Szukaj na tym blogu

niedziela, 7 października 2018

ZANIM ZNIKNĘ - ANNA DĄBROWSKA






"Każdy z nas uczy się w swoim czasie gotowości do czegoś, odpowiedzialności za innych i miłości do siebie"


Twórczość Anny Dąbrowskiej poznałam całkiem niedawno. Jej "Nauczyciel tańca" - książka opowiadająca o miłości dwojga skrzywdzonych przez los ludzi, bardzo mi się podobała, więc płynąc na fali zachwytu od razu postanowiłam sięgnąć po kolejną jej powieść "Zanim zniknę". Mimo iż opowiadane przez autorkę historie są skierowane raczej do młodszego czytelnika, to jak widać czasami i one potrafią mnie zainteresować na tyle, że z ciekawością sięgam po literaturę new adult, już dawno młodym czytelnikiem nie będąc.

Osiemnastoletnia Wiktoria Brown przeprowadza się wraz z mamą i jej życiowym partnerem Piotrem z Krakowa do Gdańska. Pełna bólu po rozwodzie rodziców i samobójczej śmierci ojca, nie może się pozbierać psychicznie. O wszystko co się wydarzyło w jej życiu obwinia matkę i Piotra. Jest zagubiona, nieszczęśliwa i zbuntowana. Rozpoczyna naukę w nowej szkole o profilu artystycznym. W niej poznaje Maxa i Syriusza, którzy różnią się od siebie jak ogień i woda, noc i dzień czy też dobro i zło. Obaj są zainteresowani Wiktorią, jednak każdemu z nich przyświecają inne cele. Dziewczyna także nie pozostaje obojętna, powoli zakochuje się w jednym z nich. Nie wie jeszcze, że już niebawem przyjdzie jej się zmierzyć z konsekwencjami jej własnych wyborów, a nadchodzący rok okaże się przełomowy w jej życiu. 

Anna Dąbrowska w swojej książce porusza wiele ważnych dla nastolatków tematów - traumy z powodu straty rodzica, nastoletniego buntu, próby radzenia sobie z własnymi emocjami czy dokonywaniem trudnych życiowych wyborów, nierzadko determinujących ich przyszłe życie. Jak trudne potrafią być to sytuacje i jakie mogą być tego konsekwencje, dowiadujemy się własnie na przykładzie Wiktorii. 

"Zanim zniknę" to książka magiczna, w pełnym tego słowa znaczeniu. Elementy fantastyczne wplecione w fabułę, nadają powieści odrobinę nierealności. Wyznaczają one subtelną granicę między złym a dobry światem, między bólem a szczęściem, między nienawiścią a miłością. Są szczere i naturalne, podobne do snu, a jak wiadomo gdy śnimy to wszystko może się zdarzyć. I tutaj właśnie się zdarza. 

Postacie stworzone przez autorkę są bardzo wyraziste, a historia naszej bohaterki, która zaczyna się w momencie już podjętych przez dorosłych decyzji, wciągnęła mnie od razu. Sceny następowały po sobie szybko, bez zbędnych narracji czy niepotrzebnych rozważań. Jednak z czasem zaczęło mi tego własnie brakować, tych bardziej rozbudowanych sekwencji i głębszego wejścia w emocje i myśli bohaterów.  Dla mnie wszystko działo się odrobinę za szybko. Kiedy już rozsiadłam się wygodnie w fotelu i zaczynałam wczuwać się w akcję - następowała zmiana dekoracji. Bardzo natomiast podobało mi się zakończenie powieści, które jest doskonałym pretekstem do jej kontynuacji. Aby nie zdradzać tego zakończenia powiem tylko, że od razu przyszedł mi na myśl mit o Eurydyce i Orfeuszu.

"Zanim zniknę" to powieść nie tylko dla młodszego czytelnika, ale też dla trochę starszych wrażliwych dusz, które nie zawahają się wpuścić odrobiny nierealności do swojego życia.

