Szukaj na tym blogu

poniedziałek, 25 marca 2019

CZASAMI KŁAMIĘ - ALICE FEENEY





"Potrafię zagrać każdą rolę, w której obsadziło mnie życie. Znam wszystkie kwestie; bardzo długo je ćwiczyłam"


"Czasami kłamię", debiutancką powieść Alice Feeney chciałam przeczytać od bardzo dawna, gdyż dawno, żaden okładkowy opis nie zaintrygował mnie tak bardzo jak te krótkie zdania:

--- Nazywam się Amber Reynolds. Są trzy rzeczy, które powinniście o mnie wiedzieć: 1. Jestem w śpiączce. 2. Mój mąż już mnie nie kocha. 3. Czasami kłamię --

Amber Reynolds leży w śpiączce, w którą zapadła w wyniku wypadku samochodowego. Jej ciało nie reaguje, mózg natomiast żyje wspomnieniami, teraźniejszością i ..... kłamstwem. Usilnie próbuje sobie przypomnieć co się wydarzyło i kto jest odpowiedzialny za jej stan. Wspomnienia, luki w pamięci, kłamstwa, to wszystko przeplata się w umyśle Amber, stopniowo odkrywając niewielkie fragmenty przeszłości.
Alice Feeney w swojej powieści zastosowała formę teraźniejszej relacji oraz retrospekcji bliższej i dalszej. Bliższa, dziejąca się kilka dni przed wypadkiem, przeplatana jest z tą dalszą, czyli wpisami z pamiętnika, który prowadziła najbliższa przyjaciółka Amber, wtedy gdy obie dziewczynki miały dziesięć lat. Z czasem poznajemy ich dzieciństwo i wydarzenia, które na zawsze zmieniły ich życie. Stopniowo także poznajemy wszystkich bohaterów powieści - samą Amber, jej siostrę Claire i męża Paula, a także staramy się wyłowić z mroku wspomnień i niedopowiedzeń ich wzajemne relacje, nigdy tak do końca nie będąc pewnym co jest kłamstwem, a co nim nie jest. Wciąż szukamy odpowiedzi na pytania - kto i co doprowadziło do tragedii, oraz kim tak naprawdę są obie siostry i jakie łączą je relacje.
Autorce już od samego początku udało się mnie złapać w swoją sieć niedomówień. Zamknięta w umyśle Amber próbowałam za wszelka cenę odkryć prawdę dokładnie analizując sytuację, i kiedy już byłam pewna, że odkryłam  wszystkie jej tajemnice, to nowe wydarzenia uświadamiały mi w jak wielkim jestem błędzie. Do samego bowiem końca nie znamy całości tej historii, a finałowe strony powieści całkowicie wywracają nasze domysły do góry nogami.
"Czasami kłamię" to naprawdę bardzo dobry thriller, który porwie czytelnika od samego początku, ściśnie mocno i nie puści aż do finału. Sama historia jest bardzo ciekawa, a fakt, że nie możemy być pewni czy to o czym czytamy jest faktycznie prawdą, jeszcze dodaje jej smaczku. Przymus rozwiązania tej zagadki i doczytanie powieści do końca, był dla mnie silniejszy niż zmęczenie, a to chyba najlepsza rekomendacja.



"Historia jest lustrem, a my to tylko starsze wersje samych siebie; dzieci poprzebierane za dorosłych"


OCENA: 8,5/10



piątek, 22 marca 2019

MARTWE DZIEWCZYNY - GRAEME CAMERON






"Ja nazywam go po prostu TAMTYM MĘŻCZYZNĄ. TAMTYM MĘŻCZYZNĄ, który mnie skrzywdził. TAMTYM MĘŻCZYZNĄ, który pozbawił mnie wspomnień, nadziei i przyszłości. TAMTYM MĘŻCZYZNĄ, który prawie mnie zabił gołymi rękami"



