Szukaj na tym blogu

czwartek, 18 kwietnia 2019




"Wykształcenie i nagrody nic nie znaczą, jeśli człowiek nie rozumie czegoś tak prostego jak to, że są rzeczy niewybaczalne"

Mroczny klimat małego szwedzkiego miasteczka, tajemnica, która przez dwadzieścia siedem lat nie została rozwiązana i policjantka z osobistymi problemami - to jak magnes przyciągnęło mnie do kryminału Liny Bengtsdotter "Obca". Wiedziałam, że jest to druga cześć serii o inspektor Charlie Lager i że ponownie nasza bohaterka zmuszona jest powrócić do rodzinnego miasteczka by zmierzyć się z zagadką sprzed prawie trzech dekad.

Dwadzieścia siedem lat wcześniej Paul, przyjaciel nastoletniej Franceski popełnia samobójstwo. Ona sama zdruzgotana, na granicy depresji, początkowo próbuje odebrać sobie życie. Próbuje - bo tak naprawdę jest to tylko krzyk rozpaczy, brutalne zwrócenie na siebie uwagi. Bardziej niż jej własna śmierć interesuje dziewczynę rozwiązanie tej zagadki, jest bowiem pewna, że Paul nie popełnił samobójstwa, ale został zamordowany. Domyśla się nawet przez kogo. Niestety zagadka tajemniczej śmierci jej przyjaciela do dziś nie została rozwiązana, Franceska bowiem kilka dni później zaginęła.
Na tę tajemnicę sprzed lat inspektor Charlie Lager trafia zupełnie przypadkowo. Kiedy rok wcześniej była służbowo w rodzinnym miasteczku, nikt tej historii zaginięcia nie wspominał, choć tak naprawdę dorośli już teraz mieszkańcy musieli być jej świadkami. Zaginiona dziewczyna była bowiem córką miejscowego bogacza, niezbyt szanowanego ale wszystkim znanego. Zmuszona przez swojego przełożonego, Charlie wykorzystuje zaległy urlop i jedzie do rodzinnego Gullspang, by wraz ze swoim bliskim znajomym przyjrzeć się sprawie. Nie wie, że wraz z rozwikłaniem zagadki zaginięcia Franceski, czarne dziury jej własnej rodzinnej przeszłości powoli znikną. Charlie rozwiązując bowiem jedną zagadkę, rozwiązuję jednocześnie tę dotyczącą sekretów jej własnej rodziny.
Lina Bengtsdotter zabrała nas w ciekawą podróż w przeszłość, do miasteczka, które spowite mrokiem i mgłą niewiele tak naprawdę przez te lata się zmieniło. Ludzie nadal żyją bez perspektywy jakichkolwiek zmian i są nieufni wobec obcych. Mimo że Charlie nie jest w tym miasteczku tak do końca obca, to jednak trudno jej jest nawiązać z tą społecznością bliski kontakt. Bazując na rozmowach z mieszkańcami i na własnej pamięci z czasów dzieciństwa, krok po kroku zbliża się do rozwiązania sprawy zaginięcia Franceski Mild. Od samego początku ma świadomość faktu, że to właśnie tutaj, w tym hermetycznym społeczeństwie należy szukać odpowiedzi. Bardzo pomocny w rozwiązaniu tej zagadki z przeszłości okazuje się także pamiętnik nastolatki, którego treść autorka wplata we współczesną akcję. Mamy więc tutaj trzy typy narracji. Tę współczesną czyli śledztwo Charlie, życie Franceski po śmierci Paula oraz coś co dziewczyna nazywała dziurami w czasie, czyli  wspomnienia sprzed śmierci przyjaciela.
"Obca" jest drugą częścią serii kryminalnej i nie ukrywam, że to połączenie z częścią pierwszą jest bardzo odczuwalne. Autorka często nawiązuje do wcześniejszych wydarzeń, co odrobinę mi umniejszało przyjemność czytania, bowiem nie znałam pierwszej części "Annabelle". Jeśli jednak lubicie atmosferę skandynawskich kryminałów i nie macie nic przeciwko temu by bez znajomości wcześniejszych wydarzeń od razu przenieść się do mrocznego szwedzkiego miasteczka w poszukiwaniu zaginionej nastolatki i wraz z inspektor Lager rozwiązać zagadkę tajemniczego samobójstwa Paula, to ten kryminał jest dla was. A ja w międzyczasie rozejrzę się za częścią pierwszą serii, bo mimo wszystko zaciekawiła mnie historia Annabell.


