Szukaj na tym blogu

poniedziałek, 29 lipca 2019

CHŁOPAK, KTÓREGO NIE BYŁO - ELŻBIETA RODZEŃ




"Jeśli naprawdę kogoś kochasz, przeznaczenie zawsze znajdzie drogę"

Co to była za niesamowita historia! Zazwyczaj, nie od takiego zdania zaczynam pisać recenzję, ale tym razem tak właśnie zacznę. Garść miłości, szczypta fantazji i tajemnica - to wszystko złożyło się na opowieść, która mnie zafascynowała od pierwszego rozdziału.

Martyna jest młodą kobietą, która ze wszystkich sił próbuje zasłużyć na uznanie swojej rodziny. Ciężko pracuje w rodzinnym pensjonacie, jednak wciąż postrzegana jest przez rodziców i własną siostrę jako człowiek drugiej kategorii. Wszystko dlatego, że jako dziewięcioletnia dziewczynka pewnego dnia spotkała jedenastoletniego Kubę. W tym spotkaniu nie byłoby niczego dziwnego, gdyby nie fakt, że tylko ona go widziała i tylko ona mogła z nim rozmawiać. Spontaniczność reakcji małej Martyny na fakt spotkania Kuby i uparte trwanie w przekonaniu, że nie jest on tylko wytworem jej wyobraźni, sprowadziły na dziewczynkę kłopoty. Psycholodzy, psychiatrzy, szpital, leki ..... od tego czasu to była jej rzeczywistość. Życie Martyny płynęło rytmem wyznaczonym przez rodziców i lekarzy. Z czasem dziewczyna nauczyła się mówić i robić to czego oczekuje od niej otoczenie, nie przyznawała się, że wciąż widzi swojego "zmyślonego przyjaciela". Po prostu żyła, a on zawsze był obok niej. Do czasu. Nastał bowiem dzień, w którym Kuba zniknął na zawsze, a wtedy świat Martyny runął. 
Kilka lat później dziewczyna poznaje Jamesa, bogatego biznesmena zainteresowanego kupnem pensjonatu jej rodziców. Mężczyzna do złudzenia przypomina Kubę, chłopaka, który był dla Martyny wszystkim, a którego kilka lat temu tak nagle utraciła. Kim naprawdę jest James i czy  Martyna kiedykolwiek dowie się dokąd odszedł Kuba? I czy nowy rozdział w życiu Martyny pozwoli jej rozpocząć samodzielne życie i odnaleźć w końcu prawdziwą miłość?

"Chłopak, którego nie było" to piękna opowieść o miłości, porozumieniu dusz i przeznaczeniu. Autorka w niebanalny sposób opowiedziała nam historię Martyny, Kuby i Jamesa. Od samego początku postać Kuby opleciona jest aurą tajemnicy i mimo że jest to niezgodne z logiką, istnienia chłopaka nie mogłam w żaden sposób negować. Nierealna postać, która pojawiła się w życiu naszej bohaterki i przez kilkanaście lat z nią była, stała się integralną częścią tej opowieści. Bez Kuby nie byłoby Martyny, bez Martyny nie byłoby Jamesa. Karty przeszłości powoli zostają odkrywane, elementy oplecione tajemnicą trafiają we właściwe miejsce, szare wycinki przeszłości z czasem nabierają barw, a nierealność wydarzeń logicznie splata się z rzeczywistością.
Powieść Elżbiety Rodzeń, to nie tylko romantyczna historia o miłości. Na kartach książki nie brak i tragicznych wątków. Każdy z bohaterów jest w pewnym stopniu naznaczony tragedią. Martyna, która od dziecka żyje z łatką osoby chorej psychicznie, Kuba który mimo wszystko jest tragicznie świadomy swojej nierealnej sytuacji i James, którego życie także nie rozpieszczało, a którego historia okazała się klamrą łączącą ich wszystkich. Ładunek emocjonalny tej historii jest ogromny.
Od pierwszych rozdziałów tej powieści wiedziałam, że mam przed sobą historię, która pozostanie w mojej pamięci na długo. Autorka opowiedziała ją naprawdę pięknie, tak umiejętnie wplatając wątki paranormalne w rzeczywistość, że czułam jakby to co spotkało naszych bohaterów wydarzyło się naprawdę. Z wypiekami na twarzy odkrywałam kolejne elementy tej niezwykłej układanki, a kiedy w końcu ją ułożyłam żałowałam, że to już koniec tej fascynującej przygody.