OCENA: 7/10



Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu LIRA



wtorek, 2 października 2018

PANI HENRYKA I MORDERSTWO W PENSJONACIE - KATARZYNA GURNARD





"Drżyjcie, złoczyńcy! Wkraczam do akcji..."

Henryka Orłowska, sympatyczna emerytka z Łodzi, nie jest bynajmniej stetryczałą staruszka, ale pełną energii starszą panią, żyjącą według zasady, że trzeba żyć pełnią życia bo nie wiadomo ile go jeszcze zostało. Rozrywki, które wypełniały jej dzień były raczej bezpłatne lub niskopłatne, a Internet, z którego od niedawna korzystała, pozwalał jej na ich szybkie wyszukiwanie. Pani Henryka nie była więc podobna do innych emerytek, które gotowały i piekły dla całej rodziny, a w wolnym czasie zajmowały się wnukami. Nie miała dzieci, a tym bardziej wnuków, za to piekła smaczne ciasta, którymi zawsze obdarowywała listonosza przynoszącego jej co miesiąc emeryturę. Pewnego pochmurnego październikowego dnia listonosz także zapukał do jej drzwi. Tym razem nie przyniósł jednak emerytury ale list polecony, którego nadawcą była kancelaria adwokacka. List informował o spadku i to właśnie Pani Henryka spadek ten otrzymała. Ten fakt otworzył przed nasza emerytką drzwi do fascynującej, kryminalnej przygody, która rozegra się na południu Polski w pensjonacie Yorkshire.

Katarzyna Gurnard stworzyła ciepłą i zabawną historię kryminalną, w której trup może nie ściele się gęsto, ale jest mnóstwo zagadek do rozwiązania i tyleż samo tajemnic do ujawnienia. Do tego nie potrzeba wcale nieustraszonego stróża prawa, wystarczy jedna niepozorna starsza pani, która doskonale się bawi wcielając się w detektywa-amatora. Mimo że znalezienie mordercy nie jest sprawą niepoważną, to Pani Henryka, nasza główna bohaterka, swoimi poczynaniami nie raz sprawiła, że czytając książkę i wyobrażając sobie czytane sceny, śmiałam się serdecznie. 

Bohaterowie wykreowani przez autorkę są bardzo interesującymi postaciami. Każdy z nich jest inny i na swój sposób bardzo ciekawy. Wszyscy też mają do ukrycia przed światem jakąś tajemnice. Akcja powieści raz zwalniała, raz przyspieszała, jednak zawsze coś ciekawego się działo. Autorka zafundowała nam kilka zwrotów akcji i naprawdę trudno było mi odgadnąć, w którą stronę potoczy się to śledztwo. Czasami miałam wrażenie, że morderstwa nie dokonała jedna osoba, ale grupa osób mająca jeden wspólny motyw. Żaden z wytypowanych przez mnie podejrzanych, nie okazał się jednak tym właściwym, a samo zakończenie i tym samym ujawnienie mordercy pokojówki Róży, było dla mnie sporym zaskoczeniem.
 
"Pani Henryka i morderstwo w pensjonacie" to lekka i przezabawna historia, którą czyta się naprawdę błyskawicznie. To propozycja dla tych wszystkich, dla których kryminał nie musi być tylko i wyłącznie brutalnym, męskim światem zbrodni, ale może być czasami także ciepłą i zabawną opowieścią o tropieniu przestępcy i rozwiązywaniu zagadek kryminalnych. To idealna odskocznia od szarej codzienności i ciekawa propozycja na jesienne i zimowe wieczory.