OCENA: 7/10



Za możliwość przeczytania powieści dziękuję wydawnictwu Burda Książki


wtorek, 16 kwietnia 2019




"Lepiej być jak czysta kartka. Wtedy można być kimkolwiek. Albo nikim"

Leah Stevens jest dziennikarką, a właściwie jeszcze do niedawna nią była. Pisząc swój ostatni artykuł nie przypuszczała, że tragedia, która w związku z jego ukazaniem się rozegra, z dnia na dzień pozbawi ją chłopaka, pracy i dotychczasowego życia. Za namową współlokatorki Emmy Grey postanawia zacząć wszystko od nowa. Razem przeprowadzają się do małego miasteczka w stanie Pensylwania, gdzie Leah podejmuje pracę w szkole. Pewnego dnia niedaleko ich domu zostaje napadnięta kobieta, Bethany Jarvitz. Jej stan jest krytyczny. Nie ma żadnej rodziny i żadnych przyjaciół, za to bogatą kryminalną przeszłość i jest z wyglądu bardzo do Leah podobna. Kobieta jest przerażona sytuacją, tym bardziej, że już od dłuższego czasu odbiera głuche telefony i ma wrażenie, że jest obserwowana. Dodatkowo Emma od paru dni nie wraca do domu. Gdy Leah zgłasza jej zaginięcie uświadamia sobie, że tak naprawdę nic nie wie o swojej współlokatorce i nie ma żadnych konkretnych dowodów na to by Emma kiedykolwiek istniała. Czy Leah to wszystko sobie tylko wymyśliła, czy też może popada w obłęd? Czy jest sprawczynią niepokojących wydarzeń czy też niewinną ofiarą? Komu zatem może zaufać i czy znajdzie się choć jedna osoba, która uwierzy, że Emma naprawdę tutaj mieszkała?

Sięgając po powieść Megan Mirandy nie do końca wiedziałam czego mogę się po niej spodziewać. Oszem opis okładkowy był bardzo zachęcający, ale przecież wszyscy doskonale wiemy jak to z opisami bywa. Sama ciekawa fabuła nie gwarantuje sukcesu, a ponieważ uwielbiam thrillery psychologiczne postanowiłam zaryzykować i dałam się bez reszty wciągnąć w intrygę stworzoną przez autorkę. Zagłębiając się stopniowo w historię, tylko jedno słowo cały czas siedziało mi w głowie. To ono oddawało całą atmosferę powieści i jednocześnie doskonale pasowało do postaci głównej bohaterki Leah. To słowo to "niepokojący". Ten niepokój towarzyszył mi już od pierwszych stron i nie opuścił do samego końca książki. Autorka z wielką wprawą stopniowo budowała napięcie, wprowadzając elementy nieufności i niedopowiedzeń. Myśli kłębiące się w głowie Leah, będące jednocześnie narracją, jej analizy sytuacji i jej wspomnienia, dodatkowo potęgowały uczucie lęku. Realność sytuacji i namacalna atmosfera zagrożenia sprawiały, że dawno żadna książka nie zrobiła na mnie takiego niepokojącego wrażenia. Dodatkowo autorka umiejętnie balansowała chronologią. Teraźniejszość przeplatana była wspomnieniami, które również były czytelnikowi dawkowane. Zdarzało się bowiem, że Leah nie do końca potrafiła odróżnić realne wspomnienia od urojeń. Zdarzało się także i tak, że i te wspomnienia z czasem się zatracały, dając nam niekompletny obraz rzeczywistości, były jak pęknięte lustro. Megan Miranda stworzyła powieść, która przyprawiała mnie o dreszcze. Bynajmniej nie za sprawą brutalnych i krwawych scen, bo tych praktycznie nie było, ale tej fantastycznie wykreowanej atmosfery lęku, która sprawiła, że nie odłożyłam książki, nim nie doczytałam jej do końca.