"Kocham bardziej to, kim się stałeś. Wszyscy w jakiś sposób to zmieniamy, życie nas kształtuje. Ty zrobiłeś coś pięknego z całego tego bólu, który nie szczędził ci los"



OCENA: 9/10 



 Za możliwość przeczytania powieści dziękuję 
Wydawnictwu Znak



piątek, 19 lipca 2019

DOM WSPOMNIEŃ - LAUREN K. DENTON





"Może właśnie przyszedł czas. Dobrze by jej zrobiło, gdyby poznała moją historię i dowiedziała się, jak zmieniłam się z osoby cichej w odważną. Ze słabej
 w silną. Opowiem jej. Wkrótce"


Z perspektywy wnuczki, życie własnej babci nie jest zbyt interesujące. Bo czego może nauczyć młodych starsza kobieta, od której dzielą nas dwa pokolenia i tak różne spojrzenia na świat. Tak myślała Sara, wiecznie zagoniona kobieta, prowadząca w Nowym Orleanie sklep z antykami, nie mająca za bardzo czasu na życie. Mało miała go dla siebie, nie znajdowała go także dla najbliższych. Po śmierci rodziców nastoletnia Sara przez kilka lat mieszkała z ekscentryczną babcią Mags, ale gdy tylko poczuła się na tyle dorosła by żyć własnym życiem, spakowała się i wyjechała z domu. Rzadko też do niego wracała, ograniczając swoje kontakty z babcią do cotygodniowych rozmów telefonicznych i świątecznych odwiedzin. Niespodziewana wiadomość o śmierci Mags wywraca jej dotychczasowe życie do góry nogami. Babcia w spadku zostawia jej swój dom, pensjonat Schronienie, zaniedbaną przystań dla tych wszystkich, którzy potrzebowali dachu nad głową i ucieczki przed światem. Ostatnią wolą zmarłej było to, by Sara doprowadziła dom do jego dawnej świetności. Godząc się na warunki testamentu dziewczyna postanawia wyprowadzić się na kilka miesięcy z Nowego Orleanu. Przekazuje więc prowadzenie sklepu Allynowi, przyjacielowi i pracownikowi w jednym, i przeprowadza się do Sweet Bay, nie wiedząc, że ta decyzja już na zawsze odmieni jej życie, a znaleziona na strychu szkatułka i ukryte w niej stare zdjęcia i pamiątki uświadomią Sarze, jak niewiele wiedziała ona o swojej zmarłej babci.

"Dom wspomnień" to ciepła, kameralna historia o rodzinnych tajemnicach, szukaniu swojego miejsca w życiu i decyzjach, które zmieniają wszystko. Od samego początku autorka dzieli swoją opowieść na dwie perspektywy. Mags opowiada o swoim życiu w latach 60., do Sary należą czasy współczesne. Im więcej rodzinnych tajemnic z przeszłości odkrywa Sara, tym bardziej dociera do niej czym dla babci było "Schronienie". Dla niej samej pensjonat był tylko zwykłym domem, z którego jak najszybciej starała się wyrwać, a Mags ekscentryczną staruszką, której tak naprawdę nigdy nie znała i nawet nie starała się poznać. Powrót w rodzinne strony okazał się dla Sary nie tylko powrotem do przeszłości, ale także szansą na przewartościowanie i zmianę własnego życia, stopniowe odkrywanie samej siebie i coraz śmielsze wprowadzanie zmian w sztywnym scenariuszu własnego życia. "Dom wspomnień" to także opowieść o kobiecej sile, walce o własną tożsamość i buncie przeciwko ówczesnym normom społecznym w imię wolności i miłości. Mimo iż na kartach powieści Sarze nie dane było spotkać się z babcią, to jednak tajemnice Mags mają ogromny wpływ na jej teraźniejsze życie i podejmowane decyzje. Czy Sarze uda się wyzwolić z mentalnych ograniczeń, które sama sobie narzuciła i odnaleźć szczęście w życiu?