OCENA: 7/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu LIRA.




piątek, 28 września 2018

KONTRATYP - REMIGIUSZ MRÓZ





"Kontratyp - okoliczność wyłączająca karną bezprawność czynu"

Joanna Chyłka powraca i tym razem będzie musiała zmierzyć się z nie lada wyzwaniem. Jednak nie na sali sądowej, ale wspinając się na Annapurnę. Brzmi ciekawie? Też tak pomyślałam trzymając w ręce najnowszy tom serii - "Kontratyp". Pomyślałam tak, nie mając jednak pewności, czy książka mi się spodoba czy też nie. Moją przygodę z tą serią zaczęłam od samego początku, gdy tylko pojawiła się ona  na rynku. Pierwsze trzy tomy przeczytałam w pełnym zachwycie, czwarty natomiast utknął na mojej półce z zakładką zaznaczającą stronę mniej więcej w połowie powieści. Potem jeszcze sporadycznie wracałam do tej serii, jednak bez fajerwerków. Nikt bowiem nikogo nie oszuka twierdząc, że autor we wszystkich swoich powieściach trzyma poziom, i że zawsze unoszą się nad nimi ochy i achy. To tak jak w życiu - raz jest lepiej, raz trochę gorzej. Nie wiem więc czy to, że "Kontratyp" czytało mi się bardzo przyjemnie, jest zasługą tej mojej seryjnej wstrzemięźliwości i może odrobiny tęsknoty za wykreowanym przez pisarza prawniczym światem naszych bohaterów, czy jest to po prostu na tyle dobra powieść, że potrafiła mnie zaciekawić swoja treścią i sprawić bym jeszcze raz powróciła do przerwanych tomów.

Serie kryminalne mają to do siebie, że sprawy kryminalne, tu w tym przypadku także i sądowe, rozgrywają się na jednej płaszczyźnie, zazwyczaj zamykając się - chociaż nie jest to regułą - w obrębie jednego tomu, życie naszych bohaterów biegnie natomiast nieprzerwanie. Warto więc śledzić je od samego początku i w odpowiedniej kolejności, jednak nie jest to obowiązkiem. 
W tomie ósmym Joanna Chyłka i Konrad Oryński, zwany Zordonem, nadal są parą i nadal  pracują w jednej kancelarii. Tym razem wspólnie stawią czoła sprawie, która będzie bezpośrednio dotyczyła Joanny i jej najbliższej rodziny. Chyłka bowiem szantażem zmuszona została do obrony polskiej himalaistki,  zatrzymanej przez Nepalczyków w momencie nielegalnego przekraczania granicy nepalsko-tybetańskiej i oskarżonej o zamordowanie swoich kolegów, z którymi kilka tygodni temu wspinała się na Annapurnę. Mimo wewnętrznego buntu i nie do końca zrozumiałych motywów tajemniczej osoby pociągającej za sznurki, Joanna godzi się na wszystko. Stawką bowiem jest życie jej bratanicy, a z takim faktem się nie dyskutuje. Próbując dowiedzieć się czegokolwiek o osobie, której bronienia się podjęła, nieopatrznie wyciąga na światło dzienne swoją pierwszą w karierze sprawę sprzed lat, która ostatecznie okazuje się być kluczem do rozwiązania całej zagadki.

Coś jest takiego w głównej bohaterce, że mimo, iż różnimy się od siebie i czasami mnie koszmarnie drażni, to jednak muszę uczciwie powiedzieć, że lubię Joanna Chyłkę. Ma wiele cech które cenię - sarkastyczne poczucie humoru, żonglowanie skojarzeniami czy łatwość łącznia faktów. Jest silną, niezależną i inteligentną kobietą. Kiedy już zdejmie z siebie zbroję maskującą emocje, potrafi być nawet odrobinę ludzka. Ale nie samą Chyłką "Kontratyp" żyje - jest i Zordon, chociaż jego osoba jest tutaj całkowicie drugoplanowa, czasami wydaje się wręcz przezroczysty, wiec jeżeli w przyszłości autor z tym faktem niczego nie zrobi to obawiam się, że już niedługo nasz bohater zniknie, całkowicie przysłonięty charyzmą Joanny.
Remigiusz Mróz jest prawnikiem i to doskonale wyczuwa się w trakcie czytania. Sprawnie żongluje prawniczymi terminami, podsuwa zawodowe rozwiązania, które tylko znawca tematu jest w stanie wiarygodnie wpleść w fabułę. Nie jest jednak specjalistą od wspinaczki wysokogórskiej. Ja wiem, że nie z takich tarapatów udało się naszej bohaterce wygrzebać, jednak wydaje mi się mało prawdopodobne by Chyłka, prowadząc taki tryb życia jaki prowadzi, była w stanie dokonać takich "himalajskich cudów" jakich dokonała na Annapurnie. Aby jednak nie psuć przyjemności z lektury nie zdradzę nic więcej. Kto przeczyta - ten sam się przekona, bo "Kontratyp" to kryminał z naprawdę ciekawą intrygą i szybkimi zwrotami akcji. Tu nie ma czasu na nudę i ja bynajmniej się nie nudziłam. Doskonale się bawiłam wyłuskując z treści różnorodne wydarzenia dziejące się zarówno współcześnie, jak i w przeszłości. Lubie jak autor bawi się z czytelnikiem, zmuszając go niejako do odrobienia lekcji zanim ten zatopi się w lekturze. 

