Szukaj na tym blogu

wtorek, 18 września 2018



"Nie wolno ci tak myśleć. Nie możesz brać sobie na barki ciężaru całego świata. Nie zrobiłaś nic złego. Nic, Ello. To ci mężczyźni. Nie ty. Nie możesz winą obarczać siebie"

Thriller psychologiczny to coraz częściej doceniany przeze mnie gatunek. Brak w nim krwawych pościgów, trupów ścielących się gęsto, nagłych i szybkich zwrotów akcji. Autorzy thrillerów psychologicznych zazwyczaj skupiają się na tym co ukryte w umysłach bohaterów, na ich myślach, które oplatając czytelnika niczym pajęcza sieć. Wątki kryminalne natomiast zdają się schodzić na dalszy plan. "Obserwuję cię" jest właśnie takim thrillerem, w którym to zbrodnia stanowi tło dla interesująco skonstruowanego studium psychologicznego życia dwóch obcych sobie rodzin, które połączyło jedno tragiczne wydarzenie.

Zaczyna się całkiem niewinnie. Ella Longfield będąc w pociągu jadącym do Londynu, przypadkowo przysłuchuje się rozmowie dwóch młodych dziewczyn z ledwo co poznanymi dwoma młodymi mężczyznami. Mężczyźni nie różnią się praktycznie niczym od innych dwudziestokilkuletnich młodych ludzi - są śmiali i hałaśliwi, do pociągu wbiegając dosłownie w ostatniej chwili. Każdy z nich trzyma w rękach czarny plastikowy worek na śmieci z nieznaną zawartością. Szybko wyjaśnia się powód posiadania przez nich tak oryginalnych rzeczy. Mężczyźni bowiem wyszli właśnie  z więzienia, a w workach  znajduje się cały ich osobisty dobytek. Ella jest matką nastolatka i jak każda matka reaguje na tę sytuację wewnętrznym sprzeciwem. Zdaje sobie sprawę, że znajomość byłych więźniów z nastolatkami nie może wróżyć niczego dobrego. Dziewczyny jednak świetnie się bawią w towarzystwie nowo poznanych osób. Nie proszą o pomoc, nie czują się nawet skrępowane tym spotkaniem, wręcz przeciwnie. Kobieta postanawia nie ingerować i opuszcza wagon, pozostawiając nastolatki ich własnemu losowi. Niestety, następnego dnia okazuje się, że jedna z tych dziewcząt, Anna, zaginęła. Ella zgłasza się na policję. Jednak gdy opinia publiczna dowiaduje się, iż to własnie ona była osobą, która mogła zapobiec dramatowi, jej życie zamienia się w koszmar, a ona sama otrzymuje tajemnicze anonimy z pogróżkami.
              
Całą historię zaginięcia Anny poznajemy w retrospekcjach i widzimy ją oczami różnych bohaterów. Autorka krok po kroku odkrywa przed nami tajemnicę tego tragicznego wieczoru i  przedstawia wydarzenia w roku, który po nim nastąpił. Poznajemy przyjaciół i rodzinę zarówno Anny jak i Elli. Koszmar bowiem nie dotyczy tylko i wyłącznie najbliższych ofiary, ale także świadka z pociągu i jej rodziny. Dręczona wyrzutami sumienia kobieta, dodatkowo atakowana anonimami, nie potrafi sobie poradzić w rzeczywistości, która ją otacza. Nikt tak naprawdę nie wie co stało się z dziewczyną, a trwające rok śledztwo również nie doprowadziło do wyjaśnienia sytuacji. Błędne wybory, intrygująca tajemnica, zagadka, której nikt nie potrafi rozwiązać, i kłamstwa niepozwalające normalnie żyć nieustannie splatają się ze sobą, tworząc atmosferę niepokoju i nieufności. Autorka wprowadza wciąż nowe tropy, które ostatecznie okazują się ślepymi ulicami. Tego bowiem co wydarzyło się naprawdę, nie domyśliłam się aż do samego końca.
"Obserwuję ci" to niewielka objętościowo powieść, którą czyta się naprawdę błyskawicznie. Krótkie rozdziały opisujące zdarzenia z perspektywy różnych osób, pozwalają czytelnikowi stopniowo łączyć pozornie niepasujące do siebie elementy w jedną całość i trzymają go w napięciu od samego początku aż po ostatnie strony. Autorka opowiada swoją historię miarowo, zręcznie manewrując emocjami, co rusz stawiając swoich bohaterów przed wyborami, które zmuszają ich to odsłonięcia przed światem skrywanych tajemnic. 