Bardzo mi się podobała ta pełna rodzinnych tajemnic historia. Autorka wprowadziła nas w  klimat powieści bardzo powoli, stopniowo dzieląc się z nami wydarzeniami z życia obu kobiet. Z każdym przeczytanym rozdziałem moja ciekawość wzrastała. Z wielkim zainteresowaniem czytałam o życiu Mags, jej niezłomności i determinacji. Z przyjemnością przyglądałam się także samej Sarze, która na naszych oczach zmieniła się z zamkniętej w sobie pracoholiczki, w dziewczynę otwartą na drugiego człowieka. 

Ostatnio bardzo chętnie sięgam po powieści obyczajowe. Coraz częściej trafiam też na takie, które opowiadają o powrotach do przeszłości i rodzinnych tajemnicach. Nadal nie znudziło mnie odkrywanie leżących gdzieś na strychu zakurzonych kuferków skrywających czyjeś życie i powolne poznawanie ich sekretów. Wciąż z przyjemnością sięgam po takie powieści i wciąż niezmiennie takie powieści serdecznie polecam :)

OCENA: 8/10


Za możliwość przeczytania powieści dziękuję Wydawnictwu
Burda Książki


środa, 17 lipca 2019

KREW Z MOJEJ KRWI - MAURIZIO DE GIOVANNI






"Zrozumiał, że śmierć naturalna to odpowiednie rozliczenie się z życiem. Ale gwałtowna śmierć tak nie postępuje, ona nie ma tyle czasu. Musi ruszać natychmiast. W takim przypadku wymyśla się cały spektakl, podsuwając pod oczy jego duszy wyobrażenia ostatniego spazmu cierpienia. A on jest jedynym widzem w tym zdegenerowanym teatrze ludzkiego nieszczęścia"


I kolejny kryminał retro, który przeczytałam w ostatnim czasie. Tym razem przenosi mnie on do Neapolu 1931 roku, gdzie w niepokojącym mroku nocnego miasta czai się zło. 
Prawie rok temu, za sprawą pierwszej książki Maurizio de Giovanniego "Łzy pajaca" (recenzja tutaj) poznałam niezwykłego komisarza neapolitańskiej policji. Luigi Alfredo Ricciardi, bo o nim mowa, swoją niezwykłość zawdzięcza darowi, który on sam uważa za przekleństwo. Ricciardi widzi duchy osób zmarłych tragicznie, ich ostatnie chwile i słowa, które wypowiadali tuż przed śmiercią. "Krew z mojej krwi" jest drugą częścią cyklu o neapolitańskim komisarzu-arystokracie, który tym razem, wraz ze swoim najbliższym współpracownikiem brygadierem Maionem, będzie starał się rozwikłać zagadkę zamordowania staruszki Carmeli Calise, która nie tylko była bardzo popularną wśród mieszkańców Neapolu wróżką, ale jak się później okazało także sprytną lichwiarką. Na miejscu zbrodni, tam gdzie wszyscy widzą tylko zmasakrowane ciało staruszki, Ricciardi widzi jej ducha powtarzającego zdanie "Wszechmogący to nie handlarz, w soboty nie płaci". Zagadkowe słowa, okazały się neapolitańskim przysłowiem i oznaczają, że za każdy nasz czyn prędzej czy później przyjdzie nam zapłacić. Czy to oznacza, że śmierć Calise jest zapłatą za czyny popełnione przez nią w przeszłości? Jeśli tak, to kto wymierzył sprawiedliwość? Na miejscu zbrodni komisarz Ricciardi znajduje pudełko z wekslami i notes, w którym staruszka zapisywała daty i nazwiska osób ją odwiedzających. Czas więc rozpocząć śledztwo, podejrzanych bowiem jest sporo. 

Wątek śledztwa to główny trzon powieści. Powolne dochodzenie do prawdy i  śmiałe zagłębianie się w historie życia ludzi z listy sprawia, że z coraz większą ciekawością przyglądamy się prowadzonemu śledztwu. Z początku lekko zagmatwane wątki, z czasem prostują się, by w końcu trafić na swoje miejsce w tej układance. Podobnie jak w części pierwszej życie zawodowe naszych bohaterów przeplata się z ich życiem osobistym. Zaglądamy do, tak niedawno jeszcze pełnego miłości domu brygadiera Maioniego, w którym teraz, po tragedii jaka dotknęła jego rodzinę trzy lata temu, brak jest rodzinnego ciepła. Przyglądamy się także zmaganiom komisarza Ricciardiego z porywami jego nieszczęśliwie zakochanego serca. 