Kryminał to jeden z moich ulubionych gatunków, więc zawsze sięgam po niego z ogromną ciekawością. Zastanawiam się jakim człowiekiem będzie główny bohater i jaką tym razem zagadkę kryminalną przyjdzie mi wspólnie z autorem rozwiązać. Ogromnym sentymentem darzę również tych autorów, z którymi spotykam się po raz pierwszy. Zazwyczaj po przeczytaniu jednej książki wiem czy zostanę z nim na dłużej, czy jednak więcej nie sięgnę po żaden jego tytuł. Czasami jednak, mimo wcześniejszej czytelniczej porażki, postanawiam nie skreślać od razu jego twórcy, tylko dać mu kolejną szansę. "Martwe dziewczyny" to kryminał, który bardzo mnie zaciekawił. Nazwisko autora nic mi nie mówiło, a ja uwielbiam być czytelniczym odkrywcą. Także okładkowy opis zachęcał do sięgnięcia po tę książkę, więc sięgnęłam.
Podczas policyjnej obławy na seryjnego mordercę giną policjanci, a detektyw Alisha Green zostaje poważnie ranna. Jednak już po dwóch miesiącach wraca do służby z zamiarem schwytania psychopaty. Sprawy jednak się nieznacznie komplikują, nikt tak naprawdę nie zna mordercy, a ci co widzieli jego twarz kolejno giną. Dodatkowo śledztwo utrudnia fakt, że Alisha nie odzyskała w pełni sił i ma spore kłopoty z pamięcią. Nie do końca ma świadomość tego co jest faktem, a co wytworem jej wyobraźni. Rozpoczyna się walka na śmierć i życie, mimo iż z góry widać, że szanse są nierówne. Morderca zabija nadal i wciąż zaciera ślady.

Po przeczytaniu książki miałam ogromny kłopot z jej oceną. Już na samym początku byłam zdziwiona faktem powrotu do pracy głównej bohaterki po zaledwie dwóch miesiącach od wydarzeń, które prawie pozbawiły ją życia. Poważne zaburzenia pamięci, problemy z utrzymaniem równowagi czy drętwienie nóg to tylko niektóre problemy, z którymi borykała się Ali. Nastawiona jednak na cel schwytania mordercy, robi wszystko co może, by wyglądać w oczach kolegów i przełożonych na w pełni zdrową. Początkowo bardzo spodobała mi się intryga stworzona przez autora. Zaginione dziewczyny, morderca bez nazwiska i twarzy, błędne tropy i, jakby na to nie spojrzeć, nietuzinkowy problem zdrowotny głównej bohaterki. Z czasem jednak zaczynałam się w tym wszystkim gubić. Książka stała się chaotyczna, autor przeskakiwał z tematu na temat i z osoby na osobę. Muszę przyznać, że pierwszy raz miałam takie problemy z połączeniem wszystkiego. Brakowało mi elementu, który złączyłby wszystkie wątki w jedną całość. Również zakończenie pozostawiło we mnie wielki niedosyt. Spodziewałam się fajerwerków, a otrzymałam sztuczny ogień. Miałam także wrażenie, że autor pisał te powieść w pośpiechu, że jak najszybciej chciał ją zakończyć. Brakowało mi bardziej rozbudowanej warstwy obyczajowej, głębi postaci mordercy oraz jego ofiar. Spłycenie, a nawet nie poruszanie tych tematów sprawiło, że tak naprawdę niewiele obchodził mnie los ofiar, a osoba mordercy w ogóle mnie nie zainteresowała. Wielka szkoda, bo pomysł był naprawdę znakomity - zabrakło tylko precyzji wykonania. 
Opisując swoje wrażenia z przeczytanej książki zawsze staram się podchodzić do tego obiektywnie. Nie oceniam osobowości bohaterów, nie analizuję, czy ich lubię czy nie. Nigdy nie jest to moim kryterium. Styl pisania i inteligentne poczucie humoru - zawsze doceniam, ale najważniejsze dla mnie są logiczność i konsekwencja zdarzeń, a tego niestety tutaj zabrakło. 

OCENA: 6/10


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu HarperCollins


 

niedziela, 17 marca 2019

ZAPISANE W PAMIĘCI - EWA PIRCE




"Nikt nie chce zepsutej zabawki, misia bez oka, lalki bez ręki czy samochodziku bez koła. Tym bardziej nie potrzebuje zadawania się z człowiekiem okaleczonym nie tylko wewnętrznie ale i zewnętrznie. Rozchwytywane są rzeczy ładne, błyszczące, nieskalane. To co brzydkie się wyrzuca, nie przygarnia"