Nie ukrywam, że z zaciekawieniem sięgnę po kolejny tom osobisto-zawodowych przygód nieustraszonej Joanny Chyłki, ale błagam Panie Remigiuszu, niech Pan pozwoli mi za nią choć odrobinę zatęsknić.




"Odwołaj ekipę sprzątającą - własnie pozamiatałam" 


OCENA: 7/10



Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu



wtorek, 18 września 2018

OBSERWUJĘ CIĘ - TERESA DRISCOLL




"Nie wolno ci tak myśleć. Nie możesz brać sobie na barki ciężaru całego świata. Nie zrobiłaś nic złego. Nic, Ello. To ci mężczyźni. Nie ty. Nie możesz winą obarczać siebie"

Thriller psychologiczny to coraz częściej doceniany przeze mnie gatunek. Brak w nim krwawych pościgów, trupów ścielących się gęsto, nagłych i szybkich zwrotów akcji. Autorzy thrillerów psychologicznych zazwyczaj skupiają się na tym co ukryte w umysłach bohaterów, na ich myślach, które oplatając czytelnika niczym pajęcza sieć. Wątki kryminalne natomiast zdają się schodzić na dalszy plan. "Obserwuję cię" jest właśnie takim thrillerem, w którym to zbrodnia stanowi tło dla interesująco skonstruowanego studium psychologicznego życia dwóch obcych sobie rodzin, które połączyło jedno tragiczne wydarzenie.

Zaczyna się całkiem niewinnie. Ella Longfield będąc w pociągu jadącym do Londynu, przypadkowo przysłuchuje się rozmowie dwóch młodych dziewczyn z ledwo co poznanymi dwoma młodymi mężczyznami. Mężczyźni nie różnią się praktycznie niczym od innych dwudziestokilkuletnich młodych ludzi - są śmiali i hałaśliwi, do pociągu wbiegając dosłownie w ostatniej chwili. Każdy z nich trzyma w rękach czarny plastikowy worek na śmieci z nieznaną zawartością. Szybko wyjaśnia się powód posiadania przez nich tak oryginalnych rzeczy. Mężczyźni bowiem wyszli właśnie  z więzienia, a w workach  znajduje się cały ich osobisty dobytek. Ella jest matką nastolatka i jak każda matka reaguje na tę sytuację wewnętrznym sprzeciwem. Zdaje sobie sprawę, że znajomość byłych więźniów z nastolatkami nie może wróżyć niczego dobrego. Dziewczyny jednak świetnie się bawią w towarzystwie nowo poznanych osób. Nie proszą o pomoc, nie czują się nawet skrępowane tym spotkaniem, wręcz przeciwnie. Kobieta postanawia nie ingerować i opuszcza wagon, pozostawiając nastolatki ich własnemu losowi. Niestety, następnego dnia okazuje się, że jedna z tych dziewcząt, Anna, zaginęła. Ella zgłasza się na policję. Jednak gdy opinia publiczna dowiaduje się, iż to własnie ona była osobą, która mogła zapobiec dramatowi, jej życie zamienia się w koszmar, a ona sama otrzymuje tajemnicze anonimy z pogróżkami.
              