Fani thrillerów psychologicznych na pewno nie będą zawiedzeni, bo "Co o mnie wiesz?" to naprawdę powieść godna polecenia.


"To prawda, że czasami niebezpieczeństwo czai się 
w kimś, kogo niby dobrze znamy"


OCENA: 9/10


Za możliwość przeczytania książki dziękuję
Wydawnictwu Znak


niedziela, 14 kwietnia 2019




"Wierzę, że wszyscy jesteśmy wariatami, tylko w różny sposób"

Szpital psychiatryczny do doskonałe tło wydarzeń, a gdy jeszcze mamy do czynienia ze zbrodnią, niestabilnym umysłem i zagadką prawie nie do rozwiązania, mamy ogromną nadzieję, że książka, którą właśnie zamierzamy przeczytać będzie wyjątkowa. Z takim nastawieniem zasiadłam do lektury "Pacjentki".

Alicia Berenson w chwili gdy zabiła swojego męża Gabriela, znanego fotografa, była cenioną i odnoszącą wielkie sukcesy malarką. Wszystko świadczyło przeciwko kobiecie. Została znaleziona sama wraz z ciałem męża, a na pistolecie widniały tylko jej odciski palców. Żadnych świadków, żadnych innych podejrzanych, żadnych odpowiedzi na zadawane pytania - Alicja bowiem zamilkła. Od momentu morderstwa nie wypowiedziała ani jednego słowa, nie wyraziła skruchy, nie broniła się też w sądzie, pozostała niewzruszona i milcząca. Kobieta uznana została za niepoczytalną i umieszczona w zakładzie psychiatrycznym. 
Na możliwość zatrudnienia w ośrodku, w którym przebywa milcząca Alicia, Theo Faber czekał od lat. Jego decyzja chęci przyjęcia pracy w tym upadającym szpitalu, który pozbawiony dotacji w każdej chwili może zostać zamknięty, była niezrozumiała. Theo nie mógł bowiem liczyć ani na zawodowy prestiż, ani na podwyżkę. Jednak mógł liczyć na coś zupełnie innego - na możliwość  pracy z Alicią Berenson i dowiedzenia się o przyczynie jej milczenia i powodach zamordowania własnego męża.
Autor już w pierwszym zdaniu pierwszego rozdziału w prostych słowach zapoznaje nas z sytuacją - "Alicia Berenson miała trzydzieści trzy lata, gdy zabiła męża". Jak do tego doszło i czy rzeczywiście ona była sprawczynią tej okropnej zbrodni dowiemy się z czasem. Akcja powieści toczy się trójtorowo. Pierwszą perspektywą jest teraźniejsze życie szpitala psychiatrycznego, w którym przebywa Alicia. Druga to pamiętnik kobiety, w którym opisuje wydarzenia mające miejsce w ostatnich tygodniach przed tragedią. Natomiast trzecim elementem są osobiste wspomnienia Theo. Z początku nie bardzo rozumiałam, dlaczego prywatne przeżycia lekarza zostają wplecione w zupełnie inną historię i dlaczego on a nie Alicia wydaje się być głównym aktorem tego przedstawienia, z czasem jednak wszystko pięknie się wyjaśniło. Alex Michaelides okazał się bowiem tak sprytnym i przebiegłym reżyserem tego spektaklu, że to co na początku wydawało się niezrozumiałe i wręcz niepotrzebne, na koniec okazało się niezbędnym elementem tej układanki. 
"Pacjentka" okazała się thrillerem zaskakującym. Jest tego typu książką, którą w trakcie czytania trudno jest odłożyć. Próbując rozwikłać tę zagadkę, sama miałam pewne podejrzenia co do zaistniałych wydarzeń i możliwych rozwiązań. Tym bardziej, że jak to zawsze bywa w tego typu powieściach, wszyscy wydaja nam się podejrzani. Ani życie naszych bohaterów nie jest idealne, ani osoby z ich otoczenia nie są kryształowi. Każdy z nich ma coś do ukrycia, każdy z nich przedstawia światu swoja inną twarz. Kłamstwa, intrygi, zdrada, gniew i wreszcie ostateczność - zabójstwo. Zarówno to fizyczne, jak i psychiczne - bo jak dowiadujemy się z tej historii, zabić człowieka można na wiele sposobów. Niestety z przykrością muszę przyznać, że zostałam bardzo sprytnie wywiedziona w pole. Takiego zakończenia nie brałam w ogóle pod uwagę. 