Książkę czytałam z prawdziwą przyjemnością i polecam ją wszystkim tym, którzy lubią tego typu historie. Myślę, że miłośnicy thrillerów psychologicznych nie będą zawiedzeni.


"Popełniłam błąd. Teraz to wiem"

OCENA: 8/10




sobota, 15 września 2018



"Kiedy tańczyłem, byłem kimś, w zwykłym życiu pozostawałem jak ta kropla spadająca z chmur na chodnik, która po wyparowaniu zmieniała się w nicość"



Czasami po przeczytaniu kilku thrillerów czy kryminałów pod rząd, czuje potrzebę odpoczynku od tego gatunku, wyciszenia głowy, oderwania myśli od krwi, zbrodni i tragedii. Potrzebuję wtedy gatunkowej odmiany. Pojawiła się ona wraz z książką nieznanej mi do tej pory polskiej autorki Anny Dąbrowskiej - "Nauczyciel tańca". Romantyczna okładka, na której widzimy przytulającą się w tańcu parę młodych ludzi, od razu przywodzi na myśl lekką, romantyczną historię miłosną rodem z Harlequina. Nic bardziej mylnego. Czytając tę książkę nie raz miałam ściśnięte gardło i łzy w oczach, bo "Nauczyciel tańca" to historia nie tylko o wielkiej miłości i namiętności, ale i może przede wszystkim, opowieść o ogromnej pasji, sile i determinacji skrzywdzonych przez los ludzi, którzy pomimo skrytego żalu i emocjonalnego bólu, potrafili żyć zgodnie ze swoimi marzeniami, walcząc codziennie o lepszą przyszłość dla siebie i dla tych, których kochali.


Poznajcie chłopaka, który uwierzył, że taniec może odmienić życie


Dominik nie miał łatwego życia. Wychowywały go domy dziecka, rodziny zastępcze i ulica. Pozbawiony miłości nie potrafił kochać ani siebie, ani innych ludzi. Jedyną rzeczą, która cokolwiek dla niego znaczyła był taniec. Był jego życiem, jego oddechem, jego nadzieją na lepsze jutro. Pomagał mu uporać się z gniewem, pozwalał wyrzucić z siebie wszystkie złe emocje, był jego wentylem bezpieczeństwa. Tym tańcem był krump - taniec ulicy, który narodził się w niebezpiecznych rejonach Los Angeles.
Dominik mieszkał w Toruniu, był chłopakiem z dzielnicy rapu, miał trzydzieści trzy lata i żył tylko dla tańca, i dzięki niemu. Pewnego dnia do hali, w której ćwiczyli krumperzy przychodzi Kaja. Poszukuje nauczyciela tańca dla swojej dwunastoletniej siostry Sary, która w wyniku traumatycznych przeżyć nie mówi, i to właśnie taniec ma być dla niej formą pomocy w powrocie do zdrowia. Sara kocha krump. Od dawna w tajemnicy przed siostra uczyła się kroków i wszystko wskazuje na to, że ma do tego ogromny talent. Dominik od razu to dostrzega, dostrzega także jak piękną kobietą jest Kaja. Dziewczyna również nie pozostała obojętna na urok tego zbuntowanego, pokrytego tatuażami chłopaka. 