Całą historię zaginięcia Anny poznajemy w retrospekcjach i widzimy ją oczami różnych bohaterów. Autorka krok po kroku odkrywa przed nami tajemnicę tego tragicznego wieczoru i  przedstawia wydarzenia w roku, który po nim nastąpił. Poznajemy przyjaciół i rodzinę zarówno Anny jak i Elli. Koszmar bowiem nie dotyczy tylko i wyłącznie najbliższych ofiary, ale także świadka z pociągu i jej rodziny. Dręczona wyrzutami sumienia kobieta, dodatkowo atakowana anonimami, nie potrafi sobie poradzić w rzeczywistości, która ją otacza. Nikt tak naprawdę nie wie co stało się z dziewczyną, a trwające rok śledztwo również nie doprowadziło do wyjaśnienia sytuacji. Błędne wybory, intrygująca tajemnica, zagadka, której nikt nie potrafi rozwiązać, i kłamstwa niepozwalające normalnie żyć nieustannie splatają się ze sobą, tworząc atmosferę niepokoju i nieufności. Autorka wprowadza wciąż nowe tropy, które ostatecznie okazują się ślepymi ulicami. Tego bowiem co wydarzyło się naprawdę, nie domyśliłam się aż do samego końca.
"Obserwuję ci" to niewielka objętościowo powieść, którą czyta się naprawdę błyskawicznie. Krótkie rozdziały opisujące zdarzenia z perspektywy różnych osób, pozwalają czytelnikowi stopniowo łączyć pozornie niepasujące do siebie elementy w jedną całość i trzymają go w napięciu od samego początku aż po ostatnie strony. Autorka opowiada swoją historię miarowo, zręcznie manewrując emocjami, co rusz stawiając swoich bohaterów przed wyborami, które zmuszają ich to odsłonięcia przed światem skrywanych tajemnic. 

Książkę czytałam z prawdziwą przyjemnością i polecam ją wszystkim tym, którzy lubią tego typu historie. Myślę, że miłośnicy thrillerów psychologicznych nie będą zawiedzeni.


"Popełniłam błąd. Teraz to wiem"

OCENA: 8/10




sobota, 15 września 2018

NAUCZYCIEL TAŃCA - ANNA DĄBROWSKA



"Kiedy tańczyłem, byłem kimś, w zwykłym życiu pozostawałem jak ta kropla spadająca z chmur na chodnik, która po wyparowaniu zmieniała się w nicość"



Czasami po przeczytaniu kilku thrillerów czy kryminałów pod rząd, czuje potrzebę odpoczynku od tego gatunku, wyciszenia głowy, oderwania myśli od krwi, zbrodni i tragedii. Potrzebuję wtedy gatunkowej odmiany. Pojawiła się ona wraz z książką nieznanej mi do tej pory polskiej autorki Anny Dąbrowskiej - "Nauczyciel tańca". Romantyczna okładka, na której widzimy przytulającą się w tańcu parę młodych ludzi, od razu przywodzi na myśl lekką, romantyczną historię miłosną rodem z Harlequina. Nic bardziej mylnego. Czytając tę książkę nie raz miałam ściśnięte gardło i łzy w oczach, bo "Nauczyciel tańca" to historia nie tylko o wielkiej miłości i namiętności, ale i może przede wszystkim, opowieść o ogromnej pasji, sile i determinacji skrzywdzonych przez los ludzi, którzy pomimo skrytego żalu i emocjonalnego bólu, potrafili żyć zgodnie ze swoimi marzeniami, walcząc codziennie o lepszą przyszłość dla siebie i dla tych, których kochali.