Nie pozostaje mi nic innego jak szczerze polecić "Pacjentkę". Dla wszystkich, którzy lubią takie historie to wręcz lektura obowiązkowa. 


"Niewyrażone emocje nigdy nie umierają. Zostają zakopane żywcem, aby powrócić później w znacznie gorszej postaci"

OCENA: 8/10



Za możliwość przeczytania książki dziękuję 
Wydawnictwu WAB

piątek, 12 kwietnia 2019



"Ci, którzy nie czuli strachu bywali najbardziej przerażający"


Czworo obcych sobie ludzi znika nagle bez śladu. Elementem łączącym te zaginięcia jest dzień ich urodzin i pozostawiona na miejscu, w którym ostatnio przebywali, kartka urodzinowa z życzeniami z okazji pierwszych urodzin wraz z wiadomością skierowaną bezpośrednio do nich - Twój prezent to gra. Zagraj - jeśli się odważysz. Ponieważ jedną z zaginionych osób jest znajoma byłego agenta służb specjalnych a dziś detektywa Marcusa Jamesona, osobiście angażuje się on w rozwiązanie tej zagadki. O pomoc prosi swoja współpracowniczkę psycholog Augustę Bloom. Co łączy tych wszystkich zaginionych ludzi? W pierwszym momencie wydaje się, że absolutnie nic. W miarę zagłębiania się w sprawę, odkrywamy, że do gry zapraszane są tylko wybrane osoby, spełniające konkretne wymagania oraz, że ta zaginiona czwórka stanowiła tylko ułamek grupy osób, która odważyła się zagrać. Kto i dlaczego wysyła te tajemnicze zaproszenia i kim są wybrani ludzie? 

Leona Deakin rozpoczynała swoją zawodową karierę jako psycholożka, współpracując jednocześnie z policją. Jej doświadczenie zdobyte w prowadzeniu śledztw nie będąc zawodową policjantką, zaowocowały stworzeniem fantastycznego detektywistycznego duetu. Markus Jameson i Augusta Bloom współpracują ze sobą już od kilku lat. Pierwszy jednak raz śledztwo dotyka ich osobiście. Introwertyczna, zamknięta na ludzi i samotna Augusta od lat zajmuje się zagadnieniem osobowości psychopatycznej, z którą to jeszcze jako niedoświadczona psycholog dziecięca miała do czynienia przed laty. Tragiczne w skutkach przeżycia, których była pośrednio sprawczynią, ukształtowały ją. Również Markus, były agent MI6, nauczony funkcjonowania w świecie kłamstw, pozorów i tajemnic, nie do końca potrafi ułożyć sobie życie. Para głównych bohaterów jest stworzona idealnie. Z pozoru diametralnie od siebie różni, gdy jednak przyjrzymy się im z bliska to zobaczymy, że są doskonałym swoim uzupełnieniem. Są przyjaciółmi, partnerami, bliskimi sobie osobami, każdy z nich ma jednak swoje własne demony w szafie i niewidzialną granicę, której wzajemnie nie przekraczają.
W miarę rozwoju śledztwa Markus i Augusta nie tylko odkrywają zasady gry, ale także, z początku zupełnie nieświadomie, sami biorą w niej udział. Okazuje się bowiem, że historia życia zatacza koło, a coś co wydawało się tylko tragicznym wspomnieniem, było kłamstwem i nicią łączącą przeszłość z teraźniejszością.
Historia stworzona przez autorkę zachwyciła mnie od samego początku. Uwielbiam thrillery psychologiczne, niespokojne umysły, walkę z własnym ja. Również i w tym przypadku zafascynowałam się głównym tematem czyli psychopatią. Fabuła wciągnęła mnie od samego początku, jednak to zaburzenia osobowości były tym co najbardziej zafascynowało mnie w tej powieści. Mimo iż na długo przed zakończeniem domyślałam się rozwiązania całej historii, to jednak do samego końca czytałam ją z niegasnąca ciekawością. Uważam, że jest to jeden z lepszych debiutów jakie miałam przyjemność czytać w ciągu ostatnich miesięcy. Cieszę się również na kontynuację serii. Bowiem Wydawnictwo zapowiedziało, że jeszcze w tym roku ukaże się kolejna książka z doktor Augustą Bloom. 