Szczerze przyznaję, że zaczynając czytać "Nauczyciela tańca" nie spodziewałam tak autentycznej i niebanalnej historii. Autorka nie przedstawiła nam płytkiego, łzawego romansu z tragiczną przeszłością bohaterów w tle, ale opisuje życiowe zmagania młodych ludzi, dla których miłość i pasja są wartościami, dla których warto żyć i warto wybaczać. Ta książka jest po prostu prawdziwa i szczera. 

Bohaterowie zarówno ci pierwszo- jak i drugoplanowi są bardzo wiarygodni. Opisując pasję Dominika i jego przyjaciół, Anna Dąbrowska wykazała się olbrzymią wiedzą na temat zarówno idei krumpingu, jak i samego tańca. Czytając autentycznie czułam krump i te wszystkie emocje, które wyzwalał on w tańczących. 




"W niektórych tańcach można zamknąć powieki i płynąć po unoszących się falach dźwięku. Oddawać ze spokojem swoje ciało muzyce, żeglując po muzycznym oceanie. W krumpie oczy musiały pozostać szeroko otwarte, mina miała wydawać się groźna, a w ciało należało tchnąć policentryzm, by odczuło wolność i zaczęło latać, choć brakowało mu skrzydeł"


Fabuła książki przedstawiona jest naprzemiennie, dwutorowo. Raz sytuację widzimy oczami Kai, raz Dominika. Autorka nie boi się zmierzyć z trudnymi tematami niechcianych dzieci, patologicznych rodzin zastępczych, bólu po stracie rodziców i psychicznych następstw tych wydarzeń. Stopniowo poznajemy tragiczną przeszłość naszych bohaterów. Odkrywamy ich rodzinne tajemnice. Stopniowo cała ta pogmatwana historia rodzinna układa nam się w głowie i w pewnym momencie wiemy już jak może się zakończyć, nie wiemy tylko czy Dominik i Kaja są na takie zakończenie gotowi.

Anna Dąbrowska jest moim czytelniczym odkryciem, stworzyła naprawdę uroczą i wzruszającą opowieść, która wciągnęła mnie właściwie już od samego początku. Podziwiam autorkę za jej ogromną pracę jaką wykonała przygotowując się do napisania książki, której akcję umieściła w środowisku krumperów. Z tą powieścią nie tylko miło spędziłam weekend, ale też dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy o tańcu, którego dotąd nie znałam.




"Jedynie w tańcu nikt nie próbuje oceniać za wygląd. W tańcu liczy się to, co jest naprawdę ważne, czyli dyscyplina, pasja i wyczucie rytmu"

OCENA: 8/10



Za możliwość przeczytania książki dziękuję


 

środa, 5 września 2018



"Kręcimy się w kółko, wpatrzeni w pył pod naszymi stopami. I nawet nie zauważamy, że wysoko w górze świeci słońce"


Ostatnio mam ogromne szczęście. Ponownie w moje ręce trafił świetny kryminał. Dziś chce napisać parę słów na temat "Kręgów" Zbigniewa Zborowskiego, książki, która okazała się moim czytelniczym strzałem w dziesiątkę.

To moje pierwsze spotkanie z twórczością autora, niestety nie czytałam jego poprzedniej książki "Skazy", która jest pierwszym tomem cyklu kryminalnego z Bartoszem Koneckim w roli głównej, "Kręgi" natomiast są jego kontynuacją. Czy żałuję? i tak i nie. Tak dlatego, że niektóre aspekty życia naszych bohaterów poruszane są w części drugiej i teraz się głęboko zastanawiam czy sięgnąć po cześć pierwszą, skoro już jestem świadoma zakończenia niektórych spraw. A nie żałuję dlatego, że "Kręgi", mimo kontynuacji wątków osobistych są odrębną świetnie napisaną powieścią kryminalną, którą z częścią pierwszą łączą tylko i wyłącznie główni bohaterowie, co mi absolutnie w jej czytaniu nie przeszkadzało. 

