Szukaj na tym blogu

poniedziałek, 20 maja 2019




"Piekło jest puste, a wszystkie diabły są tutaj"


Małe nadmorskie miasteczko, zbrodnia, która prawie do  samego końca nie została odkryta i wszechobecne otulające  okolice zło. Niepokojąco czające się w gęstej mgle, zalegające w duszach, sercach i umysłach ludzi. Śmierć, strata, kłamstwo, upadek moralności, to szczelnie ukrywana przed światem rzeczywistość mieszkańców miasteczka. Tutaj maski noszą wszyscy. Dobry policjant, który odebrał sobie życie, wcześniej zarażając żonę śmiertelną chorobą, stateczny ojciec i kochający mąż, regularnie korzystający z usług prostytutek czy zbuntowany nastolatek, dla którego zabicie drugiej osoby to dobra zabawa. Tutaj nie ma wygranych ani przegranych. Słabi wypadają z gry, a zwycięzcy przechodzą do następnej rundy. Ta historia nie ma jednego bohatera, jest to bowiem opowieść o społeczeństwie, społeczeństwie jakich wiele. Opowieść przerażająca, bo prawdopodobna.

Na obrzeżach miasta, w domu pod lasem, mieszkała młoda kobieta ze znamieniem na twarzy. Stroniła od ludzi, mieszkała sama, pracowała dorywczo. Była świetnym celem. Pewnej nocy do jej domu wtargnęło trzech młodych mężczyzn. To co początkowo miało być tylko żartem, zakończyło się tragicznie. Zgwałcona i porzucona umierała w samotności. W tej zbrodni nie było żadnego sensu. Kto i dlaczego zabił dziewczynę? I kto zapalił na schodach jej domu znicz w kształcie serca, mimo że morderstwo nie zostało jeszcze odkryte?

"Drapieżcy" to trzecia cześć serii "Stracone dusze". Jest to też moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki. Żałuję bardzo, że najpierw nie przeczytałam dwóch poprzednich części, gdyż wiele wątków jest w niej kontynuowanych. 
Początkowo myślałam, że motyw zabójstwa dziewczyny, będzie w książce motywem przewodnim. Niestety tak się nie stało. Jest on tylko początkiem i zakończeniem tej historii. Jest nawiasem, który obejmuje inne historie opowiadające o moralnych dylematach, złych wyborach, mroku otulającym duszę i wyrzutach sumienia niepozwalających dalej żyć.

Daria Orlicz nie pisze klasycznych kryminałów. Oczywiście mamy zbrodnie, mamy śledztwo i mamy ostatecznie zakończenie sprawy. Brak tutaj jednak policyjnej akcji, czy nagłych jej zwrotów. Dużo natomiast brutalnych scen i patologicznych osobowości. Czytając powieść ma się wrażenie, że to równoległa historia każdego z bohaterów, których jednym wspólnym mianownikiem jest to mroczne miasteczko i atmosfera wyzwalająca w ludziach najgorsze instynkty. "Drapieżcy" to nie jest książka dla wszystkich. Na pewno nie dla wielbicieli klasycznych kryminałów, chociaż kto wie może i oni odnajdą się w tym wielowątkowym mrocznym świecie. Na mnie wywarła ona całkiem pozytywne wrażenie i jeżeli wcześniejsze części serii napisane są w podobnym klimacie, to bardzo chętnie po nie sięgnę.

OCENA: 7/10



Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu HarperCollins



czwartek, 16 maja 2019






Rozwiązywanie zagadek kryminalnych na wesoło? Dlaczego  by nie. Czasami czuję potrzebę odłożenia krwawego, mocnego kryminału by wraz ze zwariowanymi bohaterami ścigać przestępców z uśmiecham na ustach. Tym bardziej, że jestem fanką francuskich komedii.