Poznajcie chłopaka, który uwierzył, że taniec może odmienić życie


Dominik nie miał łatwego życia. Wychowywały go domy dziecka, rodziny zastępcze i ulica. Pozbawiony miłości nie potrafił kochać ani siebie, ani innych ludzi. Jedyną rzeczą, która cokolwiek dla niego znaczyła był taniec. Był jego życiem, jego oddechem, jego nadzieją na lepsze jutro. Pomagał mu uporać się z gniewem, pozwalał wyrzucić z siebie wszystkie złe emocje, był jego wentylem bezpieczeństwa. Tym tańcem był krump - taniec ulicy, który narodził się w niebezpiecznych rejonach Los Angeles.
Dominik mieszkał w Toruniu, był chłopakiem z dzielnicy rapu, miał trzydzieści trzy lata i żył tylko dla tańca, i dzięki niemu. Pewnego dnia do hali, w której ćwiczyli krumperzy przychodzi Kaja. Poszukuje nauczyciela tańca dla swojej dwunastoletniej siostry Sary, która w wyniku traumatycznych przeżyć nie mówi, i to właśnie taniec ma być dla niej formą pomocy w powrocie do zdrowia. Sara kocha krump. Od dawna w tajemnicy przed siostra uczyła się kroków i wszystko wskazuje na to, że ma do tego ogromny talent. Dominik od razu to dostrzega, dostrzega także jak piękną kobietą jest Kaja. Dziewczyna również nie pozostała obojętna na urok tego zbuntowanego, pokrytego tatuażami chłopaka. 

Szczerze przyznaję, że zaczynając czytać "Nauczyciela tańca" nie spodziewałam tak autentycznej i niebanalnej historii. Autorka nie przedstawiła nam płytkiego, łzawego romansu z tragiczną przeszłością bohaterów w tle, ale opisuje życiowe zmagania młodych ludzi, dla których miłość i pasja są wartościami, dla których warto żyć i warto wybaczać. Ta książka jest po prostu prawdziwa i szczera. 

Bohaterowie zarówno ci pierwszo- jak i drugoplanowi są bardzo wiarygodni. Opisując pasję Dominika i jego przyjaciół, Anna Dąbrowska wykazała się olbrzymią wiedzą na temat zarówno idei krumpingu, jak i samego tańca. Czytając autentycznie czułam krump i te wszystkie emocje, które wyzwalał on w tańczących. 




"W niektórych tańcach można zamknąć powieki i płynąć po unoszących się falach dźwięku. Oddawać ze spokojem swoje ciało muzyce, żeglując po muzycznym oceanie. W krumpie oczy musiały pozostać szeroko otwarte, mina miała wydawać się groźna, a w ciało należało tchnąć policentryzm, by odczuło wolność i zaczęło latać, choć brakowało mu skrzydeł"


Fabuła książki przedstawiona jest naprzemiennie, dwutorowo. Raz sytuację widzimy oczami Kai, raz Dominika. Autorka nie boi się zmierzyć z trudnymi tematami niechcianych dzieci, patologicznych rodzin zastępczych, bólu po stracie rodziców i psychicznych następstw tych wydarzeń. Stopniowo poznajemy tragiczną przeszłość naszych bohaterów. Odkrywamy ich rodzinne tajemnice. Stopniowo cała ta pogmatwana historia rodzinna układa nam się w głowie i w pewnym momencie wiemy już jak może się zakończyć, nie wiemy tylko czy Dominik i Kaja są na takie zakończenie gotowi.

Anna Dąbrowska jest moim czytelniczym odkryciem, stworzyła naprawdę uroczą i wzruszającą opowieść, która wciągnęła mnie właściwie już od samego początku. Podziwiam autorkę za jej ogromną pracę jaką wykonała przygotowując się do napisania książki, której akcję umieściła w środowisku krumperów. Z tą powieścią nie tylko miło spędziłam weekend, ale też dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy o tańcu, którego dotąd nie znałam.




"Jedynie w tańcu nikt nie próbuje oceniać za wygląd. W tańcu liczy się to, co jest naprawdę ważne, czyli dyscyplina, pasja i wyczucie rytmu"

OCENA: 8/10



Za możliwość przeczytania książki dziękuję