Sięgając po "Krew z mojej krwi" ponownie zostałam zahipnotyzowana przez niezwykłą, zielonooką postać głównego bohatera. Postać tragiczną, która skrywa w sobie wiele tajemnic, nie mogących nigdy ujrzeć światła dziennego. Jego życie, tak pełne bólu i smutku, wciąż stojące na granicy dwóch światów, fascynowało mnie nie mniej, niż prowadzone przez niego śledztwo. Komisarz Ricciardi nadaje opowiedzianej przez autora historii wyjątkowe tło, a może to neapolitańskie zbrodnie są tłem do stworzenia tak wyjątkowej osoby, nie wiem już sama. Ciekawa zagadka kryminalna, klimatyczne opisy miasta, niezwykli ludzie i ich historie, to wszystko składa się wspaniałą przygodę, która jeszcze długo pozostanie w mojej pamięci. Myślę, że tych, którzy znają i lubią twórczość Maurizio de Giovanniego nie muszę zbytnio namawiać do sięgnięcia po jego najnowszą książkę. Tym, którzy jeszcze nie mieli okazji poznać komisarza Ricciardiego - serdecznie polecam.



"Cisza: tylko skrzypienie zawiasów, okno, przez które wpadało powietrze. Błysk ostrza noża, którego nikt nie zauważył. Ani słowa skargi"



OCENA: 8,5/10



Za możliwość przeczytania książki dziękuję 
Oficynie Noir sur Blanc


poniedziałek, 15 lipca 2019

SEKRETY JULII - ANNA PŁOWIEC






Z ogromną przyjemnością zauważyłam, że ostatnio moje czytelnicze oko coraz częściej zatrzymuje się na książkach napisanych przez polskich autorów. Coraz więcej bowiem jest dobrych i bardzo dobrych księgarskich propozycji rodzimej literatury. Już dawno przekonałam się, że Polska genialnym kryminałem stoi, teraz przekonuję się, że i wśród powieści obyczajowych znajdują się prawdziwe perełki.

Dla Alicji ostatnie miesiące były piekłem. W wypadku samochodowym ginie jej mąż Wiktor, a niedługo potem, po kilkumiesięcznej chorobie umiera jej matka Julia. Przytłoczona tragedią, robi wszystko by utrzymać się na emocjonalnej powierzchni, tym bardziej, że trauma śmierci najbliższych dotknęła też jej dziesięcioletnią córkę Kasię. Odkąd pamiętała dom, w którym się wychowała tak naprawdę należał do kobiet. Mężczyzn albo nie było (Alicja nigdy nie dowiedziała się kto był jej ojcem), albo odeszli za szybko (jak jej maż i dziadek, którego nigdy nie poznała, bo umarł jeszcze przed jej narodzinami). Pewnego dnia, Alicja wraz z przyjaciółką Danką odkrywają w szufladzie komody należącej do zmarłej mamy listy i zdjęcia z czasów jej młodości. Listy te powoli układają się w przepiękną historię o miłości, a odkrycie tajemnicy matki sprawi, że życie Alicji już nigdy nie będzie takie samo.
Sięgając po powieść Anny Płowiec "Sekrety Julii" nie przypuszczałam, że książka, która zapowiadała się całkiem niewinnie sprawi, iż po jej przeczytaniu długo nie będę mogła dojść do siebie. Emocje, które zafundowała mi autorka były ogromne. Umiejscowiła ona historię miłości dwojga młodych ludzi w czasach, gdy nikt nie mógł decydować o swoim losie. Były to czasy kiedy ludzie nie byli aktorami na własnej scenie życia, ale pionkami w rozgrywkach politycznych władzy. Dla dziewiętnastoletniej Julii pierwsza miłość była wszystkim i wszystko z perspektywy miłości wydawało się proste. Bo co może być prostszego w życiu niż kochać i być kochanym. Niestety przełom lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych należał do ówczesnej władzy, która całkowicie kontrolowała życie swoich obywateli i to ona decydowała o tym kto zostaje, a kto musi odejść. 