W momencie, kiedy otrzymałam do przeczytania "Zapisane w pamięci" Ewy Pirce, byłam odrobinę przerażona objętością książki. Ponad 700 stron tekstu. Zastanawiałam się kiedy ja ją przeczytam. Moje obawy okazały się zupełnie niepotrzebne. Okazało się, że powieść o miłości dwojga ludzi pokiereszowanych przez życie pochłonęłam dosłownie w kilka wieczorów. 
Eva jako nastolatka podjęła najgorszą decyzję w swoim życiu. Porzuciła rodzinę, uciekając ze swoim ówczesnym chłopakiem. Zaślepiona miłością, nie przypuszczała, że chłopak okaże się jej najgorszym koszmarem, jej oprawcą. Po kilku latach upokorzeń i bólu Evie udaje się uciec i zacząć nowe życie. Na swojej drodze spotyka Alexa, boksera odnoszącego wielkie sukcesy w sporcie. Bogatego i niestroniącego od kobiet przystojnego mężczyznę, który pod maską nonszalancji ukrywa swoje prawdziwe oblicze. Oblicze człowieka okrutnie skrzywdzonego w dzieciństwie przez własnych rodziców, odrzuconego, bitego, poniżanego i niekochanego, który już zawsze będzie nosił w sobie tę traumę z dzieciństwa i który jest przekonany, że nikt go w życiu tak naprawę nigdy nie pokocha, bo on sam nie zasługuje na miłość. Losy tej dwójki jednak się splatają, oboje dostają drugą szansę od życia. Czy jednak będą potrafili zapomnieć o przeszłości i zacząć wszystko od nowa, i czy miłość, która ich połączyła przetrwa zakręty i przeciwności, które napotkają na swojej wspólnej drodze? Czy dla tak pokiereszowanych dusz istnieje jeszcze druga szansa?
"Zapisane w pamięci" nie jest pierwszą książką napisaną przez tę młodą autorkę. Niestety nie znam jej wcześniejszych powieści, więc ta była dla mnie wielką czytelniczą zagadką.  Cała historia opowiedziana została z dwóch perspektyw - Evy i Alexa. Rozdziały wzajemnie się przeplatają, pokazując naprzemiennie ich punkt widzenia. Czasami fabuła nakładała się na siebie, czasami kolejny rozdział był kontynuacją wcześniejszego. Mnie osobiście ten zabieg bardzo się podobał. I tak jak konstrukcji książki nie mam nic absolutnie do zarzucenia, tak odrobinę za dużo jak dla mnie było tego lukru na torcie, który nam autorka zaserwowała. Większość książki opowiada o rodzącej i rozwijającej się miłości Alexa i Evy, i ogromnej namiętności, która temu towarzyszy. Początkowo jest pięknie, słodko i gorąco - wszak to jest romans, więc sprawa całkowicie zrozumiała, ale w pewnym momencie, mimo całej mojej sympatii do bohaterów, zasłodziłam się i z trudem przełykałam kolejne kawałki tego tortu. Brakowało mi akcji, czegoś co porwie mnie w wir, tej odrobiny zaskoczenia, większej głębi fabuły. I owszem doczekałam się. Ostatnie 200 stron to było naprawdę coś. Bohaterowie w końcu pokazali swoje możliwości. Otrzepali się z lukru i ruszyli do przodu, walcząc o swoją przyszłość, którą nieubłaganie doganiały duchy przeszłości. Nie zbuduje się bowiem czegoś nowego na gruzach - by powstał dom, trzeba wcześniej uprzątnąć teren. I właśnie to sprzątanie według mnie było najlepszą częścią książki. 
Mimo że historia ta w większości opowiada o życiu Evy i Alexa, nie możemy zapominać o innych ciekawych postaciach stworzonych przez autorkę. Mam tu na myśli Jessicę, kuzynkę Evy i Samuela, przyjaciela i ochroniarza Alexa. Szczególnie ten ostatni zasługuje na naszą uwagę. Pani Ewo, myślę, że kolejna książka powinna opowiadać właśnie o Samuelu i jego losach. Stworzyła Pani bowiem tak tajemniczą i niesamowitą postać, że szkoda byłoby o niej nie opowiedzieć. Proszę tylko jej za bardzo nie przesłodzić, Sam w wersji wytrawnej będzie idealny.

"Zapisane w pamięci" to książka, która z pewnością poruszy wielu. Dla tych, którzy uwielbiają pikantne, pełne namiętności romanse jest to pozycja obowiązkowa. Ja oczywiście z wielką ciekawością sięgnę i po inne powieści tej autorki, i na pewno będę czekała na kolejne, bo to, że Ewa Pirce powinna dalej pisać i rozwijać się literacko, nie podlega dyskusji.