Inspektor Anna Capestan znajduje się właśnie na życiowym zakręcie. Wystrzeliła ona o jedna kulę za dużo i teraz czyn ten zaważyć ma na całej jej karierze. Pani inspektor jest genialną policjantką (tak przynajmniej o sobie myśli), doskonale jak dotąd radzącą sobie w pracy (królowa wpadek - czy to coś oznacza?). Mimo tego za swój zawodowy błąd, decyzją komisji dyscyplinarnej została zawieszona. Nie byłoby w tym nic dziwnego - nie ona pierwsza i nie ostatnia - gdyby nie fakt, iż nagle jej sprawa została zamknięta, a inspektor Capestan formalnie przywrócona do służby. Do tego jeszcze powierzono jej nowe stanowisko - ma kierować oddziałem specjalnym, w skład którego wejdą najmniej konwencjonalni policjanci. Co to oznacza w praktyce? Otóż Panie i Panowie witamy w oddziale wszelkiej maści wyrzutków, odpadów policyjnych, ludzi których nie można wyrzucić z pracy. Mamy tutaj miedzy innymi alkoholika, hazardzistkę, wyjątkowego pechowca, zwariowaną pisarkę oraz jej psa Pilou.
Nieudacznicy - nieudacznikami, ale praca w policji polega na rozwiązywaniu spraw kryminalnych, więc i naszym dzielnym policjantom z oddziału specjalnego przyznano kilka nierozwiązanych spraw wierząc, że skupią się oni na nich maksymalnie i nie będą sprawiać żadnych dodatkowych kłopotów. Sęk w tym, że kilka z tych spraw niebezpiecznie zaczyna łączyć się w jedną, a prowadzone śledztwa coraz bardziej zbliżają ich do rozwiązania tej, jak się z czasem okazało, niebezpieczniej zagadki.

Komedia kryminalna to mix jak najbardziej poważnych zbrodni i mniej poważnego ich rozwiązywania. W tym przypadku też jest lekko i zabawnie, ale bez nadmiernie krwawych scen. Tej książki nie czytamy z wypiekami na twarzy, nerwowo gryząc palce. Mamy tu jednak do czynienia z ciekawą sprawą kryminalną, rozwiązywaną niekonwencjonalnymi sposobami. Czasami jest zabawnie, czasami poważnie. Dla mnie to była miła, lekka, ale i wciągająca lektura.
"Doborowa ósemka Anny C." to rozrywka na jeden, góra dwa wieczory. Czyta się ją naprawdę szybko. Jeśli lubicie jedynych w swoim rodzaju bohaterów, lekkie, zabawne dialogi i niebanalne połączenie żartu z powagą śledztwa, to  ta książka na pewno Wam się spodoba. 

OCENA: 7/10



Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Amber

poniedziałek, 13 maja 2019





"Ten świat dzieli się na zwycięzców i przegranych - więc wybierz, do których chcesz się zaliczać. I nie myśl za wiele o tych, których po drodze wdepczesz w ziemię. Nie masz wobec nich żadnego długu. Sukces nie jest dla wrażliwych"

Po takie książki sięgam w ciemno. Uwielbiam tajemnice, napięcie towarzyszące rozwiązywaniu zagadki, sekrety, które w trakcie czytania wypływają na powierzchnię, a przede wszystkim uwielbiam odkrywać motyw sprawcy całego tego nieprzypadkowego przedsięwzięcia.

Do windy znajdującej się w nowo wybudowanym, lecz jeszcze nie oddanym do użytku biurowcu, wsiadają cztery osoby, czterech współpracowników prestiżowej firmy zajmującej się finansami, w której to pieniądz jest racją jej istnienia. Świat miliardowych interesów, luksusu i ludzi pozbawionych skrupułów. Dla kariery zrobi się tutaj wszystko, dla pieniędzy jeszcze więcej. Zwabieni podstępem do windy, pełniącej funkcję miniaturowego escape roomu Vincent, Jules, Sylvie i Sam, nawet nie przypuszczają, że własnie teraz przyjdzie im zapłacić za popełnione grzechy, ale nim to się stanie wszystkie ich brzydkie tajemnice wyjdą na jaw. Winda rusza, gra się zaczyna, stad nie ma ucieczki. Pierwszą wiadomością jest napis - "Witajcie w pokoju zagadek. Wasz cel jest prosty: wyjdźcie stąd żywi". Kolejne podpowiedzi pojawią się z czasem, ale czy pomogą w wydostaniu się, czy raczej wprowadzą jeszcze większy zamęt? Kto wpadł na ten makabryczny pomysł i dlaczego zamknął tę czwórkę w tej klaustrofobicznej klatce bez światła, internetu i możliwości ucieczki?

