rozgrywające się w teraźniejszości, druga to czasy obozu archeologicznego, w którym jako szesnastoletni chłopcy uczestniczyli Unai, Asier, Lutxo i J. i na którym zetknęli się z celtycką kulturą i rytuałami. 

Prowadzone śledztwo coraz bardziej się komplikuje. Początkowo policjantom bardzo trudno połączyć logicznie ze sobą wszystkie niewiadome, z czasem jednak kolejne elementy układanki zaczynają do siebie pasować, a całość nabierać kształtu. Akcja toczy się jednostajnie, co nie oznacza, że jest nudno, często bowiem zmienia się jak w kalejdoskopie. Nowe tropy, ślepe uliczki, brawurowe decyzje. To Unai i jego partnerka Estibaliz są tutaj siłą napędową. Coraz więcej dowiadujemy się o życiu osobistym naszych bohaterów i coraz bardziej staja nam się bliżsi. Ta cześć trylogii jest częścią bardziej osobistą, rodzinną. Autorka opowiada w niej nie tylko o celtyckiej kulturze, ale i o różnych odcieniach macierzyństwa i ojcostwa. O dobrych i złych rodzicach, o patologi i bezgranicznej miłości rodzicielskiej, o decyzjach pomimo wszystko i ponad wszystko.

Ponieważ "Rytuały wody" są bezpośrednią kontynuacją "Ciszy białego miasta" bardzo dużo jest w tym tomie nawiązań do wydarzeń i osób z poprzedniej części trylogii. Ta część jest odrobinę spokojniejsza, jest inna, bardziej osobista, ale jednakowo warta polecania. Polecam wiec serdecznie.


"Życie potrafiło być piękne, kiedy nie upierało się, żeby być złośliwe"

OCENA: 8/10



Za możliwość przeczytania powieści dziękuję
Wydawnictwu MUZA


piątek, 8 listopada 2019

KRONIKI KLARY SCHULZ. SPRAWA PECHOWCA - NADIA SZAGDAJ






"Nareszcie przyszła pora na to, by udowodnić sforze psów z Breslau, że mają poważną konkurencję"

Mam wielką słabość do kryminałów retro. Chętnie po nie sięgam i z przyjemnością zanurzam się w czasy, w których dzieje się akcja. Dotychczas ulicami Breslau przemierzałam wraz z bohaterami kryminałów Marka Krajewskiego. Tym razem robię to z Klarą Schulz, postacią stworzoną przez Nadię Szagdaj. 

"Sprawa pechowca" to pierwsza część serii kryminalnej, której bohaterką jest silna i nowoczesna jak na owe czasy kobieta, od dawna marząca o pracy policjantki. Niestety świat początku XX wieku jest światem mężczyzn, kobieta co najwyżej może liczyć na posadę sekretarki. Klara postanawia spełnić jednak swoje marzenia, zostaje prywatnym detektywem, a jej pierwszą poważną sprawą okazuje się być sprawa morderstwa śpiewaka operowego, który ginie dosłownie na jej oczach. Wynajęta przez kochanka zamordowanego do rozwiązania zagadki tej zbrodni młoda pani detektyw odkrywa, że sprawa tajemniczego morderstwa w operze, nie jest tylko pojedynczym przypadkiem, ale zakrojonym na szerszą skalę zbrodniczym procederem. Pojawiają się kolejne trupy, zaczyna się robić niebezpiecznie. Czy młoda kobieta, matka i żona słynnego kardiologa, poradzi sobie ze sprawą tak odmienną od dotychczas prowadzonych? 

Gdyby nie konne dyliżansy i ubiory z początku wieku, nigdy bym nie przypuszczała, że bohaterka "Sprawy pechowca" jest kobietą żyjącą w 1910 roku. Jej zachowanie i charakter zupełnie nie pasują do tych czasów. Klara jest śmiała, bezpośrednia, odważna. Klnie, pije i czasami pozwala sobie na nieobyczajne zachowanie. Jest kobietą jak na owe czasy wyjątkową. By jednak móc sobie na taka wyjątkowość pozwolić, musi mieć przy sobie naprawdę nowoczesnych i wyrozumiałych mężczyzn. I tacy właśnie mężczyźni, w osobach męża, ojca, byłego kochanka i przyjaciela, otaczają panią detektyw. 

"Sprawa pechowca" jest kryminałem, którego akcja mimo braku szaleńczego tempa, skutecznie wciąga nas w ciemną otchłań kolejnych zbrodni. Z zainteresowaniem śledziłam rozwój wydarzeń, podziwiając intuicję pani detektyw. Chociaż bywały i momenty, kiedy załamywałam ręce nad jej głupotą i niepotrzebną brawurą. Zdarzały się też chwile gdy miałam wątpliwości, co do umiejscowienia w czasie akcji powieści, czyli w latach przed pierwszą wojną światową, a więc w czasach gdy kobiety nie miały jeszcze praw wyborczych, a każde niestosowne zachowanie z ich strony było społecznie piętnowane. Tymczasem nasza bohaterka pozwalała sobie na naprawdę wiele. Jeśli jednak pominiemy te szczegóły i skupimy się na treści książki to otrzymujemy całkiem zgrabnie skonstruowany kryminał z ciekawym zakończeniem. Klara rozwiązując tę zagadkę kryminalną  wykorzystuje przede wszystkim swoją intuicję i wiedzę swoich "pomocników", skutecznie rywalizując z "niedouczoną" policją. Bardzo ciekawym dodatkiem są uzupełniające zdjęcia z epoki, pokazujące miejsca czy budynki, w których akurat dzieje się akcja. 

Czy polecam tę książkę? Tak, polecam. Mam jednak świadomość tego, że nie każdy odnajdzie się w kryminałach retro. Ja z całą pewnością sięgnę po kolejne części tej serii, licząc na ciekawe zagadki kryminalne, niebanalne śledztwa i intrygujące ciekawostki z epoki. 



OCENA: 7/10


Za możliwość przeczytania powieści dziękuję 
Wydawnictwu Dragon