"Miłość nie przezwycięży naszych lęków i obaw, może jedynie pomóc nam stawić im czoła"

OCENA: 6,5/10


Za możliwość przeczytania książki dziękuję 
Wydawnictwu NieZwykłemu


wtorek, 12 marca 2019

TAJEMNICE WYDARTE ZMARŁYM - EMILY CRAIG





"Możecie uważać mnie za wariatkę, ale nie wyobrażam sobie lepszego sposobu spędzania czasu niż badanie stosu kości, wypreparowywanie zakrwawionego kolana ze świeżo przywiezionych zwłok czy długa sesja fotograficzna rozkładającej się twarzy - albo cokolwiek innego, co zaspokajałoby moją niekończącą się fascynację naszymi kośćmi, mięśniami i ścięgnami"

Emily Craig jest antropolożką sądową. Jest także uczennicą profesora Billego Bassa, twórcy słynnej Trupiej Farmy, pod opieką którego uczyła się zawodu. Przez piętnaście lat pracowała także jako rysowniczka medyczna i sądowa. W późniejszych latach doskonale połączyła oba te zawody.
Kim jest zatem antropolog? Jednym słowem można go określić jako specjalistę od kości. Zwęglone zwłoki, rozkładający się szkielet, czy okruchy w łuparce do kości to własnie przedmioty badań antropologa. 
Emili Craig w swojej książce opisuje śledztwa, w których brała udział i z wielkim zaangażowaniem opowiada o codziennym życiu antropologa sądowego. O chwilach zwątpienia, ale też i triumfu. Pracy ponad siły i ogromnej radości, gdy uda się ustalić i skazać przestępcę winnego okrutnej zbrodni. Każdy rozdział opowiada o innym żmudnym śledztwie prowadzącym do rozwiązania zagadki. Autorka ramię w ramię z policjantami, oficerami federalnymi, naukowcami i lekarzami innych specjalizacji, cierpliwie bada każdy najmniejszy element kostny, dokumentuje dowody, ustala przyczyny śmierci i pomaga w ustaleniu tożsamości ofiary. Z kości można mianowicie odczytać wiek denata, jego płeć, wzrost, wagę a także rasę. Craig bardzo skrupulatnie, wręcz akademicko, opisuje wszystkie czynności jakie wykonuje w czasie swojej pracy. Krok po kroku przeprowadza nas przez procedury "wydzierania tajemnicy zmarłym" w pożarze członków sekty mieszkających na przedmieściach Waco, identyfikacji szczątków tysięcy ofiar po zamachu terrorystycznym na World Trade Center czy w Oklahoma City. Opowiada także o mniej znanych śledztwach, w których uczestniczyła. Każde jednak traktowała jednakowo i z należytą starannością, wyznając zasadę aby nigdy się nie spieszyć i pilnować, by nie przeoczyć żadnego szczegółu.
Mimo ciężkiej tematyki książkę czyta się naprawdę rewelacyjnie. Każdy opisany przypadek jest inny, a każde kolejne śledztwo poszerza naszą wiedzę z dziedziny antropologii sądowej. Chłonęłam tę wiedzę jak gąbka. Czasami czułam się wręcz jakbym stała obok antropolożki i razem z nią odkrywała wszystkie te tajemnice zawarte w kościach zmarłych. Byłam zafascynowana jej pracą. Zdawałam sobie jednak sprawę, że odczuwałam to wszystko tylko powierzchownie. Nie czułam zapachu ludzkich zwłok, ani nie dotykałam zwęglonego szkieletu, nie musiałam oddzielać tkanek miękkich od kości, ani precyzyjnie sklejać rozbitej czaszki, a mimo to czułam jakbym ja sama uczestniczyła w śledztwach, gdyż moja wyobraźnia pracowała na najwyższych obrotach. 
Dla mnie pasjonatki horrorów, thrillerów i krwawych kryminałów, "Tajemnice wydarte zmarłym" to była wręcz lektura obowiązkowa. Spodziewałam się solidnej porcji wiedzy z dziedziny i tę wiedzę otrzymałam. Serdecznie polecam nie tylko fanom gatunku i serialu "Kości".