Wydarzenia ukazane w powieści opowiedziane są z dwóch różnych perspektyw - przeszłości i teraźniejszości. Wydarzenia dziejące się tu i teraz to wydarzenia z windy, przeszłość, to życie Sary Hall, byłej, nieżyjącej już pracownicy firmy, w której pracuje zamknięta w windzie czwórka. Od samego początku możemy się więc domyśleć, że jest ona w jakiś sposób powiązana z tą sytuacją, nie wiemy jednak w jaki i komu to zawdzięcza. W miarę rozwoju akcji sytuacja w windzie jest coraz tragiczniejsza. Brak współpracy, zazdrość, obwinianie się nawzajem i w końcu jawna wzajemna wrogość, dodatkowo podsycana  przez organizatora "korporacyjnej rozrywki", powoli zbliża nas do wielkiej katastrofy. Natomiast retrospekcja życia Sary, stopniowo odsłania nam kulisy tej makabrycznej zabawy. 

Ten perfekcyjnie skonstruowany i trzymający w napięciu thriller korporacyjny wciągnął mnie od samego początku. Nie mogłam się wręcz od niego oderwać. Zafascynowały mnie patologiczne osobowości bohaterów i sama kłamliwa atmosfera korporacyjnego świata i dużych pieniędzy. Być może gdyby autorka umieściła akcję powieści w innym środowisku i nieco ja złagodziła, otrzymalibyśmy przeciętny thriller psychologiczny, że sztucznie podkręcanym napięciem, a tak otrzymujemy historię, którą ani na chwilę mnie nie znudziła i która sprawiała, że z każdą przeczytaną stroną chciałam wiedzieć więcej i niecierpliwie wyczekiwałam finału.
Lee Child napisał o tej powieści, że jest fantastyczna i że jest jedną z jego ulubionych w tym roku. Nie wiem na ile możemy tej deklaracji wierzyć. Ja jestem jednak całkowicie przekonana, że "Escape room" zdecydowanie zasługuje na polecenie, jest to bowiem thriller, którego długo nie zapomnę.


"Zabawne, jak łatwo przychodzi nam niedostrzeganie rzeczy, których nie chcemy widzieć"

OCENA: 9/10  




Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Bukowy Las



sobota, 11 maja 2019





"Trzeba przyznać, że desperacja czyni nas znacznie bardziej tolerancyjnymi"

Ten cytat to pierwsze zdanie powieści. Tiffy i Leon byli naprawdę zdesperowani. Bo jak inaczej wytłumaczyć fakt zamieszczenia przez Leona ogłoszenia o wynajęciu własnego łóżka wciąż z niego korzystając? Jak bardzo trzeba być zdesperowanym by odpowiedzieć na takie ogłoszenie? Tiffy i Leon byli. Leon potrzebował pieniędzy, a Tiffy nie miała ich w nadmiarze. Właśnie rozstała się z chłopakiem, a co za tym idzie straciła dach nad głową. Pracując w niszowym wydawnictwie specjalizującym się w książkach o rękodziele i majsterkowaniu zarabia niewiele. Leon natomiast jest pielęgniarzem na oddziale paliatywnym szpitala, pracującym na nocną zmianę. Również nie zarabia dużo, za to natychmiast potrzebuje dodatkowej gotówki. W przypadku tych dwojga dzielenie pokoju to idealny układ. Kiedy Tiffy będzie w pracy mieszkanie będzie należeć do Leona, we wszystkie noce i w weekendy będzie je miała do swojej dyspozycji. Współlokatorzy się nie znają, nigdy się nie widzieli i nigdy nawet ze sobą nie rozmawiali, pewnego jednak dnia zaczynają zostawiać dla siebie wiadomości pisane na karteczkach przyklejanych w różnych miejscach domu, wzajemnie dla siebie gotować i radzić się w sprawach sercowych. Ich wzajemna relacja nabiera zupełnie innego wymiaru. Stają się sobie coraz bliżsi, chociaż z początku żadne z nich nie chce się do tego przyznać.
Cała historia ukazana jest z dwóch stron. Raz przyglądamy się jej z perspektywy Tiffany, raz z Leona. Stopniowo poznajemy nie tylko naszych głównych bohaterów, ale też ich rodziny, przyjaciół i osobiste problemy. Pomimo lekkiej narracji powieści, życie naszej dwójki nie jest pozbawione kłopotów, z którymi, wspierając się wzajemnie, starają się uporać.