"Istnieją też psychopaci tacy jak my - to nas przeciętni powinni się naprawdę bać. My nie tylko żyjemy w ich społeczeństwie, my nim sterujemy. I tak dobrze nam to wychodzi, że nikt niczego nie podejrzewa"


OCENA: 8,5/10


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Burda Książki




środa, 10 kwietnia 2019




"W końcu zrobię coś dobrego. Bo ciężko jest patrzeć w lustro i unikać własnego spojrzenia"

"Braterstwo krwi" to druga cześć serii "Zakręty losu" i bardzo dobra jej kontynuacja. Tym razem głównym bohaterem autorka uczyniła Łukasza Borowskiego vel Lucasa, który przyjmuje propozycję policji, by pod zmienionym nazwiskiem i oczywiście wyglądem, przeniknąć w struktury mafii, pomagając tym samym w ujęciu jej szefów. Katarzyna i Krzysztof wspólnie prowadzą kancelarię adwokacką i ponownie zostają wpleceni w wir mafijnych wydarzeń. Tym razem bracia stoją po tej samej stronie barykady. Działać muszą jednak rozsądnie, wiedząc, że każdy zły ruch sprowadzić może na nich zemstę tych, którzy zdrad nie wybaczają. Od tego zależy nie tylko ich życie ale i życie ich najbliższych. 
Powieść Agnieszki Lingas-Łoniewskiej nie byłaby kompletna gdyby, obok oczywiście wątku sensacyjnego, autorka nie zaserwowała nam sporej dawki miłości. Katarzyna i Krzysztof wciąż są razem, kochając się miłością wielką. Łukasz natomiast nadal pamięta o swojej pierwszej i jak dotychczas jedynej wielkiej miłości - Małgosi. Obwinia się o jej śmierć i nawet nie przypuszcza, że mógłby od losu dostać ponowną szansę by kochać i być kochanym. Na jego drodze stanie jednak kobieta, Magdalena, maltretowana przez męża matka pięcioletniego chłopca, której Łukasz najpierw zaoferuje pomoc a później odda swoje serce. 

Autorka zgrabnie manewruje pomiędzy tymi dwoma światami, sensacyjnym i miłosnym, zachowując jednak równowagę. Tak jak w pierwszej części śledziliśmy życie Łukasza w oddali, to w tej, bardziej przybliżamy się do jego niebezpiecznego świata. Poznając go coraz bardziej odkrywamy, że w głębi duszy jest to człowiek, który doskonale zdawał sobie sprawę, że wskoczył do niewłaściwego pociągu, z którego nie można było już wyskoczyć nie tracąc przy tym życia. Miłość do rodziny i chęć odkupienia win sprawiły jednak, że własne życie nie było już najważniejsze dla Łukasza. Teraz liczyło się tylko dobro najbliższych mu osób - Krzysztofa, Katarzyny i Magdy, a on zrobi wszystko by ich ochronić.

Podobnie jak cześć pierwszą "Zakręty losu. Braterstwo krwi" czyta się naprawdę szybko. Historia jest wciągająca a solidna dawka emocji gwarantowana. W moim odczuciu ta część jest nawet odrobinę ciekawsza od poprzedniej. Mimo iż wiedziałam czego mniej więcej po tej historii mogę się spodziewać, to jednak zdarzały się momenty, które solidnie mnie zaskoczyły. Nie jest to absolutnie miałka sensacyjno-miłosna powieść. Jest to książka o przebaczeniu, odkupieniu win, braterskim poświęceniu i miłości, o kolejnej szansie od losu i odwadze by tę szansę wykorzystać. 


OCENA: 8,5/10



Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Burda Książki