Bartosz Konecki, były gliniarz, teraz prywatny detektyw, dostaje zlecenie śledzenia młodej aktorki Amelii Stokrockiej. Sprawa wydaje się wręcz banalna, ot zazdrosny starszy kochanek, postanawia sprawdzić czy jego młoda przyjaciółka jest mu wierna. Detektyw przyjmuje sprawę, tym bardziej, że otrzyma za to zlecenie naprawdę duże pieniądze. Zaczyna  się jednak zastanawiać, czy aby na pewno tylko o to chodzi? a w miarę rozwoju sytuacji zadaje sobie pytanie, dlaczego to właśnie Stoktocką interesuje sprawa morderstwa sprzed 25 lat? Niezawodny policyjny nos Koneckiego mówi mu, że ta sprawa bynajmniej nie pachnie stokrotkami. Postanawia wiec bliżej przyjrzeć się całej sytuacji, zbaczając z kursu wytyczonego przez zleceniodawcę, a prosta dotychczas sprawa staje się coraz bardziej skomplikowana. Tymczasem w jednym z warszawskich parków zostaje znalezione pozbawione dłoni ciało nastolatki. Dziewczyna została odurzona i zamordowana. W miarę rozwoju śledztwa okazuje się, że w policyjnych raportach znajduje się już podobna sprawa. Ćwierć wieku temu znaleziono zwłoki 15-letniej uciekinierki z domu Krysi Talko, której ciało również było pozbawione dłoni. Co łączy te dwie sprawy i kim są ludzie, którzy nie zawahają się przed niczym, by te powiązania nie ujrzały światła dziennego? Bartosz Konecki, mimo i nie jest już policjantem postanawia dowiedzieć się prawdy. 
Zdarzenia przedstawione w powieści biegną dwutorowo. Bieżące przeplatają się z tymi sprzed 25 lat. Pojawiają się nowe wątki, na scenę wkraczają nowe osoby. Powoli wszystko nabierze ostrości, a zakurzone historie ujrzą światło dzienne.
Książkę czyta się naprawdę szybko, pełno w niej zwrotów akcji, ciekawych dialogów, charakterystycznych postaci. Nie mogę niestety osobiście porównać jej do pierwszej części cyklu, ale jeśli wierzyć opiniom, jest powieścią o wiele lepszą niż jej młodsza siostra "Skaza".
Zbigniew Zborowski stworzył bohatera, może nie idealnego, ale na wskroś poczciwego. Bartek Konecki to uparciuch jakich mało, czasami miałam wrażenie, że jest męską wersją "wańki wstańki"- zabawki dla dzieci, która poruszona kolebie się na boki ale nigdy się nie przewraca. Nawet po sporym odchyleniu od pionu samoistnie powraca do pozycji wyjściowej. Za każdym więc razem gdy nasz dzielny detektyw napotykał na swojej drodze wysuniętą wrogą pięść, upadał i znów się podnosił, od razu w mojej głowie rodziło się to porównanie. Mam szczerą nadzieję, że jeszcze nie raz spotkamy się z detektywem Koneckim, bo rozwiązywanie wraz z nim tej skomplikowanej kryminalnej zagadki było czystą przyjemnością.

OCENA: 9/10



Za możliwość przeczytania książki dziękuje Wydawnictwu






wtorek, 4 września 2018



"Psem nie zostajesz wtedy, gdy zakładasz mundur. Psem zostajesz, nasiąkając złością na wyrządzane zło, gdy w dobrym człowieku wyczuwasz skazę"