Beth O'Leary stworzyła wyjątkowy romans. Jest zabawnie, jest inteligentnie i jest naprawdę oryginalnie. Historia opowiedziana przez autorkę wciąga nas od samego początku. Nawet nie zauważyłam kiedy ją przeczytałam, a bawiłam się przy tym wyśmienicie. Polubiłam naszych bohaterów i ich wzajemną relację. Śmiałam się, wpadałam w złość (szczególnie wtedy gdy na horyzoncie pojawiał się były chłopak Tiffy) i niecierpliwie czekałam na zakończenie tej historii miłosnej, bo że będzie szczęśliwe to nie miałam żadnych wątpliwości. Wszak jest to romans, a romanse zazwyczaj kończą się radosnym happy endem. 

Powieść "Współlokatorzy" jest debiutem literackim autorki. Tym bardziej zasługuje ona na moje słowa uznania. Jestem przekonana, że gdy tylko sięgniecie po tę książkę, trudno Wam będzie się za mną nie zgodzić. Jeśli chcecie przeżyć niesamowitą miłosną przygodę, a jednocześnie odczarować gatunek komedii romantycznej, to koniecznie musicie przeczytać tę książkę, która swoja premierę będzie miała już niedługo, bo 15 maja :)

OCENA: 9/10



Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros


czwartek, 9 maja 2019




"Kiedy trzeba było mówić, mówiłem, a oni słuchali; kiedy słowa zawodziły i trzeba było bić, biłem, a oni krwawili"

Postać Łukasza Borowskiego znamy z dwóch poprzednich części trylogii o braciach Borowskich. Poznaliśmy w nich człowieka już zadomowionego w strukturach mafii, nie wiedzieliśmy natomiast nic o zdarzeniach, które tego młodego chłopaka, zdolnego ucznia i gitarzystę w zespole rockowym, skierowały na ścieżkę zła.

Łukasz sam opowiada nam o sobie, a właściwie "spowiada się" swojemu młodszemu bratu Krzysztofowi. Nad mężczyznami nie wisi już widmo zemsty ze strony mafii, a Łukasz jest wolnym, szczęśliwym człowiekiem. Kiedy jednak sumienie nie pozwala spokojnie żyć, potrzebne jest człowiekowi rozgrzeszenie. Spowiedź Łukasza zaczyna się od wspomnienia tej jednej, jedynej nocy, która dzięki błędnej decyzji ojca, zadecydowała o przyszłości mężczyzny. To tamtej nocy umarł Łukasz Borowski, dobry chłopak, a narodził się Lukas, człowiek, który miał stać się jednym z najgroźniejszych ludzi w mieście.
Przysłuchując się opowieści Łukasza, poznajemy wydarzenia, które znamy z poprzednich dwóch części, z zupełnie innej perspektywy. Tak jak wcześniej Łukasz był tłem historii Kaśki i Krzyśka, tak teraz to oni są tylko niewielkim elementem jego życia. On sam zwierzając się bratu odsłania całkowicie swoja duszę. Poznajemy jego myśli, uczucia,  motywy postępowania. Dowiadujemy się, że Łukasz potrafi żałować swoich wyborów i że ma sumienie.

Ten tom mimo, iż nie porywa tak jak dwa poprzednie, jest ważnym elementem tej układanki. Jest swoistą apelacją po wyroku na gangsterze, jaki czytelnik bez wątpienia wydał już wcześniej. Na nowo przychodzi nam zapoznać się z dowodami winy, przyjrzeć się zdarzeniom z innej perspektywy i ocenić je na nowo. To spokojna analiza tego co było, już bez dreszczu niepokoju o to, co się może wydarzyć za najbliższym zakrętem losu. To opowieść o potędze miłości i sile rodziny i wybaczeniu, ale też i o drugiej szansie, którą należy przede wszystkim dać samemu sobie.



"Kierowałem się prostą filozofią życiową. Kochałem całym sercem, nienawidziłem całym sobą"


OCENA: 7/10



Za możliwość przeczytania powieści dziękuję Wydawnictwu Burda Książki