"Ostatecznie najdłużej zachowują się kości - i można z nich wiele wyczytać, jeśli się wie, jak to zrobić"

OCENA 8/10


Za możliwość przeczytania książki dziękuję
 Wydawnictwu Znak




poniedziałek, 11 marca 2019

VOX - CHRISTINA DALCHER





"Może tak samo było z nazistami w Niemczech, z Serbami w Bośni, z Hutu w Rwandzie; może właśnie tak to się odbyło"

"Dla triumfu zła wystarczy tylko aby dobrzy ludzie nic nie robili" - te słowa Edwarda Burka, wypowiedziane przez jednego z bohaterów powieści, są doskonałym wprowadzeniem do książki, która wywołała w moim umyśle istne trzęsienie ziemi. 
Pewnego dnia amerykański rząd wydaje dekret, którym zabiera wszystkim kobietom i dziewczynkom głos. Mogą wypowiedzieć one tylko 100 słów dziennie, a słowa odmierza założony na nadgarstek każdej z nich licznik (licznik zakładany jest dziewczynkom 5 dni po urodzeniu). Z dnia na dzień kobiety tracą pracę, a dziewczynki nie mogą już uczyć się czytać i pisać. Są całkowicie zależne od mężczyzn, a każdy przejaw nieposłuszeństwa jest surowo karany. W obozach pracy, z licznikiem nastawionym na zero słów dziennie, zamykani są wszyscy ci, którzy nie pasują do wizji idealnego świata stworzonego w umyśle fanatycznego władcy Wielebnego Carla Corbina. Kobiety w tym świecie nie mają żadnych praw. 
Doktor Jean McClellan, większość swojego życia poświęciła nauce i badaniom naukowym z dziedziny neurolingwistyki. Niestety dekret i ją pozbawił, zarówno głosu jak i pracy. Na siłę wtłoczona w schemat idealnej kobiety domowej, powoli stara się z tych ram uwolnić, chce na nowo odzyskać Głos. Pewnego dnia dostaje szanse ponownej pracy nad stworzeniem serum, które naprawi uszkodzone części mózgu. Zgadza się, wymuszając na rządzących pewne warunki. Zarówno ona jak i jej córeczka na czas eksperymentu nie będą nosiły ograniczającego licznika słów. Wie jednak, że jest to tylko tymczasowe. Uświadamia sobie także, że aby całkowicie odzyskać głos, musi stanąć do walki i w obronie wszystkich skazanych na milczenie kobiet.

Powieść Christiny Dalcher mną wstrząsnęła. Uświadomiła mi boleśnie, jak niewiele trzeba by doprowadzić do takich wydarzeń, jakie opisuje autorka w swojej powieści. Jak stopniowo wprowadzane zmiany, ograniczające swobody obywatelskie, zamykają usta tym, którzy mimo wewnętrznego  buntu, nie mogą wyrazić swojego sprzeciwu. Jak brak podstawowych praw obywatelskich prowadzi do destabilizacji społeczeństwa, a fanatyzm może wręcz prowadzić do jego całkowitej zagłady. 
Autorka stworzyła swoją przerażającą wizję świata tak realną, że od samego początku czytałam "Vox" z uczuciem wewnętrznego buntu. Buntu przeciwko totalitaryzmowi,  fanatyzmowi i okrucieństwu, a także przeciwko łatwości z jaką męskie społeczeństwo zaakceptowało wprowadzone zmiany. Wizja ta jest tym bardziej przerażająca, iż zdajemy sobie doskonale sprawę, że takie społeczeństwa w dzisiejszych czasach naprawdę istnieją.

"Vox" to ważna książka i ważny głos w sprawie równego traktowania obywateli bez względu na płeć, rasę, wyznanie czy orientację seksualną. Książka, która uświadamia nam, że to nie podziały i restrykcje prowadzą do spokoju i pokoju, ale wspólny marsz, wzajemne zrozumienie i poszanowanie drugiego człowieka. I chociaż odrobinę rozczarowałam się zbyt szybkim i zbyt oczywistym zakończeniem, to polecam tę książkę wszystkim, bo jest to powieść, którą po prostu należy przeczytać.

"Tyle razy chciałam go potępić, ale nie potrafię. Nikt nie rodzi się potworem. Każdy potwór powstaje stopniowo, kawałek po kawałku, jako sztuczne dzieło jakiegoś szaleńca, który niczym Frankenstein zawsze jest przekonany, że ma rację"

OCENA: 7,5/10


Za możliwość przeczytania książki dziękuję 
Wydawnictwu Muza