Jeśli ktoś twierdzi, że nasz rodzimy rynek wydawniczy nie ma nic do zaoferowanie wielbicielom świetnych kryminałów, to z wielką przyjemnością wyprowadzę go z tego błędu. Ostatnio mam ogromne szczęście do rewelacyjnych książek z tego gatunku, a jedną z nich jest właśnie "Skaza" Roberta Małeckiego. Już sama okładka przyciąga wzrok. Spokojne, zasnute poranną mgłą jezioro, na którym delikatnie kołysze się niewielka, opuszczona łódka. Kiedy pierwszy raz wzięłam do ręki książkę, wpatrywałam się w tę scenę jak urzeczona, a potem zaczęłam czytać .... i przepadłam bez reszty.
Robert Małecki dał się poznać czytelnikom jako autor świetnej trylogii kryminalnej z dziennikarzem Markiem Benerem w roli głównej. "Skaza" natomiast jest pierwszą częścią nowego cyklu kryminalnego, którego akcję  umieścił  autor w niewielkiej, podtoruńskiej Chełmży, a głównym bohaterem uczynił komisarza chełmżyńskiej komendy  policji Bernarda Grossa.

Zimą 2018 roku, dziewczynka bawiąca się z psem na zamarzniętym jeziorze, zauważa pod skutą lodem taflą  wody ludzką dłoń. Z jeziora zostają wyłowione zwłoki miejscowego nastolatka i wszystko wskazuje na to, że śmierć chłopca nastąpiła w wyniku przypadkowego utonięcia. Niedaleko miejsca zdarzenia komisarz Gross odnajduje jednak kolejne zwłoki, tym razem nieznanego nikomu bezdomnego mężczyzny, które również nie noszą znamion przestępstwa. Tak więc "są ciała, nie ma zbrodni". Sprawa wydaje się naprawdę prosta - mroźna noc i kruchy lód, jednak komisarz  intuicyjnie czuje, że te dwa ciała, znalezione tak blisko siebie to nie może być przypadek, że to zdarzenie skrywa jakąś mroczną tajemnicę, którą rozwiązać mogą tylko odpowiednio zadane pytania. I Bernard Gross je zadaje. Krok po kroku dociera do prawdy, która swój początek miała dziesięć lat temu. To wtedy dochodzi do tajemniczego zniknięcia lokalnego przedsiębiorcy, jego żony i jej przyjaciółki. Sprawa ta do dziś pozostaje niewyjaśniona i wszystko wskazuje na to, że jest powiązana ze współczesnymi wydarzeniami.

Autor od pierwszego aż do ostatniego rozdziału powieści trzyma nas w czytelniczym szachu. Tutaj nie ma przypadków, zbędnych wątków czy dróg na skróty. Jest dogłębnie przemyślana fabuła, która naprzemiennie przedstawia wydarzenia dziejące się współcześnie z tymi, które rozegrały się dekadę temu. Czytając "Skazę" cały czas miałam wrażenie jakby otaczała mnie mgła znad chełmżyńskiego jeziora, nieustannie czułam to mroczne napięcie towarzyszące śledztwu. Mimo, że pod koniec powieści miałam już wytypowanego podejrzanego, to wciąż nie mogłam doprecyzować motywu. W tym przypadku udało się autorowi mnie zaskoczyć. 
Bardzo polubiłam głównego bohatera, rasowego glinę, który mimo życiowej tragedii bez reszty poświęca się pracy, którą kocha. Bernard Gross jest inteligentny i bezkompromisowy, chociaż zagubiony w życiu rodzinnym i osobistym. To po prostu dobry człowiek, który codziennie mierzy się z własnymi demonami przeszłości. Myślę, że w miarę pojawiania się kolejnych tomów serii autor powoli odkrywać będzie przed nami tajemnicę tej tragicznej nocy, której wydarzenia kładą się cieniem na całym życiu komisarza.

Dla tych czytelników, którzy znają i lubią twórczość Roberta Małeckiego "Skaza" to pozycja obowiązkowa, tym natomiast którzy nigdy wcześniej nie słyszeli o autorze, a są wielbicielami kryminałów, serdecznie książkę polecam,  na pewno nie będziecie zawiedzeni.