Kiedy zaczęłam czytać "Sekrety Julii" byłam przekonana, że mam przed sobą romans. Wszystko bowiem na to wskazywało. Stare listy, w których nasza bohaterka odkrywa nieznane fakty z życia swojej matki i ciekawa tajemnica rodzinna opowiadająca o wielkiej miłości. W miarę zagłębiania się w tę historię poczułam jednak, że mam przed sobą doskonałą powieść obyczajową, z dobrze zarysowanymi postaciami, ciekawie wplecionymi w historyczne tło czasów rządów Gomułki. "Sekrety Julii" to piękna opowieść nie tylko o pierwszej miłości dwojga młodych ludzi, ale przede wszystkim o niełatwych czasach, w których przyszło żyć naszym bohaterom, o wielkim poświęceniu i trudnych decyzjach, które nie pozostawiały wyboru.

OCENA: 9/10



Za możliwość przeczytania książki dziękuję 
Wydawnictwu Znak



sobota, 13 lipca 2019

MORDERSTWO PO PÓŁNOCY - JESSICA FELLOWES





Wychowana na książkach Agathy Christie wielkim sentymentem darzę kryminały retro. Uwielbiam ich klimat,  tło społeczne nakreślane przez autorów i historyczne smaczki z epoki. Lubię te powolne dochodzenie do rozwiązania zagadki przestępstwa, bez pościgów, krwawych strzelanek i szaleńczych zwrotów akcji, a że kryminałów retro na naszym rynku księgarskim jest coraz więcej, to z prawdziwą przyjemnością co jakiś czas po nie sięgam.
Jessica Fellowes to pisarka i dziennikarka, znana z książek towarzyszących powstaniu serialu filmowego "Downton Abbey". Serial ten oglądałam namiętnie, więc tym bardziej zaciekawiła mnie ta powieść kryminalna zainspirowana losami arystokratycznej rodziny Mitford.

Anglia lata 20. XX wieku. Podczas przyjęcia odbywającego się w domu Mitfordów dochodzi do morderstwa. Ofiarą jest dwudziestoletni arystokrata Adrian Curtis. Policja od razu wskazuje i aresztuje mordercę. Jest nią pokojówka Curtisów Dulcie Long, która nie tylko odnajduje ciało zamordowanego i ma przy sobie skradzioną z domu Mitfordów biżuterię, ale także jest członkinią kobiecego gangu złodziejek, której przywódczynią jest Alice Diamond. Sprawa wydaje się prosta. Dulcie aresztowano, szybko osądzono i tego samego dnia skazano za morderstwo, mimo iż ona sama przyznała się tylko do kradzieży klejnotów, zaprzeczając by miała cokolwiek wspólnego ze śmiercią Adriana Curtisa. Wątpliwości co do winy aresztowanej pokojówki ma także służąca Mitfordów Louisa Cannon, która z początku na własną rękę, a następnie z pomocą znajomego sierżanta policji Guya Sullivana, próbuje rozwiązać zagadkę morderstwa, tym samym znajdując prawdziwego winnego tej zbrodni.

Autorka zaprasza nas do Anglii z początku wieku, gdzie świat znudzonych młodych arystokratów przeplata się z niebezpiecznym światem złodziei, paserów i morderców. Bywamy w zatłoczonych, dusznych klubach, chadzamy niebezpiecznymi londyńskimi ulicami i spotykamy osoby, które żyły naprawdę. Jessica Fellowes wplotła bowiem w swoją kryminalną historię autentyczne postacie i wydarzenia, zarówno z arystokratycznego, jak i przestępczego świata. 
"Morderstwo po północy" do dobry kryminał, który czytałam z prawdziwą przyjemnością. Napisany współcześnie całkowicie oddawał ducha minionej epoki. Czytając go bez problemu przenosiłam się w czasie. Bardzo ważnym aspektem w tego typu książkach jest to, by nakreśleni bohaterowie nie odbiegali od społecznych standardów czasów, w których żyli. I to doskonale się autorce udało. Nie miałam wrażenia, że są tylko przebranymi postaciami przeniesionymi w czasie, ale stanowią integralną cześć opisywanych wydarzeń. Zarówno arystokratyczne życie, jak i te półświatka, były autentyczne. Samo śledztwo i sposób rozwiązania zagadki morderstwa nawiązywał to starych tradycji kryminałów z epoki. 
Jednym słowem, jeśli lubicie klasyczne kryminały retro, to "Morderstwo po północy" będzie doskonałą okazją by chociaż na kilka godzin przenieść się w klimatyczne czasy Anglii lat dwudziestych i przy okazji rozwiązać zagadkę morderstwa młodego arystokraty.

OCENA: 7/10



Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu HarperCollins