"Psem zostajesz wtedy, gdy reagujesz. Nie odwracasz się, nie uciekasz, tylko instynktownie działasz. Zwalczasz zło bez względu na sytuację"

OCENA: 9/10



Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu




wtorek, 14 sierpnia 2018




"Wszystkim nam się wydaje, że jesteśmy mniej lub bardziej nietykalni"

Biorąc do ręki drugi tom cyklu kryminalnego z komisarzem Sławomirem Krukiem w roli głównej (o pierwszej części "Kruk" pisałam post wcześniej), czułam ogromne czytelnicze podekscytowanie. Nie od dziś bowiem wiadomo, że tom drugi jest dla autora takim pisarskim egzaminem. Po świetnym debiucie mamy prawo oczekiwać równie dobrej lub nawet lepszej jego kontynuacji. Niestety często zdarza się i tak, że autorowi brakuje pomysłu na rozwinięcie akcji i czasu na dopracowanie całości. 

"Gorszy" jest bezpośrednią kontynuacją "Kruka", tak więc jeśli nie znacie pierwszej części cyklu, to nim sięgniecie po drugą koniecznie musicie nadrobić zaległości. Ważnie jest bowiem to, by czytać je w odpowiedniej kolejności, gdyż obie części są bardzo ściśle ze sobą połączone. Rozpoczęte, a nie zakończone jeszcze wątki są kontynuowane, a postacie stojące dotychczas w cieniu wysuwają się na plan pierwszy. Z niektórymi się żegnamy, innych dopiero poznajemy. 
Ponownie na scenę wkracza komisarz Sławomir Kruk, ale tym razem nie ma przy nim pani prokurator Marty Krynickiej. Została ona bowiem oskarżona o morderstwo i osadzona w areszcie. Na miejscu przestępstwa znaleziono dowody potwierdzające udział Krynickiej w zbrodni, to z jej broni zamordowano człowieka i to ją widzieli świadkowie jak chwilę po strzelaninie wychodzi z domu zamordowanego.  Aresztowanie jak najbardziej zasadne. Tylko dlaczego Kruk jakoś nie wierzy w winę młodej pani prokurator? I dlaczego tak wpływowi rodzice Marty Krynickiej są zupełnie niezainteresowani obecnym i dalszym losem córki? 
Krok po kroku komisarz dociera do wszystkich odpowiedzi. Nim jednak je uzyska, będzie musiał zmierzyć się z potężnym połączonym światem polityki, biznesu i mafii.
Komisarz Kruk w "Gorszym" odrobinę złagodniał. Nadal jest niesamowicie skuteczny w działaniu i odważny ponad program. Tym razem jednak brawurę w dużej mierze zastąpił sprytem i inteligencją. Jego "psi" instynkt nadal go nie zawodzi. Sprawnie łączy fakty i bez strachu podąża w wyznaczonym przez siebie kierunku. 

Czytając "Gorszego" nie można narzekać na nudę. Historia napisana jest sprawnie, fabuła przemyślana a intryga ciekawa. Poszczególne elementy układanki logicznie dopasowują się do całości. Autor nie serwuje nam zbędnych opisów i niepotrzebnych myślowych skoków w bok. Wszystko co się wokół głównej sprawy dzieje jest połączone z całością i prędzej czy później w niej się pojawi. Powiązanie wielkich pieniędzy z polityką i światem przestępczym oraz obrazy ludzi pociągających za sznurki przedstawione są bardzo sugestywnie i realnie. Czytając nie wyczuwa się absurdu sytuacji i szukania sensacji na siłę. Przez co mamy wrażenie jakby sprawa, nad która pracował komisarz i jego ludzie, mogła wydarzyć się naprawdę. Nie od dziś bowiem wiadomo że polityka, układy i wielkie pieniądze idą w parze.

Piotr Górski mnie nie zawiódł. "Gorszy" to świetny kryminał, który polecam wszystkim wielbicielom gatunku. Ja na pewno sięgnę w przyszłości po kolejna jego książkę, tym razem już w ciemno.


"Gdy człowiek zaczyna się wahać, kłamstwa przestają przychodzić bez trudu"


OCENA 8.5/10


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu